25.07.2021 - Dzień 152

Cudowna niedziela - na rowerach

Wstaliśmy rano. Tak bardzo rano, bo koło 6:00. Wcale nie miałam ochoty wstawać tak wcześnie, ale wiedziałam, że mojemu chłopakowi zależy na tym, żebyśmy pojechali na giełdę Mówił o tym już od dłuższego czasu. Dlatego wstałam, choć nie czułam się wyspana.

Zjedliśmy szybkie śniadanie składające się z kanapek, a dla mnie jeszcze z serka wiejskiego. Dziś nie udało nam się zrobić naszej tradycyjnej niedzielnej jajecznicy, bo nie było na to czasu, ale to nic. 

Pojechaliśmy na giełdę z moim tatą. Wzięliśmy przyczepkę, choć szczerze mówiąc, nie byłam przekonana, że coś kupimy. No ale nie protestowałam, bo w razie czego, to lepsze to, niż kombinowanie z wciskaniem czegoś do samochodu.

Razem z chłopakiem szukaliśmy dla siebie rowerów. Chodziliśmy po giełdzie, oglądaliśmy różne modele, na różnych stoiskach, nowe i używane. Zobaczyliśmy ich naprawdę dużo, ja nawet przejechałam się na takim jednym różowym (jednak nie chciałam go, bo mi do końca nie odpowiadał). Wreszcie to mój chłopak zdecydował się na taki jeden rower jako pierwszy. Używany, ale w bardzo dobrym stanie, sportowy. Ucieszyłam się, że coś wybrał. Później ja znalazłam swój wymarzony rower. Ten typ chyba nazywa się "miejski". Był chyba nowy, miał duże koła i był wysoki, tak jak chciałam. Poza tym, miał przepiękny, jasnoturkusowy kolor. Nim także przejechałam się i tutaj już nie miałam wątpliwości, że go chcę. Za wszystko zapłacił mój chłopak, ale mam zamiar oddać mu przynajmniej część sumy. 

Zapakowaliśmy rowery na przyczepkę. Okazało się, że jednak naprawdę się przydała. 

W domu zrobiliśmy przegląd. Ustawiliśmy na odpowiedniej wysokości kierownice i siedzenia. Przetarłam także ramy i wszystko, co było zakurzone. Zapakowałam klucze do plecaka, wzięliśmy czapki z daszkiem i posmarowaliśmy się kremem z filtrem. 

Następnie wsiedliśmy na nasze nowe rowery i pojechaliśmy na przejażdżkę. Planowaliśmy pojechać nad zalew i wrócić na obiad. Oczywiście, zeszło nam dłużej niż planowaliśmy, zahaczyliśmy też o sklep w innej miejscowości, bo potrzebowaliśmy wody. Ale jazda na rowerze była o wiele przyjemniejsza niż sądziłam. Było wspaniale! Czułam się taka szczęśliwa, wolna. Wspaniale się jechało, nawet nie wiedziałam, jak mi tego brakowało. 

W końcu wróciliśmy do domu. Odpoczęliśmy, bo ja na przykład zmęczyłam się tą przejażdżką. Nie miałam kondycji, to muszę przyznać. Ale jechało się bardzo dobrze. Zjedliśmy obiad, posiedzieliśmy jeszcze trochę. Pogoda nieco się popsuła, zrobiło się pochmurno, ale nie padało. 

Zdecydowaliśmy się znów przejechać, tym razem w innym kierunku. Ruszyliśmy i znów jechało się tak cudownie. Fajnie było odkrywać nowe miejsca, na które nie zwraca się uwagi podczas jazdy samochodem. Sporą część drogi jechaliśmy po chodniku, bo ulica była dosyć ruchliwa i nie czuliśmy się na niej bezpiecznie. Poza tym, na chodniku nie spotkaliśmy żadnego pieszego, przez całą drogę. 

W pewnym momencie zaczęło lekko kropić, ale nie przestraszyło nas to, jechaliśmy dalej z myślą, że najwyżej przeczekamy na jakimś przystanku, a potem wrócimy. W końcu zajechaliśmy tak daleko, że nie było już znaczenia, czy się wrócimy, czy pojedziemy przed siebie, bo i tak za długo by to trwało nim dotrzemy do domu. 

Wjeżdżaliśmy pod sporą górę i strasznie się zmęczyłam. Myślałam już, że nie uda mi się podjechać i nawet zastanawiałam się, czy się nie poddać, czy nie jest to ponad moje siły. Mój chłopak śmiał się ze mnie i trochę mnie popychał, bo była to boczna droga i nie jechało wiele samochodów. Pomimo tego że naprawdę czułam się wykończona, byłam szczęśliwa. Fantastycznie było tak jechać z moim chłopakiem, razem śmiać się, żartować, pokonywać trasę. Poczuć wiatr we włosach, zmęczyć się trochę. Było to cudowne uczucie, dawno nie czułam się tak dobrze. Tak lekko. 

Zobaczyliśmy bociana na łące. Był piękny, taki dostojny i znajdował się naprawdę blisko nas, tak, że mogliśmy go dokładnie zobaczyć. Ja zrobiłam sobie przystanek, musiałam chwilkę odpocząć. Ale zaraz ruszyłam dalej. W  końcu udało mi się podjechać pod górę, choć już myślałam, że to nigdy nie nastąpi. Na szczęście jazda z górki wynagrodziła mi już cały wysiłek. Super było zjeżdżać z niej i odpocząć. Choć w pewnym momencie tak się rozpędziłam, że troszkę się przestraszyłam. Miałam jednak sprawne hamulce, więc wyhamowałam sobie.  

Można powiedzieć, że objechaliśmy naszą miejscowość i wróciliśmy z drugiej strony. Była do dosyć długa i wyczerpująca wycieczka, ale było warto. Znów powtórzę, że czułam się szczęśliwa, ale to prawda. Cudownie spędziłam czas z chłopakiem, brakowało mi tego, że robimy razem coś takiego, a nie tylko siedzimy w domu. 

Po powrocie byłam totalnie wyczerpana i zmęczona, więc kiedy tylko była już ciepła woda, umyłam się i położyliśmy się spać. Aż bałam się, jakie zakwasy będę miała następnego dnia. Ale było warto. Było warto. 

To był wspaniały dzień, jeden z przyjemniejszych od dłuższego czasu. Będziemy mieli z niego piękne wspomnienia :) 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89