03.03.2021 - Dzień 7

Mała porażka

Wstałam dzisiaj bardzo późno, bo po 11:00. Niby nic niezwykłego dla mnie, bo przez ostatni czas wstawałam właśnie w tych godzinach, ale od jakichś dwóch tygodni (może trzech) próbowałam wstawać (nie budzić się, bo obudzenie się rano to nic wielkiego) wcześniej, bo przestałam czuć się z tym dobrze. Prawdę mówiąc, zaczęłam czuć się z tym naprawdę paskudnie i bardzo chciałabym to zmienić. 

Na początku szło dobrze, ale w ciągu ostatnich kilku dni coś się popsuło. Muszę kłaść się spać wcześniej. Może zrobię tak, że o 22:00 będę szła się myć, a potem już do łóżka. Ewentualni w łóżku przed snem mogę coś poczytać lub dopisać na bloga, jeśli wcześniej nie zdążyłam. To może być dobry plan. Spróbuję. W każdym razie jutro jadę do ortodonty, więc i tak muszę wstać wcześniej, żeby zdążyć na busa.

Ugotowałam na obiad zupę meksykańską. Ale nie obyło się bez problemów. Kiedy wstałam, a wstałam przecież późno, okazało się, że w lodówce nie ma papryki czerwonej, która jest do tego przepisu niezbędna. Nie miałam wyjścia, musiałam pójść do sklepu i ją kupić. Ale żeby było gorzej, wieczorem nie umyłam włosów, bo nie było na tyle ciepłej wody. Wyglądały tak koszmarnie, że nawet w związanych była to istna tragedia. Nie mogłam wyjść tak z domu! Dlatego najpierw musiałam je umyć. A żeby je umyć, musiałam napalić w piecu i nagrzać wodę. W międzyczasie późno przypomniałam sobie, że wypadałoby wyjąć mięso mielone z zamrażalnika, żeby zdążyło się rozmrozić. Na szczęście nagrzałam wodę, więc wlałam do garnka ciepłej i tak je zostawiłam. 

Ostatecznie ze wszystkim zdążyłam. Udało mi się umyć włosy, pójść do sklepu i kupić co trzeba. Wracając wstąpiłam jeszcze do paczkomatu i odebrałam przesyłkę, którą zamówiłam w niedzielę - podkłady i serum do twarzy (już nie mogę się doczekać, żeby sprawdzić jak nowy odcień podkładu będzie do mnie pasował!). Mam nadzieję, że nie dostanę jakiegoś przeziębienia od tego, że wyszłam z domu bez czapki od razu po wysuszeniu włosów. Wydawały się być już suche, ale było chłodno...

Ale właśnie, bo nie napisałam, dlaczego się tak spieszyłam. A to proste - chciałam zdążyć ugotować zupę zanim rodzice wrócą z pracy, albo przynajmniej zrobić na tyle dużo, żeby jakoś to wyglądało. Denerwuje mnie, kiedy przyjeżdżają i ciągle pytają: ile jeszcze. Najbardziej wkurza mnie mama, kiedy mówi, że musi już coś zjeść, bo jest głodna, bo ona nie jadła nic od rana... Jakbym jej broniła zjeść coś. Nie rozumiem, czemu nie może zjeść czegoś w pracy. Mam wrażenie, że zamiast coś z tym zrobić, woli narzekać.  

No ale też ciężko jest zrobić coś, żeby było gotowe kiedy wrócą, bo często się to zmienia, albo oni gdzieś jeszcze pojadą i nie dadzą mi znać. Zazwyczaj też, kiedy coś gotuję, to nie jestem w stanie przewidzieć ile mi to zajmie. Z prostymi daniami, które robię często (np. spaghetti) jeszcze mogę sobie coś założyć, ale z innymi, które robię rzadko albo pierwszy raz, już nie jest tak łatwo. 

Reszta dnia minęła mi na oglądaniu Teen Wolfa. Porozmawiałam też przez telefon z chłopakiem, bo w ciągu dnia nie mieliśmy za bardzo kontaktu. Jeśli chodzi o serial, to wkręciłam się i teraz już naprawdę fajnie mi się go ogląda. Zakończyłam 2 sezon, ale dzisiaj nie będę zaczynać 3. Zostawię to na jutro. Dzisiaj jeszcze, kiedy skończę pisać, pójdę się umyć, zrobię sobie maseczkę w płachcie i poczytam trochę. Ale chcę też położyć się wcześniej spać.

Teraz już wiem, że jutro nie będę miała wyjścia i będę musiała wstać wcześniej. Nawet się na to cieszę. Chciałabym wstać o 8:00, tak jak postanawiam sobie codziennie. Tym razem będę miała sporą szansę, żeby mi się to udało. Później wykonam poranną rutynę, jaką sobie zaplanowałam, słuchając przy tym porannej playlisty i powinno być dobrze.

Oczywiście, z ważnych rzeczy, ale nawet tych nieco mniej ważnych, nie zrobiłam nic. Muszę w końcu się za to zabrać. Wczoraj rozpisałam sobie cele miesiąca na marzec. Robię to od kilku lat, czasem udaje mi się zrealizować więcej, czasem mniej. Ale przy tych najważniejszych ostatnio polegam raz za razem. A są to:
- szukanie pracy
- przeglądanie ogłoszeń i wysyłanie CV
- zastanowienie się nad sobą, nad swoją dalszą karierą i przyszłością
- jazda samochodem
- spotkanie albo spacer z przyjaciółką 
- napisanie na Messengerze do kuzynki

Martwię się tym i stresuje mnie to. Muszę coś z tym zrobić wreszcie. Zobaczymy, o której jutro przyjadę. Jeśli jutro się nie uda, to może coś przynajmniej zaplanuję. Podczas jazdy buszem zawsze dobrze mi się myślało, to może wpadnę na coś tym razem. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89