15.03.2021 - Dzień 19
No i klops
Wstałam rano, bo busa miałam o 9:25. Udało mi się ze wszystkim wyrobić i zdążyłam bez problemu, nawet zjadłam normalne śniadanie, choć nie miałam za dużego apetytu o tej porze. Posiedziałam niecałą godzinę na dworcu, czytając książkę (jak dobrze, że wciąż mam tę opcję w telefonie!), a potem ruszyłam do Urzędu Pracy. Droga tam zajęła mi prawie 30 minut, choć nie spieszyłam się bardzo. Denerwowałam się, choć mówiłam sobie, że przecież przeżyłam już bardziej stresujące wydarzenia i dałam radę. Mimo tego czułam stres.
W Urzędzie tym razem nie trzeba było dzwonić dzwonkiem, drzwi były otwarte. Nikt też nie stał przy wejściu i nie kontrolował przychodzących. Było całkiem luźno, choć wiadomo, nadal obowiązują maseczki i dezynfekcja rąk. Na korytarzach było widać parę osób, nie tak jak ostatnio, kiedy było tam prawie całkiem pusto.
Zapytałam w informacji gdzie znajduje się pokój, do którego mam się zgłosić. Wydawało mi się, że wiem gdzie mniej więcej, ale wolałam się upewnić. Znalazłam go i usiadłam w poczekalni na krześle, bo przede mną był jakiś pan. Odczekałam swoje i wreszcie weszłam do środka.
Nie jestem pewna, ale przyjmowała mnie chyba ta sama pani co ostatnio. Wydaje mi się, że to ona, ale przez maseczkę nie mam sto procent pewności. Na początku zapytała o moje dane, dowód, w jakim zawodzie szukam pracy. Powiedziałam jej, że najchętniej w swoim, ale w sumie chciałabym już pracować i mogłabym się podjąć czegokolwiek. Miałam nadzieję, że zaproponuje mi jakiś staż, tak jak mojej przyjaciółce ostatnio, ale powiedziała, że nie ma. Podała mi kartkę z kursami i ofertami pracy. Na szybko przejrzałam oferty i z takich "dla mnie", które mogłabym wykonywać, były tylko takie, jako sprzedawca. W kursach też nie było niczego przydatnego, typowo dla mnie, ale pomyślałam, że może mogłabym spróbować czegoś nowego. W końcu są darmowe, a ja i tak siedzę w domu. Najbardziej zainteresowały mnie kury kosmetyczne: henna brwi, lifting rzęs, robienie paznokci żelowych i hybrydowych, a oprócz nich opiekun osób starszych lub grafika komputerowa. Po rozmowie z panią, która mnie przyjmowała, stwierdziłam, żeby zapisała mnie na kurs robienia paznokci, co też zrobiła. Jeszcze nie wiadomo, czy się dostanę. Pewnie będzie dużo chętnych, więc nie powinnam robić sobie wielkich nadziei. Ale czemu by nie spróbować. Po tym wyznaczyła mmi termin kolejnej wizyty, podpisałam papierki i wyszłam.
W sumie cieszę się, że zdecydowałam się na niego zapisać. Nawet jeśli się nie dostanę, to fajnie, że spróbowałam zrobić coś innego, nowego. Jeśli nie będę próbować, to nie ruszę z miejsca, a to byłby dobry pierwszy krok. Byłam zadowolona wychodząc stamtąd, choć szkoda mi było, że nie zaproponowano mi żadnej oferty.
Pojechałam autobusem do galerii. Tam wstąpiłam do kilku sklepów, pooglądałam trochę rzeczy. W Mohito przymierzyłam 3 sukienki z wyprzedaży. Wyglądały pięknie na wieszaku, ale na mnie już nie tak dobrze. Szkoda, bo podobały mi się, zwłaszcza taka czerwona. Mimo tego odwiesiłam je bez żalu. Poszłam do Hebe i trafiłam na promocję na mój antyperspirant, więc wzięłam od razu 2, bo nie ma ich w Biedronce od jakiegoś czasu, a ten, który tam kupiłam nie spełnia moich oczekiwań. Zostawia straszne białe ślady, co jest niedopuszczalne. Kupiłam także odżywkę Kallos Color. Ostatnio widziałam na filmiku, gdzie dziewczyna zajmująca się włosingiem polecała go jako odżywkę emolientową na co dzień. Chcę go wypróbować, bo ma ogromne opakowanie za grosze, więc nie musiałabym tak często pamiętać o tym, żeby mi go nie zabrakło. W Pepco zakupiłam ładną piżamkę: różowe krótkie spodenki w serduszka (błyszczące! choć pewnie po praniu brokat się spierze) i top na ramiączkach, szary, z napisem "LOVE". Wybrałam taką w rozmiarze L, żeby była luźna. Bardzo lubię takie piżamki do spania, a moje już są sprane, więc chciałam kupić nową jeśli trafiłam na taką. Poza tym kosztowała 20zł, więc tanio jak na taką piżamkę. Po Pepco przyszła pora na Empik. Chciałam zobaczyć na żywo płytę Seleny Gomez. W sklepie kosztowała drożej niż przez internet, więc od razu zrezygnowałam z zakupu. Pochodziłam tam jeszcze trochę, poprzeglądałam książki, a potem już nadeszła pora, by wracać do domu, więc ruszyłam na dworzec, na busa. Przyszłam idealnie w momencie, w którym właśnie podjechał, więc nie czekałam nawet minuty.
Wróciłam do domu i byłam bardzo zmęczona. Czułam się okropnie, wszystko mnie bolało. Dlatego też zjadłam coś i położyłam się spać. Spałam trochę ponad 2 godziny, więc jak na mnie i poziom zmęczenia, który odczuwałam, to krótko. Po wstaniu, znalazłam link do suchego basenu z piłeczkami, który mama chciała dla mojego chrześniaka i który to miałam wysłać do chłopaka, żeby nam zamówił. Poszło szybko. Sama zabrałam się za przeglądanie koni na biegunach, którego z kolei ja chciałam podarować chrześniakowi. Z tym zeszło mi już znacznie dużej, nie mogłam się zdecydować. Wreszcie jednak się udało i tutaj też poprosiłam chłopaka o zamówienie. Głównie dlatego, że ma on wykupiony pakiet, dzięki któremu nie płaci za wysyłkę. Także prezenty zamówione, mam nadzieję, że dojdą do piątku, bo w niedzielę odbędą się urodziny. Muszę jeszcze tylko zrobić przelew chłopakowi i sprawa załatwiona.
Dowiedziałam się, że moja przyjaciółka ma koronawirusa, dzisiaj zrobiła test. Najpierw było wiadomo, że jej chłopak ma, a teraz okazało się, że ona również. Bardzo jej współczuję i mam nadzieję, że lekko to przejdzie, bez żadnych większych konsekwencji.
Kiedy tak napisałam wszystko, co chciałam, musze stwierdzić, że sporo się dzisiaj działo. To był długi dzień i męczący, ale mimo tego jakiś taki przyjemny. Pewnie to z tego powodu, że mogłam ruszyć sie z domu, porobić coś innego, pobyć wśród ludzi. Wciąż jestem zmęczona i zaraz pójdę się umyć. Przed snem jeszcze poczytam, a oprócz tego wypróbuję serum do twarzy, które niedawno kupiłam. Mam nadzieję, że mnie nie uczuli. Oby...
Plan działania przekładam na jutro. Dzisiaj już wystarczająco dużo napisałam.
Komentarze
Prześlij komentarz