09.05.2021 - Dzień 74
Pierwszy grill w roku
Tak jak myślałam, nie spało mi się za dobrze. Zdecydowałam się spać razem z chłopakiem i czułam się dobrze z tą decyzją, ale w nocy długo nie mogłam zasnąć, chociaż on spał już kiedy wróciłam z łazienki. Dziwne uczucie, bo zazwyczaj nie mam problemów z zasypianiem. Także pomęczyłam się z zaśnięciem i rano obudziłam się niewyspana. Ale nie mówiłam o tym chłopakowi. Nie chciałam mu robić przykrości narzekaniem na to. Wspomniałam jedynie, że nie mogłam zasnąć.
Zrobiliśmy naszą tradycyjną jajecznicę, jednak tym razem podzieliliśmy się niż z moim bratem. Rano był na giełdzie z tatą (kupił rowerek dla mojego bratanka) i wpadł jeszcze na trochę do nas. Mówił, że mu smakuje. Mnie oczywiście smakowała, choć nie dałam rady zjeść całej porcji, która tym razem musiała być większa, przez to, że ogólnie zrobiliśmy jej więcej.
Skończył się gaz, więc pojechaliśmy na stację paliw wymienić butlę. Taka mała wycieczka.
Po powrocie do domu, skręcaliśmy nowego grilla, którego ostatnio kupili rodzice. Było nawet zabawnie. Mój chłopak go skręcał, a ja patrząc na instrukcję mówiłam mu, których części użyć i podawałam mu je. Byłoby jeszcze fajniej, gdyby nie wiał wiatr i nie było mi zimno. Ale i tak się dobrze bawiłam.
Wróciliśmy do domu. Mama wczoraj przygotowała już mięso i większość rzeczy na grilla. Dzisiaj jeszcze zamarynowałam cukinię i zawinęłam ziemniaczki w sreberko. Oprócz tego podsmażyłyśmy cebulkę i zawinęłyśmy ją razem z kaszanką.
Kiedy skończyłam z jedzeniem, poszliśmy z chłopakiem na górę. Rodzice wybyli sobie na zewnątrz rozpalać grilla, więc mieliśmy trochę swobody. Najpierw pomasowałam chłopakowi nogę, która go bolała, ale nie wiem czy udało mi się mu coś pomóc, bo strasznie narzekał, kiedy to robiłam. Później kochaliśmy się i było już bardzo miło.
Rodzice zawołali nas na grilla, bo mięso już było gotowe. Poszliśmy, ale pod altaną wiało i było zacienione, a kiedy tam siedziałam, to było mi zimno. Dlatego przenieśliśmy stół poza altanę, na słońce i zrobiło się przyjemniej.
Na grillu, jak to na grillu. Jedliśmy co się upiekło, a potem czekaliśmy na następne rzeczy i tak w kółko. Wszystko było bardzo smaczne, więc aż ciężko było nie jeść, ale najbardziej smakowała mi cukinia, którą uwielbiam z grilla. Pyszna była również kaszanka i boczek (choć ten mógłby być odrobinkę grubszy).
Posiedzieliśmy tak, pojedliśmy, porozmawialiśmy. Było bardzo fajnie i relaksująco. Naprawdę miło się tak siedziało na zewnątrz. Jedynie w pewnym momencie wiatr zwiał miskę z marynatą do cukinii i ubrudziła się kostka. Wszyscy ruszyliśmy do jej mycia. Niestety po wyschnięciu okazało się, że nie udało nam się umyć wszystkich plam. Ogólnie to moja wina, nie powinnam tam zostawiać tej miski, albo mogłam wylać gdzieś wcześniej marynatę w krzaki... No ale stało się. Życie.
Posiedzieliśmy jeszcze trochę, a potem sprzątnęliśmy wszystko i wróciliśmy do domu. Obejrzeliśmy jeszcze odcinek W Garniturach, zjedliśmy lody, a potem mój chłopak musiał już wracać do domu. Szkoda, bo fajnie mi się z nim dzisiaj spędzało czas. Dałam mu do domu kilka babeczek, pożegnaliśmy się i on odjechał.
W domu ja zaparzyłam sobie herbatkę. Myślałam, że coś obejrzę, ale nie miałam jednak na to ochoty, więc zdecydowałam się poczytać. Zjadłam do tego resztę żelków, która została mi z piątku. Nie mogłam się powstrzymać i kiedy zaczęłam je jeść, pochłonęłam wszystkie. Nie chciałam też zostawiać ich na jutro, w sumie sama nie wiem czemu. Trochę bałam się też czy nie będzie mnie bolał brzuszek przez nie...
Zdrzemnęłam się, bo już oczy mi się same zamykały. Gdy się obudziłam, postanowiłam jeszcze napisać tutaj. Ten dzień był naprawdę dobry i nie chciałabym stracić tych wspomnień. Czułam się dziś o wiele lepiej niż ostatnio. Było mi tak lekko.
Komentarze
Prześlij komentarz