30.09.2021 - Dzień 218
Czwartek - wkurw i joga Nawet nie wybierałam się dziś na wcześniejszego busa. Nie chciało mi się wstawać i wstałam późno. Zdążyłam za to zrobić piękny makijaż cieniem z mojej ulubionej paletki "Kwitnąca wiśnia". Byłam więc zadowolona. Późno dotarłam do biura. Bus jechał powoli, w dodatku padało. Było też trochę ludzi, choć nie tyle co kiedyś, kiedy to stali prawie że na kierowcy. W każdym razie wpisałam się tuż przed godziną 8:00. Czułam się kiepsko. Byłam zestresowana, było mi niedobrze, nie miałam apetytu. Czułam się spięta, zła i jakaś taka zaniepokojona. Miałam też irracjonalne poczucie winy, bo kiedy wszystko sobie poukładałam, zrozumiałam, że wiele z rzeczy, które zarzucała mi szefowa wczoraj, nie były moją winą ani błędem. Robiłam swoje. Sporo dzwoniłam do ludzi. Z jednej strony chciałam zrobić wszystkie rzeczy, żeby szefowa już się mnie nie czepiała. Z drugiej dobrze było coś robić, bo to poprawiało mi nastrój, dawało pewne poczucie stabilności i pozwalało mniej myś...