21.03.2021 - Dzień 25
Roczek mojego chrześniaka
Rano zaspałam. Nie pamiętam czy nie ustawiłam wieczorem budzika, czy może wyłączyłam go przez sen, ale nie słyszałam go. Mieliśmy wstać z chłopakiem o 8:00, ale on też mnie nie obudził, a jak weszłam do niego do pokoju, to także spał. Wstaliśmy więc później niż zwykle i po wykonaniu porannej toalety, poszliśmy zrobić sobie niedzielną jajecznicę. Trochę posiedzieliśmy jeszcze na dole, po czym wróciliśmy na górę, żeby zacząć się szykować do wyjazdu.
Zrobiłam śliczny makijaż, zakręciłam włosy lokówką (+spryskałam je lakierem, więc się trzymały), pomalowałam paznokcie i założyłam sukienkę. Dosyć dzienna, w stonowanych barwach, w panterkę. Muszę przyznać, że czułam się naprawdę ładnie, seksownie i nie mogłam się na siebie napatrzeć, bo już dawno nie miałam okazji się tak wystroić. Wyglądałam pięknie, ale nie przesadzenie. Wieczorem, kiedy byłam już w domu, nie mogłam się powstrzymać i porobiłam sobie zdjęcia na pamiątkę.
W każdym razie, kiedy byliśmy już gotowi, zapakowaliśmy konia do samochodu i ruszyliśmy w drogę. Tym razem udało nam się dojechać punktualnie, nawet kilka minut przed umówioną godziną - 15:00. Fajnie, bo nie było jeszcze wielu osób. Nie lubię przyjeżdżać na takie imprezy późno, bo wtedy wszyscy już są i tak dziwnie się czuję. Trzeba się przywitać, a nie wiadomo jak. Jest dosyć niezręcznie. Dlatego wolę być wcześniej.
Zarówno prezent od rodziców, czyli suchy basen z kulkami, jak i mój konik na biegunach, wydawał się podobać. Choć mój brat nie był zachwycony tym, jakie głośne dźwięki on wydaje. Śmiałam się z tego, że to moja zemsta za wszystkie krzywdy z dzieciństwa.
Z chłopakiem zasiedliśmy przy stole. Poczekaliśmy na resztę gości i gdy się zjawili, rozpoczęły się "oficjalne" obchody urodzin. Bratowa i brat wynieśli tort. Wiadomo, jak to na urodzinach, było zapalanie świeczek, potem ich dmuchanie, zdjęcia z tortem itd. A propos tortu - był wykonany przez bratową i naprawdę zachwycał. Wyglądał jak ze sklepu. Ma talent, bo to ciasto było śliczne (w kształcie głowy misia) i przepyszne.
Kiedy już zjedliśmy tort, można było zabrać się za inne jedzenie. Byłam głodna, bo od śniadania nic nie jadłam. Na szczęście brat przygotował bardzo dużo pysznego jedzenia (pierogi!), więc nie wahałam się i próbowałam wszystkiego.
Czas jakoś mijał. Nie czułam się zupełnie komfortowo, bo było sporo osób od strony mojej bratowej, ale też nie było źle. Ogólnie lubię te osoby, jednak moje zdolności towarzyskie nigdy nie byłe za wielkie, a pandemia i siedzenie w domu na pewno nie pomogły mi ich rozwinąć. Ale jakoś dałam radę, razem z chłopakiem siedzieliśmy sobie, jedliśmy, później miałam okazję też chwilkę pobawić się z chrześniakiem i jakoś to minęło. Napiłam się też trochę czerwonego wina, było bardzo dobre. Ostatnio mam ochotę na alkohol, tylko niezbyt słodki.
Jakoś po 18 rodzice powiedzieli, że będą się już zbierać. Ja miałam wrócić z nimi, a chłopak miał pojechać swoim samochodem do siebie, bo stamtąd miał bliżej. Chwilę jeszcze pogadaliśmy z moim bratem i jego żoną, po czym ostatecznie ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Dobrze, że miałam ze sobą słuchawki. Mogłam posłuchać muzyki i droga minęła mi dosyć szybko.
Podsumowując - dzień był całkiem udany. Cieszę się, że pojechaliśmy i nie musiałam jakoś szczególnie wyciągać chłopaka i przekonywać go, żebyśmy się tam wybrali, bo czasem (a nawet dosyć często) niechętnie się na to zgadza. Nie często się też zdarza, żebym sama miała ochotę jechać na taką imprezę, a tym razem zrobiłam to z przyjemnością. Nie mogłam doczekać się, kiedy będę mogła ubrać się ładnie i wręczyć konia na biegunach (który nawiasem był śliczny). Może też chciałam pobyć wśród ludzi? Następną okazją będą święta Wielkanocne, ale wtedy brat z rodzinką przyjadą do nas. Więc kolejną imprezą u nich będą urodziny ich starszego synka pod koniec lipca.
Mimo wszystko jestem zadowolona. Cały ten tydzień był chyba najlepszym tygodniem w tym roku. Sporo się działo, nie było monotonnie, wychodziłam do ludzi i czułam się szczęśliwa.
Mam nadzieję, że kolejny też będzie taki udany :)
Komentarze
Prześlij komentarz