06.06.2021 - Dzień 102
Przebłysk nadziei
Kolejny raz spaliśmy razem i znów spało mi się dobrze. Może już się przyzwyczaiłam, a może po prostu byłam zmęczona, ale spało mi się w porządku. Choć wydaje mi się, że kilka razy się obudziłam.
Po tym kiedy wstałam, czułam się strasznie tak... emocjonalnie. Miałam wrażenie, że mojemu chłopakowi w ogóle nie zależy i nawet podczas robienia makijażu popłynęły mi łzy. Nie ujawniłam się z nimi.
Zrobiliśmy jajecznicę pomimo tego, że jeszcze nie można korzystać z kuchni w pełni. Ale sobie poradziliśmy i jajecznica wyszła pyszna. Nawet więcej, była jedną z lepszych w ostatnim czasie. Do śniadania znów oglądaliśmy sobie serial "Kto zabił Sarę". Początkowo na telefonie, bo miałam problem z włączeniem laptopa, a właściwie przeglądarki, ale później udało mi się i przenieśliśmy się na komputer. Jednak na laptopie wygodniej mi się ogląda, na małym ekranie telefonu ciężko było mi się skupić podczas jedzenia.
Już wczoraj mama zapowiedziała, że chciałaby pojechać na obiad do restauracji nieopodal. Ucieszyłam się na myśl o tym, bo sama z chęcią zjadłabym coś dobrego. Po obejrzeniu kilku odcinków zapytałam chłopaka czy pojedziemy tam razem z rodzicami. Zrobiło mi się smutno, kiedy nie bardzo chciał się zgodzić. Już od tak dawna nigdzie nie wychodziliśmy... Ale w końcu udało mi się go przekonać.
Pojechaliśmy do tej restauracji. Na szczęście było dużo wolnych stolików, choć parking na zewnątrz był zapewniony i już obawialiśmy się, że może być inaczej. Wystrój niekoniecznie mi się podobał, ale cieszyłam się na samo wyjście, więc nie miało to dużego znaczenia. Rodzice zamówili rosół i polędwiczki w sosie kurkowym z ziemniakami i surówkami na drugie danie, do tego też dzbanek soku pomarańczowego. My natomiast placki po węgiersku z zestawem surówek. Rodzice otrzymali swoje zamówienie wcześniej, my czekaliśmy nieco dłużej. Ale warto było, bo jedzenie okazało się bardzo dobre, a porcja ogromna. Taka, że aż nie dałam rady zjeść wszystkiego, choć naprawdę mi smakowało. Aż szkoda mi było zostawiać, ale już myślałam, że pęknę, więc musiałam.
Po skończonym posiłku wróciliśmy do domu. Mieliśmy posiedzieć w altance i odpocząć, ale przyjechał brat ze swoją rodziną. Żartowałam sobie, że kupił sobie nowy samochód i przyjechał się nim pochwalić. W każdym razie posiedzieliśmy z nimi. Pokazaliśmy im też nowe meble w kuchni. W pewnym memencie czułam się już zmęczona i trochę nie chciało mi się dłużej z nimi przebywać. Ale jakoś przeczekałam.
Kiedy pojechali wróciliśmy z chłopakiem do domu. Poszliśmy na górę i kochaliśmy się. Tym razem było w tym więcej czułości i czułam się z tym lepiej. Po wszystkim nawet przytulaliśmy się trochę.
Kiedy mój chłopak miał już jechać, jeszcze pomógł tacie zaznaczyć miejsce w którym będzie miał zawiesić okap w kuchni. Przy tym też trochę razem z mamą ponarzekali na to, jak facet od mebli ustawił płytę indukcyjną na łączeniu. O ile rozumiem ich niezadowolenie, o tyle byłam trochę zła o to, że ciągle na to narzekają zamiast pogadać z tym facetem albo coś zrobić. Byłam też zła dlatego, że mój chłopak bardzo się tym przejmuje, bo to on polecił rodzicom tego faceta od mebli. Widziałam po nim, że odbiera to osobiście i że pewnie będzie się tym martwił długo.
No, ale w końcu pożegnaliśmy się. Poprzytulaliśmy też na pożegnanie. Po tym wróciłam do domu, przebrałam się i zrobiłam sobie herbatę. Potem siedziałam trochę przy laptopie, który jak na razie działa w porządku. Zobaczymy co będzie dalej.
Zaraz jeszcze przygotuję sobie ubrania i kosmetyki na jutro, umyję się i może poczytam coś przed snem.
To był miły dzień. Taki naprawdę miły dzień. Cieszę się, bo potrzebowałam takiego.
Komentarze
Prześlij komentarz