03.04.2021 - Dzień 38

Nie mam już siły, ale misja wykonana

Obudziłam się i czułam się zmęczona, poza tym, zaczęła mnie boleć głowa. To dziwne, bo raczej ni zdarza mi się coś takiego, żeby głowa bolała mnie zaraz po przebudzeniu, czy wstaniu z łóżka. Nie pamiętam, żebym tak kiedyś miała. Naprawdę, czułam się niefajnie i nie miałam na nic siły. Powlekłam się na dół, zrobiłam sobie śniadanko i odpaliłam YT. Obejrzałam coś tam i wzięłam sobie tabletkę. Po niej na szczęście głowa przestała mnie boleć. 

Zabrałam się gotowanie, na pierwszy ogień poszła sałatka jarzynowa. Warzywa przygotowała już babcia, także miło z jej strony (co prawda zapomniała je posolić, ale już trudno, przynajmniej ominęło mnie obieranie). Ugotowałam jajka od razu do wszystkich sałatek plus do koszyczka. Kiedy się ugotowały, rozrobiłam barwniki i włożyłam do nich jajka (pierwszy raz barwiłam jajka), które miały trafić do święconki. Zrobiłam sałatkę jarzynową, a potem przygotowałam święconkę. Zawsze wkładamy tam: chrzan i sól w kieliszkach, kromkę chleba, kawałek kiełbasy, cukrowego baranka, króliczka, jajka czekoladowe i babeczkę. Tak też zrobiłam tym razem. Koszyczek przystroiłam jeszcze barwinkiem (czy jak się ta roślina nazywa, bo za bardzo nie wiem).

W telewizji puszczali święcenie pokarmów, więc obejrzałam, jako że nie byłam w kościele. Przynajmniej mama nie może narzekać, że mamy nie poświęcone jedzenie. 

Wstawiłam ryż i wrzuciłam pokrojonego kurczaka na patelnię, żeby się usmażył. Przygotowałam potem sałatkę z tuńczykiem, którą robiłam po raz pierwszy. Wydaje się, że będzie smaczna, ale okaże się jutro. Oprócz tego zrobiłam jeszcze sałatkę z selerem naciowym i żurawiną, ale tę przyrządzałam już po raz kolejny (choćby na ostatnie Boże Narodzenie). Ale fajnie, bo bardzo ją lubię. 

Skończyłam robić sałatki i było już jakoś po 15:00. Także zeszło mi z nimi. W dodatku podczas mieszania tej z selerem naciowym, nagle dostałam okresu. Ucieszyłam się, ale z drugiej strony czułam się zmęczona i bez życia. No ale teraz przynajmniej znam powód. 

Spróbowałam ciast, które upiekłam wczoraj. Wyszły przepysznie i jestem z nich bardzo zadowolona. Szczególnie z tego z brzoskwiniami i nutellą, bo bałam się, że biszkopt nie będzie smaczny, albo całe ciasto będzie za słodkie, ale tak nie jest. Są pyszne, naprawdę. 

Zrobiłam sobie jeszcze kanapkę ze schabem, zaparzyłam herbatę i poszłam sobie odpocząć. Posiedziałam trochę i jak pomyślałam sobie, ile jeszcze rzeczy do zrobienia przede mną, jeszcze bardziej nie miałam ochoty się ruszać. Ale zmusiłam się i poszłam robić strogonowa. Jak się rozkręciłam, to nawet dobrze mi się go robiło. Najgorszą rzeczą w tym wszystkim jest obrobienie filetów z kurczaka. Po tym już idzie gładko. Tym razem dodałam jeszcze ogórki kiszone. Próbowałam go i wydaje się bardzo smaczny, ale wiadomo, okaże się jutro. 

Gdy skończyłam, poszłam sprzątać. Odkurzyłam górę (dół odkurzyła mama). Potem szybko umyłam łazienkę i pozmywałam podłogi - tu już góra i dół. Skończyłam trochę przed 21:00. Umyłam jeszcze kibelek i starłam kurz na górze.

No i tyle na dzisiaj. Jestem wykończona. Chcę jeszcze zmienić sobie pościel, żeby położyć się w takiej świeżutkiej. Założę też świeżą piżamkę. Za chwilkę to zrobię, chociaż nie chce mi się i nie mam siły.

To był strasznie męczący dzień, ale dałam radę. Może nie udało mi się posprzątać to wszystko, co chciałam na święta, ale przynajmniej ugotowałam i upiekłam to, co zaplanowałam. Jutro ma odwiedzić nas bart z rodzinką, więc pewnie będzie wesoło. Mam taką nadzieję. No i mam nadzieję, że mój chłopak przyjedzie jutro wieczorem albo w poniedziałek. 

Ok, padam z nóg. Zmieniam pościel i idę się szybko umyć, a potem spać. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89