01.06.2021 - Dzień 97
Pierwsza lista
Rano pojechałam nieco późniejszym busem. Wysiadłam na dworcu i stamtąd udałam się na autobus, którym pojechałam do Urzędu Pracy, a na który się wyczekałam. W urzędzie miałam dostarczyć listę obecności ze stażu za maj, chciałam też zapytać o parę rzeczy.
Okazało się jednak, że nie ma tak łatwo. Przy okienku/pokoju, w którym oddaje się listy obecności, zapytałam panią o numer umowy, którym mam tam wpisać. Chciałam po prostu dowiedzieć się, skąd mam go wziąć, bo nie wiedziałam, a nigdzie takiej informacji nie było. Babka odpowiedziała mi niby, ale była wredna, jakaś taka niemiła, chociaż mówiłam do niej grzecznie.
Okazało się, że numer umowy powinien być na umowie, która posiada pracodawca. Zadzwoniłam więc najpierw do G., a potem do A. żeby dowiedzieć się, czy szefowa jest w pracy, a skoro jej nie było, poprosiłam je o numer do niej. Zadzwoniłam do szefowej, ale nie odbierała. Poczekałam jakieś 10 minut i stwierdziłam, że trzeba działać. Poszłam do pokoju, gdzie wydają te umowy i poprosiłam, żeby podali mi ten nieszczęsny numer, jeśli mogą. W końcu udało się, panie był tam już milsze i jedna z nich podyktowała mi numer. Wpisałam go na listę, zrobiłam zdjęcie i zaniosłam do okienka z niemiłą panią, po czym oddałam jej tę listę.
Następnie poszłam już pieszo do biura. Trochę się spociłam, bo wyszło słońce i zrobiło się gorąco. A rano jeszcze zmarzłam, bo było zimno. Kiedy dotarłam do biura, była tam A. Pożaliłam jej się na niemiłą panią i zrobiło mi się lepiej, że mogłam się wyżalić. Następnie patrzyłam jak A. wypełnia wniosek i starałam się jej jakoś pomóc, albo chociaż ogarnąć o co tam chodzi. Potem przyszła G. i we trójkę nad nim ślęczałyśmy.
Kiedy przyszła szefowa, poprosiłam ją, żeby sprawdziła numer na umowie. Chcę porównać go z tym, który wpisałam i upewnić się, czy na pewno tamta babeczka podyktowała mi prawidłowy. W razie czego to do 5 jeszcze mogłabym to odkręcić i np. donieść nową listę z dobrym numerem.
Szefowa poszła i atmosfera zrobiła się luźniejsza. W sumie dzisiaj spor żartowałyśmy z A. i G., śmiałyśmy się. Bo i sytuacja była ciężka, więc nie pozostawało nic innego. Sporo też dzisiaj dzwoniłam do ludzi. Szefowa, gdy jeszcze byłą, kazała mi dowiedzieć się czegoś o pewnych dokumentach, więc dzwoniłam i próbowałam to ogarnąć. Zrobiłam, ile mogłam. Zobaczymy jutro co na to powie.
Wyszłam w sumie za 10 szesnasta, ale nie chciało mi się iść na dworzec. Wolałam czekać pół godziny na przystanku. Tak też zrobiłam.
W domu czekała mnie miła niespodzianka, bo mama ugotowała na obiad spaghetti. Zjadłam wielką porcję z apetytem. Pooglądałam trochę YT i zrobiłam pranie ciemnych rzeczy, bo muszę odkopać się spod stert prania, które mi się już zdążyły uzbierać.
Komentarze
Prześlij komentarz