23.05.2021 - Dzień 88
Dużo łez się polało
Obudziłam się i miałam nadzieję, że jakoś to będzie. Wciąż nie byłam w nastroju na przytulanki, czy coś innego, ale też nie chciałam robić awantury. W ogóle nie chciałam o tym rozmawiać i nie chciałabym, żeby dowiedział się o tym. Miałam nadzieję, że jakoś przeczekam, ochłonę i może nawet zapomnę. Bo po dłuższym rozmyślaniu, były tam rzeczy, które mi się wyraźnie nie podobały, ale nie oznaczały w sumie niczego złego. Dlatego po prostu postanowiłam nie ujawniać się z tym i być czujna.
Rano mój chłopak przyszedł do mnie. Wiedziałam, że chciał się ze mną kochać, ale nie miałam na to ochoty, więc wstałam, mówiąc, że trzeba już wstać itd. Widziałam, że był jakiś dziwny. Później też okazało się, że się na mnie za to obraził, fochał się, chciał jechać do domu. Pytałam czemu właściwie się tak zachowuje, o co mu chodzi, ale przez długi czas nie chciał mi powiedzieć. W końcu emocje wzięły górę i popłakałam się, bo nie chciał mi powiedzieć o co chodzi, nie odzywał się i po prostu bez słowa się pakował.
Ostatecznie porozmawialiśmy, pogodziliśmy się, ale do tej pory nie czuję się dobrze z tym wszystkim. Chodzi mi o wszystko co się stało od wczoraj i o to co dzisiaj też. Nie wiem co to będzie, czy będę potrafiła mu zaufać, spojrzeć na niego tak jak wcześniej. Naprawdę nie wiem.
Po śniadaniu kochaliśmy się. Było ok, ale wciąż miałam w głowie to, co wczoraj przeczytałam. Chciałabym o tym zapomnieć. Później stwierdziliśmy, że pojedziemy na festyn w skansenie. Wyruszyliśmy, postaliśmy w korku, ale udało nam się zaparkować. Na miejscu mieliśmy się spotkać z siostrą mojego chłopaka, jej dziećmi i jego mamą. Kiedy wysiedliśmy z samochodu i już mieliśmy iść na festyn, jego siostra zadzwoniła. Popsuł się jej samochód i musieliśmy do niej iść. Tam okazało się, że to poważna sprawa i wezwaliśmy lawetę. Długo trzeba było na nią czekać, tak, że już miałam dosyć. Dlatego nie dziwiłam się dzieciom, że też już umierały z nudów i stawały się nieznośne. Na domiar złego zaczęła się burza. Błyskało się, grzmiało, padało jak z cebra i wiało. Na szczęście siedzieliśmy w samochodzie i nie zmokliśmy.
Kiedy laweta wreszcie przyjechała i zapakowali tam popsuty samochód, ja i mój chłopak oraz dzieci jego siostry i mama pojechaliśmy do mnie. Mnie zostawili w domu, a sami pojechali już do siebie.
W sumie było mi trochę przykro, że tak się to zakończyło, chociaż rozumiałam, dlaczego. Nawet nie weszliśmy na ten festyn, a w sumie trochę chciałam tam sobie pochodzić. No ale wyszło jak wyszło.
Kiedy byłam w domu, przebrałam się i włączyłam Sabrinę. Postanowiłam, że skoro został mi już ostatni sezon, to już obejrzę ją do końca. Poza tym nawet nieźle mi się ją dzisiaj oglądało. Zjadłam obiad, potem resztę chipsów z wczoraj i trochę słodyczy. Następnie wraz z rodzicami zabraliśmy się za gruntowanie kuchni. Udało nam się to zrobić, ale myślałam, że pójdzie jednak trochę sprawniej. No ale wreszcie skończyliśmy, ja umyłam wałki i pędzle, i wróciłam do siebie na górę. Dokończyłam oglądanie 3 odcinka Sabriny i zjadłam chałwę. I w sumie złapał mnie jakiś gorszy nastrój znowu i na nic nie mam ochoty.
Chyba położę się. Poprzeglądam Fb albo poczytam. Na pewno później jeszcze przygotuję rzeczy na jutro. Trochę obawiam się tego jak uda mi się przygotować jutro jedzenie na drugie śniadanie. Bo w sumie ostatecznie mogę samo śniadanie z rana pominąć, ale coś w ciągu dnia jeść muszę, bo będzie kiepsko.
Komentarze
Prześlij komentarz