09.06.2021 - Dzień 105
Jest ciepło, przyjemnie
Nie chciało mi się wstać rano. Nawet nie chodzi o to, że nie chciało mi się iść na staż, bo poszłam tam z chęcią, ale nie chciało mi się po prostu wstawać z łóżka. Codziennie to jest najgorsze, to, żeby je opuścić. Kiedy już wstanę, idzie z górki. Ale podniesienie się spod kołderki to trudna sprawa.
Wyrobiłam się, chociaż wstałam dosyć późno. Dziś też ubrałam się ładnie, bo założyłam jasnoniebieskie spodnie, białą koszulkę (też nową), ubrałam sandałki i zrobiłam śliczny makijaż. Wyglądałam tak letnio i myślę, że mój strój świetnie pasował do dzisiejszej pogody. Dobrze się czułam i było mi bardzo wygodnie.
Początkowo myślałam, że będę miała dużo rzeczy do zrobienia, ale poszło mi szybko i były momenty, że nie wiedziałam co robić. Ale czymś tam się zajęłam, także nie było źle.
Pojechałam z G. do głównej siedziby firmy (tak mi się wydaje, bo już nie wiem jak to z nią jest). Choć to blisko, trochę nam zajęło, żeby tam dojechać, bo żadna z nas nie znała drogi i nie wiedziałyśmy gdzie skręcić, żeby tam dotrzeć. Ale udało się w końcu. Poznałam tam dwie dziewczyny na recepcji, z którymi i tak już się kontaktowałam, mailowo czy telefonicznie. Miałyśmy przekazać szefowi zaświadczenia do podpisania, ale okazało się, że ma zebranie z klientami. Nie wiadomo było ile ono potrwa, więc zostawiłyśmy je dziewczynom z recepcji i wróciłyśmy do nas.
Nie było dziś szkolenia, więc poszłam z A. i G. coś zjeść. Wiedziałam, że w domu będzie obiad, ale chciałam wyjść z nimi na obiad, bo rzadko w sumie się zdarza, że mogę to zrobić. Zamówiłam pół porcji zupy pomidorowej, więc to tak akurat na taki lunch.
Popełniłam dzisiaj błąd, który mnie teraz gnębi. Zapomniałam zmienić czas trwania szkolenia i wygląda, jakby było o godzinę dłuższe niż w rzeczywistości. Jest to szkolenie komercyjne i boję się, że klienci będą się tego czepiać. Ech.. przejmuję się tym, choć w sumie przecież to nic takiego wielkiego...
Wszyscy wyszli wcześniej, więc zdążyłam na wcześniejszego busa. Musiałam stać podczas jazdy, bo było sporo ludzi, ale to nic. Cieszyłam się, że będę w domu wcześniej.
W domu zjadłam makaron z sosem pieczarkowym. Potem jeszcze mój ulubiony batonik musli z żurawiną i chałwę, co nie wiem czy było takim dobrym pomysłem. Oglądałam sobie YT, a teraz piszę ten wpis.
Mamie udało się dodzwonić do ośrodka (z czym ja miałam problem ostatnio) i umówić mnie na pobranie krwi na poniedziałek. Cieszę się, chcę mieć już to za sobą i też sprawdzić jakie będę mieć wyniki, bo wydaje mi się, że będzie potrzeba zwiększyć już dawkę leku.
Pan od mebli przyjechał dzisiaj dokończyć kuchnię. Wreszcie są już wszystkie meble i nawet zamontował gniazdko w blacie, na którym mi zależało. Szkoda tylko, że przy tym zrobił rysę na blacie, bo denerwują mnie takie rzeczy. No ale w końcu kuchnia będzie zrobiona.
Nie wiem co będę jeszcze robić. Fajnie byłoby nie zasnąć i nie przespać reszty tego czasu. Później może zadzwonię do chłopaka i porozmawiamy sobie. Mam ochotę poczytać, ale wiem, że jak tylko usiądę na łóżku, to skapituluję i pójdę spać.
Komentarze
Prześlij komentarz