22.06.2021 - Dzień 118
Gorrrąco...
Od rana panuje straszny upał. Ale i tak najgorzej było po stażu. Wyszłam wcześniej, ale nie zdążyłam na wcześniejszego busa. Spóźniłam się dosłownie 2 minutki, bo widziałam go w oddali. No ale przez to musiałam czekać na kolejnego około 40 minut. Nie mogłam sobie posiedzieć na przystanku, bo świeciło słońce i było tam tak gorąco jak w piekarniku. Dlatego schowałam się za przystanek. Było tam trochę cienia, niestety musiałam stać. Nie miałam siły, ale nie wytrzymałabym w słońcu. Na szczęście dotrwałam i udało mi się pojechać do domu. Ufff... W busie też była sauna i aż ciężko się oddychało. Dobrze, że jechała tylko garstka osób.
Na stażu było stresująco. Dostałyśmy kolejne złe wieści o szkoleniach, że nie przeszły. Ja wciąż mam dużo pracy z zaległymi rozliczeniami, co mnie bardzo stresuje. Ale dążę do tego, żeby te, które pojawią się już "za mojej kadencji" rozliczyć w terminie.
Mój chłopak nie odzywał się od rana, dlatego zadzwoniłam do niego. Martwiłam się, że może coś się stało, może dostał udaru od tego słońca... Ale na szczęście wszystko w porządku. Mówił tylko, że jest zmęczony, czemu ani trochę się nie dziwię, skoro pracuje cały dzień w tym upale.
Czekałam aż zadzwoni babka rachmistrz i mnie spisze. Byłam umówiona na 19:00. Kilka minut po zeszłam na chwilę na dół. Dosłownie na 2 minutki, a wtedy ona zadzwoniła. Szkoda, że nie słyszałam, bo nawet zdecydowałam się już na to, że pozwolę jej się spisać.
Trudno.
Komentarze
Prześlij komentarz