27.04.2021 - Dzień 62

Nadzieja? Szansa? 

Dostałam dzisiaj wiadomość od koleżanki ze studiów, że w miejscu, w którym ona pracuje będą poszukiwać pracownika i czy byłabym chętna. Napisałam jej, że tak, że byłabym. W końcu i tak nie mam nic innego. Okazało się jednak, że woleliby kogoś z odpowiednim kursem, ale i bez niego mogę próbować, bo sprawa nie jest przesądzona. Później jeszcze ta koleżanka zadzwoniła do mnie i porozmawiałyśmy trochę. Opowiedziała mi o tym, jak wyglądałoby to stanowisko na które miałabym aplikować, co miałabym tam robić. Powiedziała też gdzie mam zadzwonić i co powiedzieć. Rozmawiałyśmy jeszcze trochę o tym co u niej i podziękowałam jej, że dała mi znać i że o mnie pomyślała. 

Powinnam bardzo ucieszyć się na tę wiadomość. Przecież to dla mnie szansa, największa od dawna. Przecież tego właśnie chciałam.

Dlaczego więc tak reaguję?

Kiedy przeczytałam wiadomość od niej, pierwsze co, to przeraziłam się. Od razu dopadł mnie przeogromny stres. Zdenerwowałam się, nie mogłam myśleć o niczym innym. Poczułam się taka spanikowana, zrobiło mi się niedobrze, byłam cała spięta. Popadłam w jakiś popłoch i ciężko mi było myśleć trzeźwo, czy chociaż się uspokoić. Niewiele brakowało do tego, żeby zaczęła się cała trząść. Na pewno w jakiś sposób mnie aż sparaliżowało. 

Nie rozumiem, dlaczego tak reaguję za każdym razem. Przecież to coś, czego chcę. Chcę znaleźć pracę, zacząć pracować, chodzić codziennie do pracy i robić wszystko, co z tym związane. Chcę zarabiać. Dlaczego więc wciąż kiedy pojawia się taka sytuacja, zamiast się cieszyć, ogarnia mnie tak wielki stres? Dlaczego jest on tak bardzo przytłaczający, że aż żałuję, że wydarzyło się coś takiego? Dlaczego stresuję się tak bardzo? Przecież to normalna sprawa, to nic złego, żadna krzywda mi się nie dzieje. Nie mam zrobić nie wiadomo czego. 

Boję się, że przez ten stres nic z tego nie wyjdzie. Że polegnę już na etapie dzwonienia tam i próby umówienia się na rozmowę. Wiem, że na pewno muszę sobie wcześniej napisać to, co mam powiedzieć, kiedy zadzwonię. To, jak zacząć. Boję się, że palnę jakąś głupotę, że język zacznie mi się plątać. 

Plan działania jest następujący:
1. Obudzić się rano. Wstać i zjeść śniadanie. Umyć zęby. 
2. O 9:30 zadzwonić tam i spróbować umówić się na rozmowę.
3. Co ma być, to będzie.

Przez ten stres nie potrafię się cieszyć z tej szansy, choć wiem, że to szansa. Czuję, że wstąpiła we mnie jakaś niewielka nadzieja, ale zdenerwowanie i lęk ją przytłacza. Mimo tego i tak jestem bardzo pobudzona. Teraz nie jest źle, ale boję się, że jutro nie będę mogła się na niczym skupić. 

Powiedziałam o tym mamie, choć nie chciałam, żeby robiła sobie nadzieję. Ja sama też nie chcę sobie jej robić. Ale troszkę mi lepiej z tym, że jej to wyjawiłam. Chłopakowi jeszcze nie mówiłam. Nie chciałam, by zaczął mnie wypytywać. 

Przeczytałam dzisiaj książkę: "Pan. Mroczna przepowiadania króla elfów" Sandry Regnier. To drugi to trylogii, z której pierwszą część już kiedyś przeczytałam, a przez którą tak bardzo chciałam zdobyć ten darmowy miesiąc w abonamencie w empiku. Tak jak myślałam, wciągnęła mnie bardzo. Czytało mi się ją świetnie, szczególnie dzisiaj, kiedy to czytanie trochę mnie uspokajało. 

Poprawię sobie jeszcze CV. Chcę wpisać tam mój kurs i dodać zdjęcie. Jeśli uda mi się zrobić to w miarę szybko, to może jeszcze je wydrukuję. Nie wiadomo, czy mi się przyda, ale jeśli tak, to dobrze będzie mieć je gotowe. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89