28.04.2021 - Dzień 63

...i tyle?

Obudziłam się i jak tylko przypomniałam sobie o tym, co mam zrobić, poczułam znów narastający stres. Jejciu, naprawdę chciałabym, żeby moje ciało zaczęło mnie słuchać i się tak nie stresowało. W pewnym momencie aż drżałam z nerwów. Czułam też ucisk w brzuchu. Próbowałam nie myśleć o tym, opanować to, ale było ciężko. 

Wreszcie wstałam, choć później niż zaplanowałam. Nie miało to jednak znaczenia, bo i tak nie dałabym rady niczego zjeść, więc czas przeznaczony na śniadanie mi odpadł. 

Trochę zajęło mi przekonanie samej siebie, żeby to zrobić, ale w końcu odważyłam się i zadzwoniłam. To już jest mój mały sukces, bo rozmowy telefoniczne są tym, czego się obawiam. Na początku usłyszałam automatyczny głos, który kazał mi czekać. Poczekałam chwilkę i odebrała jakaś pani. Zaczęłam mówić, ale przerwała mi w pół słowa, po tym, jak powiedziałam, że dzwonię w sprawie pracy. Przekierowała mnie do innej osoby. Kolejnej pani powiedziałam to, co sobie zaplanowałam (choć zabrzmiało to nieco sztucznie, jakbym czytała z kartki - bo czytałam w końcu, choć nie z kartki, a z ekranu). Ona w sumie nie mówiła za dużo, jedynie to, że nie poszukują obecnie nikogo i żebym przesłała CV na maila. Podyktowała mi maila i tyle. Na tym zakończyła się rozmowa.

Poczułam się trochę... rozczarowana. Tyle stresu tylko po to, żeby dowiedzieć się, że mam przesłać CV na maila. Ech... Chyba jednak miałam nadzieję, że zaproszą mnie na rozmowę. No ale trudno. Dałam znać koleżance co i jak - napisałam jej wiadomość. 

Zjadłam śniadanie, pochillowałam trochę, bo musiałam się odstresować i wzięłam się za CV. Sprawdziłam je jeszcze raz. Dodałam praktyki, bo pomyślałam, że będzie to lepiej wyglądać. Z resztą, wszystko jedno, niech sobie myślą o mnie co chcą. Sporo czasu zajęło mi napisanie samej treści maila. Nie jest to łatwe, kiedy nie ma się żadnego doświadczenia i praktycznie żadnych kursów. Ale w końcu wysłałam go. Teraz już co ma być, to będzie. Przynajmniej zdjęcie, które wstawiłam mi się podoba :)

Dalsza część dnia minęła spokojnie. Zrobiłam obiad - tym razem ziemniaki, filet z kurczaka w papirusie i moja ulubiona surówka z mieszanki sałat, marchewki i sosu koperkowo-ziołowego. Wyszło pysznie, choć obawiałam się o kurczaka. Nie mam wprawy w jego smażeniu i martwiłam się troszkę czy albo go za bardzo nie przypaliłam, albo czy nie upiekł się za słabo i nie był surowy w środku. 

Powiedziałam mamie o sytuacji z rana. Nie wydawała się zaskoczona. 

Obejrzałam dwa odcinki Sabriny, a po południu zdrzemnęłam się. Później poczytałam jeszcze trochę.

A teraz, jako że jest środa, pójdę się umyć i zrobię sobie maseczkę. Będzie miło. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89