23.07.2021 - Dzień 150
Dzień wolny i dzień szczepienia
Mogłam sobie pospać, więc nawet nie nastawiałam budzika. Obudziłam się rano, ale wciąż leżałam i zasypiałam na chwilę. Później obudziłam się jakoś przed 9:00 i zaniepokoiłam się tym, czy A. sobie radzi w pracy. Napisałam do niej, ale odpisała mi tak jakoś zdawkowo. Nie wiem, czy może była na mnie wkurzona za to, że wzięłam ten dzień wolny, kiedy G. też nie ma? Albo że nie napisałam jeszcze wcześniej lub że nie zaoferowałam, że będę pracować z domu? Może sama się źle czułą? Nie wiem. Ale kiedy napisała, że ogólnie wszystko ok, to nie pisałam więcej. Wzięłam do domu telefon służbowy, więc martwiłam się, czy ktoś nie zadzwoni. Rano, kiedy jeszcze byłam w łóżku, zadzwoniła jedna osoba. Na szczęście szybko odpowiedziałam na jej pytanie.
Później pomyślałam sobie, że przecież mam prawo do dnia wolnego. Że jestem tylko na stażu i że nie muszę pracować będąc w domu. Że nikt nie może tego ode mnie wymagać i nie może mieć do mnie pretensji, kiedy ustaliłam go i szefowa wyraziła zgodę. Przecież nawet przygotowałam wczoraj wszystko co mogłam, a trudne sytuacje wciąż się tam zdarzają, więc powinni sobie poradzić beze mnie.
Wylegiwałam się w łóżku do późna, ale było mi tak dobrze. Naprawdę, czułam się wspaniale i nie chciało mi się wstawać, dlatego pozwoliłam sobie leżeć tyle, ile chciałam.
Wstałam przed 12:00. Zjadłam śniadanie, oglądałam YT, a potem pomalowałam się i przygotowałam do wyjścia. To był wielki dzień - dzień szczepienia. Od dawna na niego czekałam, bo choć umówiłam się dopiero dwa tygodnie temu, chciałam to zrobić od dawna. Nawet jeszcze przed tym, jak zaczęłam staż, planowałam się zaszczepić i tylko czekałam na dogodny moment. Dlatego byłam jednocześnie bardzo podekscytowana, ale i troszkę zdenerwowana, bo nie wiedziałam jak będę się później czuła.
Niby szczepienie miałam o 14:55, ale pamiętałam z rozmowy, kiedy się umawiałam, że babka powiedziała mi, że mogę przyjść wcześniej. Podobno szczepili od godziny 13:00, myślałam więc o tym żeby przyjść tak 13:30, ale nie wyrobiłam się, więc poszłam tam przed 14:00.
Już chciałam wychodzić, kiedy pomyślałam, że wydrukuję formularz. Nie byłam pewna, czy tam będą go mieli, a chciałam mieć go ze sobą. Moja drukarka odmówiła jednak posłuszeństwa. Włączyła się jakaś aktualizacja czy coś takiego, a że nie chciałam czekać, wyłączyłam ją. To był błąd, bo nie mogłam nic wydrukować. Wykurzyłam się i w końcu zrezygnowałam, mając nadzieję, że jednak formularze będą tam dostępne.
Szybko byłam na miejscu. Poszłam na górę, gdzie miał być pokój w którym szczepią. jakaś babka siedziała w poczekalni i w sumie sama z siebie powiedziała mi, gdzie mam iść. Podziękowałam jej i tam też poszłam. Na szczęście na stoliku leżało pełno formularzy. Wzięłam jeden i uzupełniłam go swoim długopisem. Usiadłam potem i przejrzałam go. Okazało się potem, że w sumie mogę już wchodzić do lekarki, ale nie było jej w gabinecie, więc poszłam o nią zapytać. Byłą tam i zaraz przyszła. Przeprowadziła ze mną szybko, wywiad, zmierzyła mi temperaturę, ale chyba termometr nie działał najlepiej. Zapytała mnie jeszcze, czy mnie ostatnio nie spotkała, ale powiedziałam, że nie, bo i byłam pewna, że nie spotkałam jej ostatnio. Kazała mi pójść do następnego pokoju, co też zrobiłam.
Przekazałam jednej z dwóch pielęgniarek formularz. Druga kazała mi usiąść na kozetce, więc tam usiadłam. Patrzyłam w drugą stronę, kiedy robiła mi zastrzyk i nawet nie zauważyłam, kiedy skończyła, bo nic nie poczułam. Chwilkę pogadałam z nimi. Powiedziała mi, żeby w razie gorączki brać paracetamol. Zapytałam, czy można ibuprofen, bo jego zawsze używam, to powiedziała, że tak, co mnie zdziwiło, ale nie dopytywałam więcej.
Usiadłam w poczekalni, bo miałam odczekać tam 15 minut. W tym czasie pochwaliłam się przyjaciółkom, że już jestem po i chwilę z nimi popisałam. Pisałam też z moim chłopakiem. Szybko minął ten czas, dlatego wkrótce zebrałam się i poszłam do biedry.
Zrobiłam zakupy, oczywiście większe niż zakładałam, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby nie kupić sobie czegoś dobrego, albo mojego ulubionego żelu pod prysznic. Na szczęście udało mi się zmieścić ze wszystkim w moje torby, z czego była bardzo zadowolona.
Wróciłam do domu, zaraz po mnie wrócili też rodzice. Razem z mamą zrobiłam obiad ze składników, które kupiłam. Dziś był to makaron z sosem z brokułem (kupiłam ogromnego brokuła!) i filetem z indyka. Wyszło pysznie. Już dawno nie jadłam obiadu domowego, więc naprawdę świetnie było coś takiego zjeść.
Pogadałam trochę z mamą. Oglądałam też YT z komentowaniem Hotelu Paradise i cały czas zastanawiałam się, czy się dobrze czuję, ale było ok. Na szczęście brzuch od okresu też mnie jakoś nie bolał, z czego się cieszyłam, bo nie chciałam brać żadnych leków.
Później położyłam się i zaczęłam czytać książkę z biblioteki, którą ostatnio wypożyczyłam. Strasznie się wciągnęłam i nie wiedziałam kiedy, a zrobił się późny wieczór. W międzyczasie pisałam troszkę z chłopakiem. Miło, że pytał jak się czuję i się o mnie martwił.
A teraz postanowiłam szybciutko opisać, co się dziś działo i jak spędziłam swój wolny dzień oraz nadrobić zaległe wpisy.
Idę już się myć, a potem poczytam jeszcze chwilkę.
Komentarze
Prześlij komentarz