05.06.2021 - Dzień 101

101, jak 101 dalmatyńczyków 

Obudziłam się po 8:00 i pierwsze o czym pomyślałam, to że facet od mebli miał przyjechać o ósmej i czy go już przypadkiem nie ma, plus czy jest ktoś w domu. Poleżałam i rozeznałam się w sytuacji. Tata był w domu, więc wszystko było ok. Poza tym, facet od mebli przyjechał dopiero parę minut przed 9:00.

Nie chciało mi się zrywać o ósmej, także poleżałam sobie, trochę przysypiałam, a ostatecznie wstałam chyba pół do dziesiątej. 

Wstałam i najpierw martwiłam się, czy na pewno mogę odkręcić wodę w kranie lub spuścić toaletę. Bałam się, że będą coś podłączać i coś popsuję. Dopiero później zdałam sobie sprawę, jakie to było z mojej strony głupie, ale naprawdę się tym stresowałam. 

Stresowałam się również tym, że facet od mebli przyjechał wraz z żoną. Nie wiedziałam co robić. Wcale nie chciałam siedzieć tam przy nim i patrzeć się jak robi te meble. Z drugiej strony głupio było mi też cały czas siedzieć w pokoju czy na górze i się nie pokazywać. Miałam wątpliwości jak się zachować. Czy powinnam jednak być tam przy nich i w jakiś sposób pomagać? A może trzeba było zaproponować coś do jedzenia lub do picia? (wiem że to drugie zrobił tata, bo byłam przy tym. W końcu wyszło na to, że co jakiś czas tam schodziłam i patrzyłam co się zmienia, co się dzieje, ale nie pozostawałam tam za długo. 

W międzyczasie próbowałam coś robić. No właśnie, próbowałam. Chciałam zrobić porządek w garderobie, ale skończyło się na tym, że tylko poukładałam koszulki w szafce. Nie mogłam się skupić, nie czułam na tyle motywacji, żeby zrobić coś wielkiego i posprzątać tam wszystko.

Zdenerwowałam się, bo laptop zaczął się strasznie zacinać. Do tego stopnia, że stało się to naprawdę uciążliwe. Dlatego próbowałam zrobić coś, żeby to naprawić. Najpierw przeskanowałam komputer programem antywirusowym, ale nic nie wykrył. Później próbowałam jeszcze innych programów: służących do odnajdywania w systemie szkodliwego oprogramowania, wykrywającego błędy i czyszczącego wpisy rejestru, oczyszczającego ze zbędnych plików. Próbowałam usunąć niepotrzebne i nieużywane przeze mnie programy. Próbowałam zrobić aktualizacje. Sprawdziłam też ile mam miejsca na dysku (dużo). 

W końcu zestresowałam się, bo po tym wszystkim wcale nie było lepie, wręcz przeciwnie, było coraz gorzej. System bardzo długo się uruchamiał, ale co gorsza, jeszcze dłużej wyłączał (tak naprawdę nawet nie mogłam go wyłączyć, bo ciągnęło się to w nieskończoność). Kiedy chciałam odświeżyć lub włączyć menadżer zadań zawieszał się i musiałam robić hard reset. Już nie wiedziałam co zrobić, więc po prostu włączyłam go i dałam mu czas (akurat się malowałam, więc trochę mi zeszło). Takim to sposobem udało mi się uruchomić przeglądarkę i nawet napisać ten wpis. Zobaczymy, co będzie dalej. 

Oczywiście, przez te cudowne warunki niewiele jadłam, a jeśli już to raczej niezbyt zdrowo. Na śniadanie udało mi się zjeść serek wiejski i dwie bułki z margaryną. Później, na obiad, zrobiłam sobie kolejne dwie bułki z almette ogórkowym. A kiedy mama wróciła z pracy, zjadłam zupkę chińską rosół z vifona. I wcale nie mam ochoty iść na dół i robić sobie coś więcej do zjedzenia. Naprawdę, odechciewa mi się jeść kiedy myślę, że będę musiała robić jedzenie w salonie w tych polowych warunkach. 

Koło 14:00 facet od mebli skończył na dziś i pojechał. Zrobił prawie wszystko, jedynie jedna szafka mu nie wyszła i będzie musiał ją poprawić. Poza tym, zapomniał, że miał nam zamontować gniazdko w blacie. Mam nadzieję, że kiedy przyjedzie na tygodniu to się tym zajmie. 

Meble i kuchnia bardzo mi się teraz podobają. Meble są ślicznie i świetnie pasują do nich płytki ścienne, kolor farby też komponuje się z nimi niezwykle dobrze. Bardzo mi się to wszystko podoba. Już nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie kuchnia będzie wykończona, będę mogła powkładać rzeczy do szafek i normalnie korzystać ze wszystkiego. Chciałabym już móc sobie tam coś ugotować, normalnie pozmywać naczynia czy nawet zrobić kanapkę. Ech...

Cały dzień czułam się strasznie zestresowana. Zdenerwowały mnie muchy, które naleciały do domu. Wciąż latały mi po pokoju, a ja przez cały dzień zabiłam ich chyba z dziesięć. To ich bzyczenie wciąż słyszę w głowie. Sporo stresu wywołało to, że nie wiedziałam jak się zachować w związku z tym, że ten facet od mebli był u nas. Nie mogłam też zabrać za zrobienie niczego konkretnego. Kiedy przyszło wreszcie do sprzątania, nie chciało mi się już tego robić, czułam się bardzo zniechęcona. Kiedy wreszcie miałam chwilę do odpoczynku, musiałam zamknąć okno, bo było jakoś tak głośno. 

Zrobiłam sobie delikatny makijaż, ułożyłam włosy i ubrałam w coś, co nie jest ciuchami po domu. Czekam teraz na mojego chłopaka, który ma przyjechać już wkrótce. Przynajmniej, jeśli znowu się nie spóźni. 

Trochę nie chce mi się nic. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89