27.06.2021 - Dzień 123
Niedziela pełna atrakcji
Co tu dużo mówić. Rano tradycyjnie zjedliśmy jajecznicę. Oglądaliśmy do tego "Kto zabił Sarę?". Bardzo przyjemnie ogląda mi się ten serial i jeszcze mi się nie znudził.
Rodzice gdzieś pojechali, a mój chłopak namówił mnie na małą zabawę, pomimo tego, że miałam okres. Niestety niezbyt mi się podobało...
Mieliśmy iść nad zalew, ale kiedy się zebraliśmy, zaczęło padać. Dlatego poczekaliśmy trochę aż przestanie. Poprzytulaliśmy się.
Później, kiedy już poszliśmy, najpierw wstąpiliśmy na lody z automatu o smaku truskawkowo-śmietankowym, które kupiliśmy w budce koło biedry. Jedliśmy je idąc nad zalew. Kiedy już tam dotarliśmy, graliśmy w badminton i siedzieliśmy na kocyku. Wracając znów zahaczyliśmy o biedrę i znów jedliśmy lody. To było strasznie przyjemne, takie odprężające. W końcu czułam, że się relaksuję i przestałam na trochę myśleć o problemach.
W domu zjedliśmy obiad. W sumie nie byłam zbyt głodna, ale trochę zjadłam.
Siedzieliśmy jeszcze przy stole, kiedy rodzice zdecydowali się jechać do Obi. Pojechaliśmy z nimi, ot, tak, żeby się przejechać. Chociaż mój chłopak przy okazji kupił sobie ogromne wiadro farby do malowania płotu.
W samochodzie - popsuła się klima. Niezbyt fajnie, bo bez niej w upał ciężko żyć.
Wróciliśmy w końcu, zjedliśmy kolację. Mój chłopak został na noc, co ucieszyło mnie bardzo, bo nie dość, że mogliśmy spędzić więcej czasu razem, to jeszcze powiedział, że podwiezie mnie rano na staż i nie będę musiała jechać aż tak wcześnie.
Komentarze
Prześlij komentarz