05.04.2021 - Dzień 40

Poniedziałek Wielkanocny - wcale nie lany

W sumie to nawet zapomniałam o tym, że dzisiaj był Lany Poniedziałek. Dopiero, kiedy chłopak pojechał do domu i położyłam się, żeby trochę poczytać, pomyślałam, że dzisiaj przecież jest Śmigus-dyngus, a ani ja nikogo nie oblałam, ani nikt nie oblał mnie. Nawet mama nie popsikała nas perfumami, jak to dotąd miała w zwyczaju. A pomyśleć, że w dzieciństwie tak zawsze na to czekałam. Pewnego razu nawet toczyliśmy z sąsiadami wodną wojnę między sobą. No trudno. Ostatnio wszystkie święta są jakieś takie bez wyrazu, bez charakteru, nijakie. Albo jest to wina pandemii, ale tak właśnie wygląda dorosłość. Nie wiem. 

Obudziłam się o ósmej, ale przełączyłam budzik na ósmą trzydzieści. Później jeszcze włączyłam 10-minutową drzemkę, więc ostatecznie wstałam przed 9:00. Poszłam do Dominika i okazało się, że on też już nie spał. Potuliliśmy się w łóżku, a potem wstaliśmy.

Zrobiłam sobie dzisiaj różowo-złoty makijaż, z mocno różowymi ustami. Założyłam bluzkę w kwiatki i plisowaną, granatową spódnicę. W końcu to drugi dzień świąt, więc chciałam wyglądać ładnie. I wyglądałam.

Razem z chłopakiem zjedliśmy śniadanie składające się ze świątecznych potraw, czyli głównie sałatek i mięsa. Następnie skusiliśmy się też na ciasta. Te, które sama robiłam, bardzo mi smakują, szczególnie to z brzoskwiniami. Ale podsumujmy, co przygotowałam na te święta, żeby mieć to wszystko w jednym miejscu:

- sałatkę jarzynową
- sałatkę ryżową z tuńczykiem
- sałatkę z selerem naciowym, kurczakiem i żurawiną
- ciasto Truskawkowa Chmurka
- ciasto z brzoskwiniami, Nutellą i kremem budyniowym
- strogonow

Jak tak sobie myślę, to całkiem sporo zrobiłam. Dlatego bardzo ucieszyłam się, kiedy siedzieliśmy na dole przy stole i mama powiedziała, że przygotowałam w tym roku praktycznie całe święta. Poczułam się doceniona i to było bardzo miłe. Naprawdę. 

Byliśmy najedzeni, dlatego też postanowiliśmy pójść się przejść. Pogoda może nie była idealna, ale przynajmniej nie padało. Ruszyliśmy więc na spacer. Wybraliśmy się nad zalew, ale dotarliśmy do niego od innej strony, a potem wróciliśmy także inną drogą niż zwykle. W sumie przeszliśmy całkiem spory kawałek. Jeśli chodzi o oznaki wiosny, to nie widać ich na razie wiele. Jest już zielona trawa i wypatrzyłam parę stokrotek, ale chyba nic poza tym. Wciąż jest zimno, dlatego nic ciekawego nie ma szansy zakwitnąć. 

Już rano czułam, że mój chłopak ma na coś ochotę, sam też dawał mi to bardzo wyraźnie do zrozumienia. Widziałam jaki napalony był. Ja ciągle mam okres i nie chciałam robić nic takiego, za to z drugiej strony miałam chęć, żeby zrobić jemu dobrze. Dlatego zabawiliśmy się w inny sposób niż zwykle i w sumie mi się podobało. Może nie chciałabym robić tego w ten sposób za każdym razem, ale od czasu do czasu byłoby fajnie.

Zgłodniałam, dlatego zjedliśmy strogonowa, na deser natomiast znów wzięliśmy sobie ciasta. W telewizji leciał akurat film "Nietykalni", który już i ja, i on, kiedyś oglądaliśmy (choć nie razem). Pamiętałam, że bardzo mi się podobał, choć zapomniałam już co się w nim działo i jak się kończył, więc obejrzeliśmy go. Podtrzymuję moja wcześniejszą opinię, że bardzo mi się podoba. 

Posiedzieliśmy jeszcze trochę, po czym poszliśmy do góry. Położyliśmy się i poleżeliśmy trochę, mój chłopak nawet na chwilę zasnął. Kiedy się obudził, była już pora o której miał się zbierać do domu. Spakował się, a następnie zapakowałam mu po kawałku każdego ciasta do domu. Musiał już jechać. Pożegnaliśmy się na zewnątrz (zajęło nam to krócej niż zwykle, bo nagle zaczął padać deszcz) i zamknęłam za nim bramę, gdy już odjechał. 

W domu przebrałam się w wygodne ciuszki i zaparzyłam sobie herbatkę, poczytałam też trochę. Tak właśnie zleciał mi drugi dzień świąt. W sumie było bardzo miło i przyjemnie, poza tym czułam się szczęśliwa. Także super. 

Miałam zadzwonić jeszcze do mojej chrzestnej, ale mi się nie chciało już. Może zrobię to jutro. Jutro też powinnam zadzwonić do Urzędu Pracy i zapytać, czy zakwalifikowałam się na kurs. Poza tym muszę sprawdzać maila i może wejść jeszcze na stronę, gdzie odbywał się kurs ze szczepień i sprawdzić, czy na pewno nie musze tam jeszcze czegoś kliknąć lub zrobić. Będzie co robić. 

Teraz już jest później niż sądziłam i idę się myć. Cieszę się, że ten dzień minął tak spokojnie i radośnie. Mam nadzieję, że więcej będzie takich radosnych dni w tym roku, bo jak na razie nie miałam ich wiele. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89