14.06.2021 - Dzień 110
Pobranie krwi
Wstałam później, bo mogłam. Byłam umówiona na pobranie krwi na godzinę 9:00, więc nie było potrzeby, żebym wstawała wcześniej. Poza tym, nie mogłam jeść ani pić przed tym, dlatego dodatkowo nie widziałam potrzeby, żeby zrywać się przesadnie wcześnie.
Parę minut przed dziewiątą poszłam do ośrodka. Najpierw ruszyłam do księgowości, żeby zapłacić, ale babka tam powiedziała mi, żebym najpierw poszła do laboratorium. Tak też zrobiłam. Kazano mi tam chwilę poczekać (ogólnie babki tam nie były zbyt miłe). W końcu jednak udało mi się tam wejść, pobrano mi krew. Poszłam zapłacić. Ucieszyłam się, bo udało mi się zrobić wszystkie badania na tarczycę, które chciałam (TSH, FT3, FT4, Anty Tpo i Anty TG). Co prawda sporo za nie zapłaciłam - 135 zł, ale już dawno ich nie robiłam, więc warto.
Okazało się, że zdążę na busa, na którego planowałam zdążyć. Pojechałam nim do miasta i wysiadłam na przystanku. Stamtąd pojechałam busem do biura.
Było coś koło 10:30. Szefowa już była w biurze, ale nic się nie stało, bo uprzedziłam ją wcześniej. Dlatego też spokojnie zasiadłam do moich obowiązków.
Reszta dnia minęła spokojnie. Wyszłam ze stażu jako ostatnia, A. pożyczyła mi kluczyk.
W domu już niewiele się działo, bo po powrocie oglądałam YT.
Skończyłam czytać książkę "Noce w Rodanthe" Nicholasa Sparksa. Zakończyła się tak, jak się spodziewałam. Ale ogólnie całkiem nieźle się ją czytała. Fajny melodramat. Nie dłużył się i nawet byłam ciekawa jednego wątku.
Obudziłam się, by napalić. Zrobiłam to, a potem, kiedy rodzice wrócili, poszłam spać.
Komentarze
Prześlij komentarz