18.03.2021 - Dzień 22

Intensywny czwartek

Zaczęło się od tego, że rano przyjechał kurier i dostarczył konia na biegunach, czyli prezent dla mojego chrześniaka. Okazało się, że ten koń jest po prostu świetny! Wygląda straszliwie uroczo i ma cudowne, miękkie futerko, bardzo przyjemne w dotyku. Podoba mi się o wiele bardziej, niż gdy oglądałam go na zdjęciu.

Niedługo po tym, kiedy kurier dostarczył konia, przyjechał kolejny, tym razem z suchym basenem - takim z kulkami. To z kolei będzie prezent od rodziców, ale tutaj też muszę zaznaczyć, że  basen wygląda znacznie lepiej na żywo. Myślę, że na pewno spodoba się dzieciom.

Około 13:00 poszłam do sklepu. Chciałam kupić brokuły, pora i serek topiony, czyli składniki, jakich brakowało mi do zrobienia zupy krem z brokułów. Oprócz tego planowałam wstąpić do Floriny i sprawdzić, czy nie ma tam ramki na zdjęcia (oczywiście, takiej na kilka zdjęć - najlepiej 6). Zakupy na obiad zrobiłam dosyć szybko, niestety we Florinie nie było takiej ramki, jakiej szukam. Udało mi się za to znaleźć filtry do dzbanka na wodę, co mnie ucieszyło, bo już się martwiłam, że ich nigdzie nie dostanę, a muszę wkrótce go wymienić. Kupiłam też taśmę dwustronną, żeby zrobić coś z tą pękniętą ramką. 

Wróciłam do domu, wypakowałam zakupy i zabrałam się za przygotowywanie obiadu. Zajęło mi to jakąś godzinkę, ale za to zupa krem wyszła przepyszna. Zrobiłam do niej także grzanki czosnkowe, więc obiad był pierwsza klasa. Oczywiście, jedząc go, oglądałam sobie Teen Wolfa. Dzieją się tam teraz bardzo ciekawe rzeczy, dlatego obejrzałam kilka odcinków. 

Wieczorem napisała do mnie przyjaciółka, z zapytaniem czy wybieram się na fitness. Ostatnio o tym rozmawiałyśmy, że wznowiono zajęcia, które prowadzi jej znajoma na sali gimnastycznej w szkole, w pobliskiej  miejscowości i może warto by było się znów na nie wybrać (bo poszłyśmy tam kilka razy, chyba 2, w zeszłym roku). Nie miałam za bardzo ochoty, ale jednak postanowiłam pójść. Szczególnie dlatego, że ostatnio nie mam zbyt wielu okazji do ruchu, a to na pewno wyjdzie mi na zdrowie. 

Zrobiłam delikatny makijaż (podkład, puder, tusz do rzęs i cień na brwi), bo nie czułam się zbyt ładnie, a chciałam poczuć się pewniej. O ustalonej godzinie podjechała po mnie i pojechałyśmy na zajęcia. To były ćwiczenia o nazwie "deep work". Miałam swoją matę, a ogólnie to ćwiczenia wykonywaliśmy boso. Nie jestem w formie, ale tak naprawdę, w najmniejszym stopniu, więc było ciężko, ale jak na mój  beznadziejny stan, myślę, że i tak poszło mi nieźle. Nie dałam rady wykonać wszystkich ćwiczeń, w pewnym momencie moje mięśnie już odmówiły mi posłuszeństwa i poczułam, że jeśli będę zawzięcie w to brnąć, to skończy się urazem (czułam, że lewe kolano było już dosyć przeciążone). Dlatego starałam się robić wszystko swoim tempem, próbować, a jeśli to konieczne, to robić przerwy. Myślę, że ta strategia była dobra i rozsądna. Ostatecznie dobrnęłam do końca i czułam praktycznie wszystkie mięśnie w swoim ciele. Z przyjaciółką śmiałyśmy się, że nie pamiętałyśmy, że tyle ich mamy. Zebrałyśmy się stamtąd, wstąpiłyśmy jeszcze na stację paliw, a potem przyjaciółka odwiozła mnie do domu. 

Czułam spore zmęczenie i może nie ból, ale takie przepracowanie mięśni. Przebrałam się, zrobiłam sobie herbatkę i obejrzałam jeszcze kilka odcinków Teen Wolfa. 

Podsumowując, sporo się dzisiaj działo. Można powiedzieć, że jak na mnie to był dzień pełen wrażeń. A teraz pójdę już spać. Nie będę czytać. Jutro też jest dzień, a chciałabym wstać przynajmniej wcześniej niż dzisiaj. Muszę też pomyśleć, czy jechać jutro do miasta, czy sobie darować. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89