31.12.2021 - Dzień 309
Piątek. Sylwester. Wstałam o 5:50. Poszliśmy do kościoła na mszę za babcię mojego chłopaka. Nie chciało mi się, ale chciałam mu sprawić przyjemność. Poza tym wypadało tak, skoro tak rzadko tam bywam. I nie byłam na pogrzebie. Wróciliśmy, zjadłam śniadanie. Posiedzieliśmy z jego rodzicami. Tutaj też nie bardzo mi się chciało, ale co miałam zrobić. Głupio byłoby wstać i wyjść. Wreszcie poszliśmy na górę. Popatrzyliśmy jeszcze na kolory ścian. Wybraliśmy szary, za to z kolorem do kuchni był problem. Wtedy przyszła mama mojego chłopaka. Lubię ją, ale tak już nie chciało mi się z nią gadać, ani też nie było na to czasu. A ona mówiła i mówiła... Wreszcie pojechaliśmy. Było znacznie później niż założyliśmy wcześniej. Ale wyjechaliśmy. Ufff... Wstąpiliśmy u mnie po zakupy do biedronki. Był kłopot z parkingiem, ale udało się znaleźć miejsce. Było bardzo dużo ludzi, dawno tam tyle nie widziałam. Trochę to zajęło, ale kupiliśmy prawie wszystko co chcieliśmy. Były straszne p...