07.09.2021 - Dzień 195
Wtorek - przenosiny
Nie wyrobiłam się na wcześniejszego busa... Bez zaskoczenia. Muszę wstać wcześniej, jeśli chcę zdążyć, a ostatnio mi to w ogóle nie wychodzi.
Udało nam się przenieść do nowego biura! I to całkiem szybko i sprawnie. Wraz z dziewczynami udało nam się wymyślić jak wszystko porozstawiać, żeby maksymalnie wykorzystać przestrzeń, ale jednocześnie, żeby każda z nas miała dużo miejsca. Na początku ciężko mi się było przyzwyczaić. Wciąż zdarza mi się skręcić z toalety w kierunku starego biura. Ale im dłużej tam siedzimy, to powoli przyzwyczajam się do nowego. Jeszcze parę dni i pewnie w ogóle o tamtym zapomnę.
Zaliczyłam spory błąd, bo znowu nie dopilnowałam czegoś po szefowej. Tym razem nie zaniosła ankiet odpowiedniej osobie, a trzeba już je oddać. Nie wiem, pewnie będzie i tak się mnie czepiać, ale A. bardzo mi pomogła i gdyby nie ona, ta wtopa byłaby jeszcze gorsza i większa.
Jak mnie wyrzuci to trudno. Ten staż to etap przejściowy, zobaczymy, co przyniesie mi los. Choć nie powiem, fajnie czuć taką względną stabilizację.
Pojechałam do galerii poszukać prezentu dla taty. Chciałam kupić coś fajnego, ale nie miałam pomysłu. W końcu myślałam o jakiejś bluzce czy koszulce, ale martwiłam się tym, czy trafię z rozmiarem. Ostatecznie kupiłam perfumy. Zobaczymy, czy się spodobają.
Fajnie było pochodzić sobie po sklepach i w ogóle zamiast do domu, pojechać w inne miejsca. Trochę zmienić otoczenie. Po pewnym czasie chciałam już wracać do domu, ale i tak fajnie mi się spacerowało. I nawet teraz, po powrocie, czuję się mniej śpiąca niż zwykle. Oczywiście, jestem zmęczona, ale nie taka senna i pozbawiona chęci do życia.
Upatrzyłam sobie fajny sweter i zastanawiam się, czy jutro także nie pojadę do galerii by go kupić. Muszę to przemyśleć.
Zszyłam wreszcie dziurę w kurtce. Chyba po dwóch tygodniach, jak nie więcej. Ale lepiej późno niż wcale.
Ok, napaliłam w piecu i idę się za chwilę myć. Nie robiłam drzemki, więc fajnie gdyby udało mi się położyć wcześniej.
Komentarze
Prześlij komentarz