18.05.2021 - Dzień 83
Deszcowy wtorek
Nie zaspałam i wyrobiłam się ze wszystkim. Rano padało i bus jechał powoli i miejscami staliśmy w korkach, więc byłam dosłownie tuż przed 8:00 na miejscu, no ale zdążyłam. Do mojego nastroju rano świetnie dopasowała się płyta Lany del Rey "Honeymoon". Naprawdę super mi się jej słuchało.
Dzisiaj było całkiem fajnie. Już nie czułam się zagubiona czy rozczarowana. Wręcz przeciwnie, dzień minął w przyjemnej atmosferze.
Jedyne co psuło efekt to to, że w pewnym momencie zaczęło mi strasznie bulgotać w brzuchu. Było mi dziwnie i martwiłam się tym, że ktoś to usłyszy i coś sobie pomyśli.
Chciałam wyjść z 10 minut wcześniej, ale się nie udało, bo mieliśmy sytuacje awaryjną. Jakiś wniosek nagle został zaakceptowany. Jednak ostatecznie A. stwierdziła, że odpuszczam. Było już po 16:00, więc i tak nie zdążyłabym na wcześniejszego busa. A podwiozła mnie kawałek, także nie musiałam iść tyle co zwykle.
Pogoda w dalszym ciągu była paskudna, a w moim brzuchu działo się coś dziwnego. Nie wiedziałam już czy jestem głodna, choć mało jadłam tego dnia. Zastanawiam się, czy nie wprowadzić sobie okna żywieniowego o którym mówił mój brat. Musiałabym wtedy nie jeść nic na śniadanie, a pierwszy posiłek spożyć tam, w biurze. Najlepiej w południe, ale myślę, że o 10:00 też by mogło być. Tylko czy wytrzymałabym do tego czasu. No nie wiem, muszę pomyśleć.
Komentarze
Prześlij komentarz