02.12.2021 - Dzień 280

Czwartek

Kompletnie nie miałam ochoty jechać do pracy. Wciąż czułam się zestresowana i zniechęcona. Bardzo, bardzo zniechęcona. Ale wstałam i poszłam, bo nie przysługują mi jeszcze dni wolne, a za L4 by mi nie zapłacili. 

Na początku w pracy było bardzo ciężko, ale powoli coraz lepiej się czułam. Troszkę puszczał mnie stres i później już nawet się uspokoiłam. Tym bardziej długo nie było szefowej i miałam czas żeby dojść do siebie, popracować w spokoju, zastanowić się. 

Oczywiście, nie obyło by się bez żadnych problemów. I dziś wystąpiły. Ale nie było takiej tragedii jak ostatnio. 

Poszłyśmy z G. i M. do bistro, bo dzisiaj były urodziny lokalu. Faktycznie, częstowali darmowym ciastem i słodkościami. Poza tym była loteria. Po zakupie jedzonka można było wybrać balon i przekłuć go wykałaczką. Ze środka wypadała karteczka i było na niej napisane, czy coś się wygrało. 

Udało mi się wygrać herbatkę. Jakąś fajną, w ładnej puszce, liściastą. Ucieszyłam się, bo w sumie chyba nigdy nic nie wygrałam tak, więc to było bardzo miłe. Niestety dziewczyny nic nie wygrały. Za to zjadłyśmy wspólnie obiad, co już dawno się nie zdarzyło. Szkoda, że nie było z nami A.

G. powiedziała, że waha się z podpisaniem umowy, ale jest bliższa tego, by tego nie robić. Zasmuciło to nas, no bo ja już podpisałam, a M. ma staż do końca lutego. Nie wyobrażam sobie, jak to by mogło być bez G. To przecież brakowałoby czegoś... Nie wyobrażam sobie. Mam nadzieję, że jednak się zdecyduje, chociaż na trochę...

Wróciłyśmy i G. rozmawiała jeszcze z szefową. Miałam wyjść wcześniej, ale w końcu zostałam tak jak zwykle, bo pomyślałam, że może jutro przyda się to bardziej. 

W domu mama miała dziś wolne, więc zajęła się Sarą. Ugotowała jej mięsko z rosołem, a kiedy przyszłam, zblendowałam je i odrobinkę podałyśmy jej takiej papki wprost do pyszczka. Nie była zbyt zadowolona, ale trochę połknęła. 

Rozmawiałam przez telefon z G., a potem z A. Wcześniej w pracy, rozmawiałam też z M. A. i G. raczej nie chcą zbyt długo zostać w firmie. M. ma staż do końca lutego. A. nawet jeśli by chciała odejść, to też będzie ją obowiązywało miesięczne wypowiedzenie. G. znowu powiedziała, że nawet jeśli nie podpisze umowy, to tak od razu nas nie zostawi i nam pomoże. M. z kolei martwi się, bo nie wie co chciałaby robić, czym się zając po stażu. Ja również nie wiem co robić. Chyba muszę szukać czegoś innego. Myślę, że zostałabym do końca lutego, a potem bym odeszła jeśli sytuacja będzie wyglądać źle. Nie chciałabym też rezygnować tak od razu, skoro dopiero co podpisałam umowę. Ech... 

Wcześniej umówiłam się z moim chłopakiem, że jutro po pracy albo ja do niego przyjadę, albo on przyjedzie i mnie odbierze i pojedziemy do niego. W sobotę są chrzciny i chciałam z nim pójść. Tylko kurczę w ostatnich dniach źle się czuję. Wczoraj miałam prawie gorączkę i czułam się okropnie, choć możliwe, że to ze stresu. Dzisiaj już z tym było lepiej, ze to złapał mnie katar i cieknie mi z nosa. Nie wiem co robić. Boję się, że to koronawirus. Oby nie. 

Jutro rano się okaże. Zobaczę, jak się będę czuła i będę musiała coś zdecydować. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89