10.06.2021 - Dzień 106
Najgorszy dzień stażu - "Chrzest bojowy" :(
Wstałam późno, ale tak, że spokojnie zdążyłam wszystko zrobić. Mimo tego makijaż wyszedł mi taki, że nie byłam zadowolona. Od rana czułam, że coś jest nie tak, jakiś niepokój. I słusznie, bo na stażu szybko okazało się, że będzie to mój najgorszy dzień tam.
Kiedy przyszłam to tak jak zwykle wpisałam swoją obecność. Wysłałam smsy z przypomnieniem o szkoleniu do uczestników i weszłam na nie, czekając aż się pojawią. Wszystko miało być dobre, aż tu okazało się, że szkolenie ma się zaczynać, a większości uczestników nie ma. Zaraz z innej firmy zaczęli dzwonić z pretensjami, że czemu nie wysłaliśmy zaproszeń, że co my tam robimy. Kiedy ja wczoraj przy wszystkich wysyłałam zaproszenia, a potem jeszcze dzwoniłam do uczestników. Zrobiła się niezła afera, musiałam dzwonić do każdego uczestnika z osobna, wysyłać linki milion razy, zadzwoniłam nawet do osoby z tamtej firmy i powiedziałam jej, że to nie moja wina, że linków nie otrzymali. Trzeba było też rozpocząć od nowa szkolenie. Ogólnie bardzo nieprzyjemna sytuacja. Ciągnęło się to chyba do 11:00.
Po wszystkim chciało mi się po prostu płakać z nadmiaru emocji. Ech.... to było okropne. Tym bardziej, że to nie była moja wina. Jedyne co więcej mogłabym zrobić, to dzwonić od 8 rano do ludzi i pytać, czy na pewno mają linka. Ale dzwonić do ludzi tak o 8 rano? Kiedy niektórzy z nich dojeżdżają jeszcze do pracy? A innych w ogóle jeszcze tam nie ma?
Później czułam się taka przybita, wypalona, zmęczona. Kupiłam dla wszystkich po princepolo, przy okazji odwdzięczając się za kiedyś.
Po tym wszystkim długo nie mogłam się skupić. Nie mogłam też słuchać tego szkolenia, a musiałam tam zaglądać, żeby sprawdzać czy wszystko ok.
Czułam się źle, jakbym zrobiła coś złego, jakbym wszystkich zawiodła. Taka bezużyteczna, do niczego. Dlatego chciałam chociaż w innych sprawach ruszyć do przodu. Nie miałam apetytu, dlatego nie zjadłam nawet drugiej kanapki. Nie poszłam też na obiad. Chciałam zrobić jak najwięcej. Przynajmniej tyle, że szefowa nie miała do mnie pretensji. Tak mi się wydaje.
Wyszłam w końcu jakoś 16:10. Poszłam na przystanek i tam stała się ciekawa rzecz. Kiedy przyszłam kilka osób wsiadało już do jakiegoś busa, a na przystanku został facet palący papierosa. Zmierzyłam go zimnym wzrokiem, bo nienawidzę zapachu papierosów i usiadłam na ławce. Kiedy wyciągnęłam szczotkę i zaczęłam czesać włosy zagadał do mnie, że nie muszę, bo dobrze wyglądam. Podziękowałam mu. Potem zapytał, czy może napić się wody, ale odmówiłam, więc stwierdził, że ok, że tylko żartował. Zapytał dokąd jadę, powiedziałam mu, ale nie moją miejscowość tylko kierunek. Zapytałam dokąd on jedzie. Odpowiedział mi. Porozmawialiśmy jeszcze o tym kto z nas gdzie pracuje. Ja nie mówiłam, ale on powiedział mi, że w bistro Smaczek. Nie mam pojęcia gdzie to jest tam, ale mogę podpytać. Poszukam też w google. Na koniec, kiedy jego bus już przyjechał, podaliśmy sobie ręce, a on mnie pocałował w dłoń, co mnie zaskoczyło i było niezręczne, ale mniejsza z tym. Powiedział mi swoje imię, ale nie pamiętam już. W każdym razie zrobiło mi się miło, a rozmowa z nim trochę poprawiła mi humor.
Po powrocie do domu zjadłam krokiety, które kupiła mama i wypiłam barszcz czerwony z torebki. Krokiety nie były zbyt smaczne, ale zjadłam je. Barszcz za to był dobry jak zwykle.
Pomogłam mamie wycierać szafkę w kuchni, taką która wisi najwyżej. Trochę się bałam, bo musiałam stanąć na blacie i bałam się, żeby pod moim ciężarem nie pękł, albo nie rozpadł się całkiem.
Oglądałam YT, trochę pokrzątałam się po domu, a teraz marzę jedynie o tym, żeby się położyć. Chciałam przeczekać do 21:30, ale chyba nie dam rady. No zobaczymy, zobaczymy.
Komentarze
Prześlij komentarz