03.12.2021 - Dzień 281

Piątek, Test na COVID

Obudziłam się w nocy i nie mogłam spać. Nie wiedziałam dlaczego. Próbowałam usnąć, ale nie mogłam. I to naprawdę długo. W końcu mi się udało.

Obudziłam się znów rano i czułam, że coś jest nie tak. Czułam się źle. Zmierzyłam temperaturę i miałam 37 i coś. W dodatku czułam, że mam katar. Może bym się tym nie przejęła, gdyby nie fakt, że A. miała pozytywny wynik testu na covid. A ja jednak dużo czasu z nią spędziłam. 

Nie wiedziałam co robić. Poszłam poradzić się mamy i wtedy zdecydowałam, że zostaję w domu. Tata pojechał później do ośrodka i zarejestrował mnie na wizytę. Napisałam na naszej grupie z pracy, żeby szefowa wiedziała, że mnie nie będzie. Myślałam, żeby do niej zadzwonić, ale nie chciałam o pół do ósmej, a potem już stwierdziłam, że napiszę.

Było mi naprawdę dziwnie być w domu. Z jednej strony nie chciałam iść i chciałam zostać w domu, z drugiej czułam, że obowiązki na mnie czkają. No ale nie mogłam iść z gorączką, zasmarkana. Nie wiedziałam też, czy nie mam koronawirusa. 

Wizytę miałam na 12:00, więc za 10 wyszłam z domu. Tata mówił, że mam się zgłosić do izolatki i że to gdzieś na górze. Otóż nie, okazało się, że izolatka była przy samym wejściu. W sumie logiczne, ale jej nie zauważyłam. 

Musiałam poczekać, bo ktoś był w środku, a jak już ta osoba wyszła, to lekarka wietrzyła ten "gabinet". Piszę "gabinet" bo byłą to straszna klitka. No ale ok. Czekałam i już myślałam, że nikt nie przyjdzie, ale w końcu ta lekarka wróciła. 

Zbadała mnie, osłuchała. Potem zrobiła mi wymaz i test. Następnie wyszła a ja miałam czekać na wynik. Kiedy wróciła, okazało się, że jest negatywny. Powiedział mi, że to początek objawów i w sumie jakby mi się przez weekend pogorszyło, to mam przyjść i zrobić go ponownie. Lub jeśli straciłabym węch i smak. Poprosiłam jeszcze o zwolnienie i poszłam.

Wróciłam do domu. Tata pojechał zawieźć mamę do pracy, a ja siedziałam na dole z Sarą. Wciąż nie wygląda na to, by czuła się lepiej. No i wciąż nie je. Dajemy jej zblendowane jedzonko prosto do pyszczka, tak na siłę. Martwię się o nią. Przynajmniej pije trochę sama z miseczki. 

Cały dzień siedziałam w domu. Trochę na górze, ale co chwilę schodziłam sprawdzić co z Sarusią. Obejrzałam film "To" na motywach książki Kinga i był bardzo fajny. 

Wieczorem wciąż miałam katar i ciekło mi z nosa. Umyłam się i poszłam spać, ale nie myłam włosów. Jakoś czułam, że nie chcę moczyć głowy. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89