04.03.2021 - Dzień 8

Ostateczne zdjęcie aparatu

Minął już tydzień odkąd zaczęłam prowadzić tego bloga. Czy coś się zmieniło? Jeśli chodzi o to, czy zaczęłam zajmować rzeczami, które chciałam zacząć robić - to nie. Wciąż mi się to nie udało. Ale muszę przyznać, że trochę się uspokoiłam. Czuję się nieco lepiej, dlatego kolejny tydzień poświęcę na pracę nad tym wszystkim, co tak długo odwlekam. 

Wstałam o 8:30, czyli nieźle. Myślę, że taką godzinę wstawania mogę zaakceptować, choć docelowa to 8:00. Zdążyłam ze wszystkim i pojechałam na wizytę do ortodontki, która zdjęła mi już dzisiaj dolny aparat i założyła retencje (+jak poprzednio usunęła kamień, wypolerowała zęby itd.). 

Mogę to już powiedzieć - dokładnie po prawie 2 latach (równe 2 lata byłyby za 15 dni) zakończyłam noszenie aparatu ortodontycznego! Mam piękne zęby i nie mogę już wstydzić się ich czy mojego uśmiechu. Śmieję się, że moje zęby wyglądają teraz jak z reklamy pasty do zębów.

Ok, po przyjeździe do domu byłam zmęczona i wciąż zestresowana, bo bardzo zestresowałam się podczas ściągania aparatu. Sama nie wiem dlaczego. To nic przyjemnego, ale też przecież nie działa mi się krzywda. Najgorsze były te wszystkie piły, bałam się, że w pewnym momencie nie powstrzymam języka, pójdzie do przodu i ortodontka przez przypadek mi go przetnie. Nie lubię też tego, że cały czas mam ochotę przełykać ślinę pomimo ssaka, ciągle miałam ten odruch. Próbowałam powstrzymywać go, bo na pewno to przeszkadza, no i też nie chciałam, żeby ortodontce się ręka omsknęła, ale to było męczące. Poza tym cały czas miałam wrażenie, że zamykam usta, chociaż miałam i próbowałam trzymać je otwarte, kiedy coś mi tam robiła. Otwierałam je, a po kilku chwilach miałam wrażenie, że prawie się zamknęły. Bałam się też, że ugryzę ją w palec i chyba w pewnym momencie było blisko. Chociaż nie wiem, czy to nie był ssak. Okropne było jeszcze to, że w pewnych momentach ciężko mi się oddychało. Nie wiem czy przez pozycję, w jakiej leżałam (taka przechylona trochę głową w dół), czy to, że miałam szeroko otwarte usta, czy ze stresu lub innego powodu. Bałam się jeszcze tego, że przy piłowaniu, polerowaniu lub zdrapywaniu kleju od zamków będzie mnie bolało, bo w niektórych miejscach mam odsłonięte dziąsła i poprzednim razem jak robiła to na górnym łuku, to nie było przyjemne, prawie bolało. Dziwne też było to piłowanie czy coś tam, bo brzęczało, jakbym miała w głowie cały rój pszczół lub os. Ech, nie było to łatwe i w pewnym momencie przez to wszystko chyba nawet zaczęłam drżeć, przez co też trochę się stresowałam. I wstydziłam się, że tak reaguję, choć panie tam nic nie mówiły takiego, były miłe jak zawsze. Zrobiło mi się też zimno, choć kiedy przyszłam, było mi ciepło. Po wszystkim, kiedy już się podniosłam, czułam się bardzo skołowana i jakby oszołomiona. Jejciu, ale to było dziwne!!! 

W każdym razie wytrwałam. Teraz już, kiedy zrobiłam sobie drzemkę, czuję większą radość i jakoś bardziej się cieszę. Kiedy zerkam w lusterko, widzę piękne zęby, naprawdę piękne! Nie ma co się wstydzić, są śliczne i będę teraz częściej się na nie patrzeć. I się uśmiechać. I dbać o nie! :)

Ortodontka powiedziała, że muszę jeszcze poczekać na to, żeby dziąsła wróciły do normy, bo są takie jakby odsunięte za bardzo. I muszą się "podciągnąć". Kurczę, wyleciało mi z głowy to określenie, którego użyła. No ale muszę pamiętać też o tym, żeby zakładać ten ruchomy aparat na noc na górę. 

Będąc w mieście, odwiedziłam też Hebe i Naturę. Zrobiłam tam małe zakupy kosmetyczne, fajnie, bo było sporo promocji. Kupiłam krem pod oczy, bo był w dobrej cenie i będę już miała na zapas, podobnie żel do mycia twarzy, choć wybrałam jakiś inny niż zwykle, z firmy Bandi. Oprócz tego kupiłam też szampon do włosów i dezodorant dla mamy. Na zapas wzięłam też korektor do twarzy z Catrice, poza tym też nowy rozświetlacz, bo uwaga, poprzedni mi się skończył. Choć nie sądziłam, że to możliwe, żeby udało mi się produkt tego typu wykorzystać do końca. A tu jednak, niespodzianka. W promocji dorwałam też dwie maseczki do twarzy w płachcie z It's Skin. Super, wypróbuję je. Akurat będą na kolejne dwa tygodnie, bo są nawilżające. Te które mam nie są, to będę je używać na przemian z tamtymi, bo jednak na nawilżeniu zależy mi najbardziej. W Hebe sprawdzałam jeszcze ceny kremów do twarzy z filtrem SPF 50, bo mój mi się niedługo skończy. Znalazłam trzy, tylko kurczę, dlaczego one muszę być takie drogie?!

Chyba to wszystko, o czym chciałam napisać dzisiaj. Zaraz pójdę się umyć, a później poczytam jeszcze w łóżku. Użyję też dzisiaj balsamu do ciała, bo dawno tego nie robiłam,  jak to mówił kiedyś pewien chirurg na jednych z zajęć na studiach: "trzeba dbać o swoje powłoki". Hehehe, wciąż mnie to bawi :)  Ale coś w tym jest. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89