31.05.2021 - Dzień 96
Poniedziałek jest jak poniedziałek
Trochę chciało mi się spać dzisiaj. Nie było szkolenia i prawdę mówiąc, nie miałam za dużo do zrobienia. Starałam się powoli wykonywać rzeczy, które faktycznie miałam wykonać, ale jakoś tak szybko one się kończyły. Także były momenty, że nie wiedziałam co mam robić.
Na obiad zjadłam kotleta w płatkach kukurydzianych, do tego gotowane ziemniaczki i surówki. Było pyszne, kotlet był chrupiący i bardzo mi smakowało. Fajnie, bo kiedy jadłam, w sumie już skończyłam, no ale jeszcze miałam resztkę na talerzu, to przyszyły A. i G. Także dosiadły się do mnie i mogłam trochę posiedzieć z nimi. Trochę długo mi zeszło, ale i tak nie miałam za wiele do zrobienia, więc trudno. Kiedy wróciłyśmy, szefowa nic nie powiedziała.
Ale miałam wrażenie, że cały dzień jest dla mnie mniej miła niż zwykle i nie wiem dlaczego. Czy tylko mi się tak wydaje? Może też tak być. Ale tak mi dziwnie było, trochę nieprzyjemnie. Czułam się jak intruz.
Wyszłam praktycznie o 16:00, więc powoli powlokłam się na przystanek i tam czekałam na busa. Nie chciało mi się iść na dworzec, bo nie miałam pewności, czy zdążę na ten wcześniejszy kurs, a co to za interes, żebym szła tyle, żeby pojechać późniejszym. Zwłaszcza, kiedy nie miałam wejść do sklepu ani nic.
W domu zjadłam jeszcze zupkę chińską, bo miałam na nią straszliwą ochotę, ale też dwa ciastka.
Później przyjechał pan od płytek. Miał dziś położyć fugi i też tak zrobił. Dobrze, że rodzice szybko wrócili, bo nie miałam ochoty stać przy nim i z nim gadać.
Oczywiście, poszłam spać i miałam długą, chyba 4-godzinną drzemkę.
Jutro musze pojechać do urzędu pracy i zanieść tam listę obecności. Przy okazji dobrze byłoby spytać o dojazdy i numer umowy. No zobaczymy jak to będzie.
Komentarze
Prześlij komentarz