23.12.2021 - Dzień 301
Czwartek
W pracy nie było G., bo była na zdalnych. Szefowa wczoraj obiecała, że jak się wcześniej wyrobimy ze wszystkim, to możemy wcześniej wyjść. Nie było też szkolenia. Dlatego się udało.
Wyszliśmy wcześniej, ja już o 12:00. Zdążyłam na busa i udało mi się być wcześniej w mojej miejscowości. Poszłam do Biedronki, żeby kupić słodycze do prezentów. Jadąc busem przeglądałam różne przepisy i wymyśliłam, że zrobię jeszcze jedną sałatkę, tym razem z tortellini. Jeszcze takiej nie robiłam, ale mogła być dobra. Dlatego w biedrze kupiłam jeszcze składniki do niej.
Wróciłam do domu i byłam zmęczona i głodna. Zjadłam, ale poczułam, że mam jeszcze mniej sił niż wcześniej. Położyłam się i leżałam tak, starając się odpocząć, ale nie zasnąć. Przeleżałam tak 40 minut, po czym wstałam, bo było sporo do zrobienia.
Obrałam warzywa na sałatkę jarzynową. Tata gotował kapustę i grzyby. Potem ugotowałam je w szybkowarze, który wypróbowaliśmy razem z tatą. Pierwszy raz z niego korzystałam i zadzwoniliśmy nawet do mojego barta, żeby zapytać jak go później otworzyć. Ostatecznie się udało, a warzywa się ładnie ugotowały.
Pojechaliśmy do lewiatana po rukolę, bo w biedronce nie było. Niestety, tam też jej nie dostaliśmy. Podjechaliśmy więc do dino i udało się. W chłodziarce jej nie było, ale zapytałam sprzedawczynię i powiedziała, że jest jakaś, ale ma datę ważności do jutro. Po krótkim zastanowieniu, powiedziałam, że biorę mimo tego. I dobrze zrobiłam, bo wyglądała bardzo ładnie i nic jej nie było.
Po powrocie zaczęłam robić sałatkę jarzynową. Po doprawieniu i spróbowaniu wyszła bardzo dobra.
Wcześniej rozrobiłam galaretki do ciast i wystawiłam na balkon do stężenia (mama rano zrobiła ciasto do jednego i biszkopt do drugiego, oraz bezę i budyń). Okazało się, że stężały... aż za bardzo. Musiałam je znów rozpuszczać i znów wystawiać na balkon. Ale udało mi się w końcu położyć je na ciasta. Kiedy to wystawiłam tym razem ciasta z galaretką do stężenia na balkon, zabrałam się za kremy. Chciałam robić jeden, ale potrzebowałam odstanej żelatyny. Rozpuściłam ją i czekałam aż zacznie tężeć, ale nie chciała. Nie wiedziałam czemu. Dzwoniłam do mamy. Dodałam więcej żelatyny jak kazała, ale nic to nie dało. Postanowiłam z tym poczekać do czasu aż wróci.
Na drugie ciasto rozpuściłam nutellę i pomieszałam z pokruszonymi prince polo. Rozsmarowałam wszystko. Przynajmniej z tym nie było problemów.
Mama z tatą wrócili. Wtedy zapytałam mamę o to, co chciałam i zabrałam się za te kremy. Udało mi się w końcu je zrobić. Zdążyłam nawet na jedno z ciast położyć jeszcze galaretkę na wierzch.
Ostatecznie skończyłam ze wszystkim około 23:00. Byłam piekielnie zmęczona, ale przynajmniej udało się zrobić 2 ciasta. Położyłam się spać późno, padnięta. Nawet już nic nie czytałam, ani nie przeglądałam nawet fb. Po prostu położyłam się i zasnęłam.
Komentarze
Prześlij komentarz