31.12.2021 - Dzień 309

Piątek. Sylwester. 

Wstałam o 5:50. 

Poszliśmy do kościoła na mszę za babcię mojego chłopaka. Nie chciało mi się, ale chciałam mu sprawić przyjemność. Poza tym wypadało tak, skoro tak rzadko tam bywam. I nie byłam na pogrzebie. 

Wróciliśmy, zjadłam śniadanie. Posiedzieliśmy z jego rodzicami. Tutaj też nie bardzo mi się chciało, ale co miałam zrobić. Głupio byłoby wstać i wyjść. 

Wreszcie poszliśmy na górę. Popatrzyliśmy jeszcze na kolory ścian. Wybraliśmy szary, za to z kolorem do kuchni był problem. Wtedy przyszła mama mojego chłopaka. Lubię ją, ale tak już nie chciało mi się z nią gadać, ani też nie było na to czasu. A ona mówiła i mówiła...

Wreszcie pojechaliśmy. Było znacznie później niż założyliśmy wcześniej. Ale wyjechaliśmy. Ufff...

Wstąpiliśmy u mnie po zakupy do biedronki. Był kłopot z parkingiem, ale udało się znaleźć miejsce. Było bardzo dużo ludzi, dawno tam tyle nie widziałam. Trochę to zajęło, ale kupiliśmy prawie wszystko co chcieliśmy. Były straszne pustki w chipsach i nie było ciasta francuskiego. Zapomniałam, że jest z nim zawsze taki problem przed Sylwestrem...

Zapłaciliśmy i wyszliśmy. Chciałam podjechać jeszcze do Dino, ale mój chłopak stwierdził, że nie będzie gdzie zaparkować i kazał mi iść pieszo. Wkurzyłam się, bo było błoto i duży ruch, ale nie kłóciłam się, tylko poszłam.

W Dino udało się znaleźć ciasto francuskie i kupiliśmy od razu 3. Wzięliśmy też chipsy, bo był większy wybór. Szkoda tylko, że wybraliśmy takie strasznie pikantne. 

Następnie udałam się pieszo do paczkomatu i odebrałam moją paczkę. 

Wróciliśmy do domu. Znów zdenerwowałam się na mojego chłopaka, bo nie chciał wjechać pod altanę, skąd chodnikiem poszłabym do domu z zakupami. Tylko stanął w błocie, bo inaczej, jak to ujął, musiałby potem wycofać. Jakby to był jakikolwiek problem! Nawet ja bym mogła to zrobić. Akurat ten manewr na podwórku ćwiczyłam wiele razy. 

Także wkurzyłam się i poszłam do domu. A chłopak przyniósł potem torby z zakupami. 

Przebrałam się, zaniosłam rzeczy do góry. Wypakowałam zakupy i zaczęłam robić obiad. Wstawiłam też tortellini do sałatki. Mój chłopak w tym czasie wnosił drzewo, które przywiózł. 

Zjedliśmy obiad, mnie przeszła trochę złość. 

Potem robiłam sałatkę, a mój chłopak odkurzył w salonie. Ja odkurzyłam resztę i zabrałam się za sprzątanie góry. W międzyczasie też była lekka spina między nami, bo nie chciał zrobić tego, o co go prosiłam. 

Po posprzątaniu wszystkiego zrobiliśmy ślimaczki z ciasta francuskiego. Poszło szybko, gorzej z ich pieczeniem. 

Mój chłopak poszedł się myć, ja pilnowałam ich. Byłam już strasznie zmęczona, padałam z nóg. A tu tata jeszcze bawił się głośnikami i subuferem, i puszczał strasznie głośno stare piosenki. I całkiem odechciało mi się wszystkiego. Straciłam humor i nie miałam już siły. 

Ślimaczki jak na złość wciąż nie chciały się upiec i były miękkie. W końcu jedna blaszka przypaliła się trochę na wierzchu. I to tak, która była włożona później. 

Poszłam umyć włosy. Nie dość, że z prysznica przy wannie ciekło i było słabe ciśnienie, to jeszcze szybko skończyła się ciepła woda i była bardzo letnia. Chciałam się umyć cała, ale ta woda była taka chłodna. Ostatecznie się umyłam. Ale bardzo się podłamałam, nawet popłakałam trochę. 

Poszłam się malować. Mój chłopak poszedł szykować stół. Zauważył, że bardzo straciłam humor i chciał mi pomóc, więc miło z jego strony. 

W końcu, po tym wszystkim, udało nam się przygotować fajnego Sylwestra. Miło było posiedzieć, zjeść dobre jedzonko, posłuchać występów w tv... 

Założyłam moją cekinową sukienkę i zrobiłam bardzo mocny makijaż z błyszczącym, morskim cieniem + czarny. 

Oglądaliśmy sobie tv tak do północy. Rodzice siedzieli z nami. Piliśmy pyszne drinki z martini, które robił mój chłopak. A o północy wznieśliśmy toast szampanem i obejrzeliśmy z balkonu fajerwerki. Nie staliśmy długo, bo było zimno. Potem posiedzieliśmy jeszcze chwilę i poszliśmy spać. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89