18.07.2021 - Dzień 145
Niedziela u mojego chłopaka ❤
Wstaliśmy rano. Jakoś pół do 9:00, więc wcale nie jakoś późno. Ja poszłam do łazienki, szykowałam się, a mój chłopak w tym czasie zaczął robić jajecznice. Później pomalowałam się w kuchni, a kiedy skończyłam, zrobiłam kanapki.
Zjedliśmy razem śniadanie, rozmawiając. Było naprawdę fajnie. Zazwyczaj oglądamy coś do śniadania czy obiadu, a tym razem po prostu sobie rozmawialiśmy i to było wspaniałe. Jajecznica również wyszła pyszna.
Kiedy już zjedliśmy, zaczęliśmy ogarniać się, bo chcieliśmy pójść do kościoła. Wcale jakoś specjalnie mi się nie chciało tam iść, ale chciałam w ten sposób sprawić przyjemność mojemu chłopakowi. Szykowaliśmy się więc. Mi poszło szybko, bo już wcześniej byłam praktycznie gotowa. Wystarczyło tylko, że wyprasowałam sobie sukienkę i założyłam kolczyki i wisiorek, i to już wszystko. Mój chłopak natomiast grzebał się i grzebał. Zawsze tak jest, że przez większość czasu zamiast się szykować, to on patrzy w telefon, ogląda, albo robi coś innego, a później okazuje się, że już ma mało czasu i tak się spieszy. Zazwyczaj też przez to wychodzimy później niż planowaliśmy. Tym razem też tak było, ale nie denerwowałam się. Mimo wszystko i tak zdążyliśmy, bo kościół jest niedaleko.
Fajnie było się do niego przespacerować. Z mniej przyjemnych rzeczy, było strasznie duszno i gorąco, i jakoś tak wilgotno, że człowiek strasznie się pocił. Usiedliśmy w ławce w kościele, ale nawet siedząc czułam jak się pocę. Bałam się, że będę miała ślady potu na sukience, ale na szczęście nic takiego się nie stało.
W kościele, jak to w kościele, wszędzie wygląda to mniej więcej tak samo. Za to sam budynek nawet mi się spodobał. W środku wyglądał ładnie, tak nawet minimalistycznie i przestronnie. Przez cały czas miałam na twarzy maseczkę, bo chcę jakoś doczekać do piątku w jednym kawałku.
Po mszy, kiedy wyszliśmy, mój chłopak pytał, czy nie chcę obwarzanków, ale w końcu zdecydowaliśmy się, że nie będziemy nic tam kupować. Wróciliśmy i zjedliśmy sobie lody, które wczoraj przywieźliśmy. Pierwszy raz jadłam rożek kaktus i muszę przyznać, że posmakował mi.
Poszliśmy na dół, do rodziców mojego chłopaka. Trochę pogadaliśmy z jego mamą, ale wkrótce przyszła jego siostra ze swoją rodzinką. Przyniosła tort na 30 rocznicę ślubu ich rodziców, sałatkę, jakieś ciasta i napoje. Posiedzieliśmy więc tam z nimi, pogadaliśmy, pojedliśmy. Później zjedliśmy także obiad. Chłopak nałożył mi taką ogromną porcję, nawet większą od swojej, że nic dziwnego, że nie dałam rady jej zjeść.
Trochę obawiałam się spędzania czasu z jego rodziną, ale nie było tak źle. Jakoś dałam radę. Ogólnie rzecz biorąc, to nawet ich lubię. Martwię się natomiast tym, czy oni polubią mnie. Nie od dziś wiadomo, że zbyt towarzyska nie jestem, więc może być różnie.
W pewnym momencie poszliśmy do góry. Mój chłopak wziął akordeon i zaczął sobie pogrywać. Dawno nie ćwiczył, więc nie szło mu za dobrze, ale nie przeszkadzało mi to. Położyłam się na łóżku i czułam, że chce mi się spać. Ale nie zasnęłam, choć naprawdę niewiele brakowało.
Znów poszliśmy na dół i jeszcze trochę posiedzieliśmy tam i pogadaliśmy. Dostałam od mamy chłopaka dwie bluzki, które nawet mi się spodobały, kiedy je przymierzyłam. Chciałam jej za nie zapłacić, ale nie chciała. Jego mama także oprowadziła mnie po remontowanym pokoju i pokazała co tam ma teraz być.
Później już ostatecznie poszliśmy na górę. Zjedliśmy kolację i oglądaliśmy TV. Było późno, więc poszłam się umyć. Tym razem poszło mi już sprawniej niż wczoraj. Potem umył się też mój chłopak. Kiedy wrócił do pokoju, kochaliśmy się i było wspaniale. Czułam się cudownie i byłam szczęśliwa.
Aż szkoda, że ten dzień się skończył i trzeba było iść spać. Było naprawdę fajnie i żałuję, że to co dobre, tak szybko się kończy, bo chciałabym spędzić z chłopakiem jeszcze więcej czasu. Jestem zadowolona, że zdecydowałam się przyjechać. To była świetna decyzja. Poza tym, ten dzień naprawdę się udał, a ja byłam dziś szczęśliwa :)
Komentarze
Prześlij komentarz