09.03.2021 - Dzień 13
Jest stabilnie
Dzień jak wszystkie inne. Wstałam późno, bo po poprzednim dniu musiałam się wyspać, a i tak czułąm się zmęczona. Po południu ugotowałam obiad - smażony makaron po chińsku - miałam wszystkie składniki w lodówce, więc szybko poszło. Wyszedł świetny, naprawdę bardzo go lubię. Rodzicom też smakowało. Obejrzałam dwa odcinki Teen Wolf, jestem już na 3 sezonie, ale nadal dobrze mi się to ogląda. Cieszę się, że zabrałam się za ten serial. To był dobry pomysł.
Skończyłam czytać "Lot nad kukułczym gniazdem" Kena Kesey'a i w sumie sama nie wiem, co o tej książce myśleć. Podobała mi się, to na pewno. Ale czy to takie arcydzieło, bo i czytałam sporo takich komentarzy? Nie wiem. Oceniam ją jako bardzo dobrą książkę, ale nie jakąś wybitną. Był tam motyw buntu przeciwko systemowi, ciekawi bohaterowie (zwłaszcza główny - taki cwaniaczek), no i szpital psychiatryczny, a z jakiegoś powodu uwielbiam książki i filmy dziejące się w tym miejscu. Do końca nie wiedziałam, co myśleć o oddziałowej Ratched, bo z jednej strony opisywano ją jako zło wcielone, ale niektóre z rzeczy, które robiła, wydawały mi się w porządku (chyba że były to pozory). Oczywiście, nie wszystkie, bo momentami miałam wrażenie, że chce zaszkodzić pacjentom. Fajnym elementem była narracja Bromdena, który jako że był chory psychicznie, wprowadzał do opisów ciekawe, szalone wizje, co nadawało wszystkiemu specyficzny, tajemniczy, trochę oniryczny klimat (przez to też nie wiedziałam czy ufać temu, co opisywał). Na pewno też książka ta skłania do przemyśleń, można wynieść z niej coś wartościowego. Ale zabrakło mi tego czegoś, co ciężko nazwać, ale to takie wrażenie, które mam, kiedy przeczytam coś niesamowitego. Myślę, że pewnie gdybym przeczytała tę książkę zanim obejrzałam film, wtedy zrobiłaby na mnie większe wrażenie. A tak wiedziałam mniej więcej jak się skończy i tylko zastanawiałam się, czy zakończenie pokryje się z tym filmowym. Nie było zaskoczenia, tego BUM! Trochę szkoda.
Najciekawsze rzeczy działy się dzisiaj późnym wieczorem i w nocy. W sobotę mamy rocznicę - dokładnie 3 rocznicę naszego związku. To już kawał czasu. Nie musze też przypominać sobie, że to mój najdłuższy związek. Mam nadzieję, że weekend spędzimy bardzo miło i że będziemy go miło wspominać.
No, ale szukałam dziś prezentu. Wymyśliłam sobie, że wywołam wreszcie nasze zdjęcia, przynajmniej jakąś część. Kiedyś już chciałam się za to zabrać i powybierałam ich trochę, ale minęło przynajmniej kilka miesięcy od tamtego momentu i doszły też nowe zdjęcia (które musiałam zgrać z telefonu - co też zajęło mi jakiś czas). Z nich również powybierałam te najładniejsze. Później chciałam zmówić wywołanie ich poprzez empik foto. Robiłam to pierwszy raz, więc nie wiedziałam co i jak, ale poradziłam sobie i mam nadzieję, że wszystko dobrze ustawiłam. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że po ich wgraniu będę musiała jeszcze sprawdzić jak wykadrował je program... I dlatego też do 1:00 w nocy siedziałam i poprawiałam kadrowanie, a nie wiem nawet, czy zrobiłam to poprawnie i czy zdjęcia dobrze wyjdą. No, ale wreszcie je zamówiłam, z czego się cieszę. Dodam jeszcze, że wybrałam też kilka zdjęć innych niż moje z chłopakiem, bo są wśród nich te, na których jestem z przyjaciółkami, mamą czy foteczki Sary.
Oprócz zdjęć, jako prezent chciałam zamówić ramkę, taką do której można włożyć kilka zdjęć. I tutaj też sporo zajęło mi przeglądanie stron, szukanie, wybieranie. Robiłam to pomiędzy przeglądaniem i wybieraniem zdjęć, więc napracowałam się przy tym. Ostatecznie zamówiłam jedną na allegro, zobaczymy teraz, czy dostarczą mi ją przed weekendem i czy będzie dobrze wyglądać.
Z tego wszystkiego położyłam się spać koło 2:00 w nocy. Ale w ciągu dnia nie mogłam się zabrać, żeby zrobić to wszystko. Najlepiej jednak myśli mi się i działa w nocy...
Komentarze
Prześlij komentarz