18.12.2021 - Dzień 296
Sobota
Nie miałam zamiaru zrywać się z samego rana, chociaż z moim chłopakiem jest to ciężkie, bo on budzi się wcześnie. Ale chociaż nie męczył mnie, żebym wstawała, więc udało mi się pospać chyba do 9:00.
Zjedliśmy śniadanie, a następnie pojechaliśmy obejrzeć meble w innym mieście. Zrobiliśmy też zakupy w sklepie spożywczym, bo trzeba było wziąć coś na obiad. Kupiliśmy też wkłady do zniczy, bo później pojechaliśmy na cmentarz, na groby jego babci, dziadka i wujka. Wymieniliśmy wkłady w kilku zniczach, pomodliliśmy się.
Wróciliśmy do domu i zrobiliśmy spaghetti na obiad. Wyszło dobre, choć nagotowaliśmy makaronu jak dla pułku wojska. Zostało go naprawdę dużo.
Pomagaliśmy ubierać choinkę w pokoju jego mamy. Wyszło nieźle, choć tak w połowie to nie chciało mi się jej już ubierać.
Resztę dnia spędziliśmy na dole, gadając z jego rodzicami i dziećmi jego siostry. Trzeba było ich pilnować, bo siostra byłą w pracy Wieczorem przyszła też i siostra mojego chłopaka, więc z nią też pogadaliśmy. Nie za długo, bo byłą zmęczona po pracy (od niedawna pracuje w maku).
Trochę mnie to męczyło, bo chciałam pobyć z moim chłopakiem sam na sam. Dlatego ucieszyłam się, kiedy w końcu poszliśmy na górę. Choć je lubię. byłam zmęczona krzykami dzieci i chciałam odpocząć.
Komentarze
Prześlij komentarz