10.05.2021 - Dzień 75

Najlepszy poniedziałek od dawna

Wstałam po 10:00, bo miałam czekać na to, aż dostawcy przywiozą nam zmywarkę. Później okazało się, że mają to zrobić między 15 a 19, ale mniejsza z tym. Przynamniej wstałam o nie tak złej porze zwłaszcza, że poszłam spać po 4:00. Wiadomo co robiłam, ale czułam się wtedy dobrze, tak lekko, więc to najważniejsze.

Śniadanie, witaminki (od kilku dni biorę je), YT - czyli mój typowy poranek. Później nie mogłam usiedzieć i chciałam coś zrobić, dlatego uprałam koc. Była bardzo ładna pogoda - ciepło: prawie 25 stopni i wietrznie - więc wyschnął mi on błyskawicznie. Nie gotowałam nic na obiad, zjadłam resztki z wczorajszego grilla. 

Skończyłam czytać "Magię sprzątania" Marie Kondo. Kiedy dziś zaczęłam, to nie mogłam przestać, tak jakoś mnie wciągnęło. Choć powinno się to nazywać Magią Porządkowania, bo głównie o porządkach tam piszą. Ale mimo tego bardzo dobrze mi się to czytało i naszła mnie ochota na sprzątanie i porządkowanie. Ale chciałam to zrobić dopiero po skończeniu jej czytania, więc teraz będę mogła się za to zabrać. 

Dlatego też po południu, kiedy już dostarczyli zmywarkę, poszłam do Floriny. Kupiłam tam duże pudełko (które jakoś udało mi się donieść na piechotę), kilka teczek, marker - to wszystko do planowanych porządków - oraz skarpetki i śliczne majtki - a te kupiłam, bo strasznie mi się spodobały. Btw. aż dziwnie było tak iść gdzieś bez kurtki. To pierwszy taki ciepły dzień od kilku miesięcy, więc trzeba będzie się do tego przyzwyczaić. 

Wcześniej, kiedy tata wrócił do domu, okazało się, że dopadł go straszny ból dolnego odcinka pleców. posmarowałam mu je żelem przeciwbólowym. Mówiłam też, że mogę mu zrobić później masaż, ale wieczorem nic nie mówił, więc mu nie zrobiłam. 

To w ogóle jakiś pechowy okres, bo przyjaciółka też pisała mi, że dopadły ją problemy z kręgosłupem, a dokładniej rwa kulszowa. Mam teorię, że to dlatego, że zrobiło się wreszcie ciepło i ludzie zaczęli być bardziej energiczni, ale u niej to chyba nie pasuje. W każdym razie i tak tak myślę. Trzeba na siebie uważać. Mam nadzieję, że jej szybko przejdzie i nie będzie bardzo cierpieć, bo wiem, że to straszliwie boli. 

Ogólnie przez większość dnia dopisywał mi dobry humor. Byłam w całkiem fajnym nastroju, czego się nie spodziewałam. To pewnie zasługa mile spędzonego weekendu z chłopakiem i też tego, że był to pierwszy dzień ciepła od dawna. 

Dostałam od mamy numer pod który muszę zadzwonić, żeby umówić się na szczepienie. Jutro tego nie zrobię, ale pojutrze spróbuję. Poza tym muszę umówić się do fryzjera i na pobranie krwi (chyba można po tym szczepieniu je zrobić? Hmm...).

Jutro muszę wstać naprawdę rano, bo po 8:00 mam bus do miasta, a muszę się odnotować w Urzędzie Pracy. Nie denerwuję się. Boję się jedynie tego, że znowu tak bardzo się rozczaruję i znowu dwa tygodnie albo lepiej będę dochodzić do siebie. Ech... 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89