06.07.2021 - Dzień 132
Tragedia, masakra po prostu
Dzień zaczął się całkiem przyjemnie. Kiedy dotarłam na staż odpaliłam niszczarkę i zaczęłam niszczyć trochę dokumentów. Było fajnie, cieszyłam się, że mogę to zrobić i że niszczarka jest sprawna.
Za to później było gorzej.
Były urodziny szefowej. A. kupiła jej prezent od nas wszystkich w U Franciszka - jakiś balsam i mydełko, G. kartkę, na której się wszystkie podpisałyśmy. Btw. kartka ta była bardzo ładna, błyszcząca, podobała mi się.
Wszystko ładnie, pięknie, dopóki nie zapytałam o faktury dla firmy, które miały być opłacone. Szefowa wyżyła się na mnie, bo najpierw szef się wyżył na niej. Ale jej to nie usprawiedliwia. Nie powinna mnie tak traktować i zwalać winy na mnie za rzeczy, których sama nie dopilnowała. Poza tym, ja jestem na stażu, jestem tam od trochę ponad miesiąca, nie znam się na tym i dopiero uczę. Jakoś ona sama też za bardzo nie była w stanie mi niczego wyjaśnić. A teraz wielkie pretensje.
Popłakałam się kiedy wyszła. I nie mogłam długo się uspokoić. Wiedziałam, że nic nie zrobiłam i że nic nie jest z tego co mówi moją winą. W sumie nawet tamtych błędów nie powinnam za takie uznawać, bo to było jedno z moich pierwszych rozliczeń, nie wiedziałam jeszcze o co do końca chodzi i choć zrobiłam to najlepiej jak potrafię, to i tak nie mogłam niektórych rzeczy ominąć, bo po prostu nie wiedziałam.
Bardzo ładnie zachowała się A. bo uspokajała mnie, zrobiła mi melisę. Naprawdę, cieszyłam się w tamtej chwili, że tam była.
Przepraszała mnie później, ale niesmak pozostał. Tak się po prostu nie robi.
Dlatego nie mam wcale ochoty iść tam jutro.
Komentarze
Prześlij komentarz