29.07.2021 - Dzień 155
Czwartek - coraz bardziej stresująco. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam
Powoli mam dosyć. W sumie nawet nie powoli, po prostu mam dosyć. Zamiast być coraz lepiej, jest coraz gorzej. Ciągle pojawiają się nowe problemy i czuję, że na dłuższą metę tego nie wytrzymam. Przytłacza mnie odpowiedzialność i presja. A tak naprawdę przecież jestem na stażu - nie powinnam być odpowiedzialna za takie rzeczy. Ktoś powinien mnie nadzorować, pilnować...
Przyznaję, że prawdopodobnie nie dopilnowałam pewnej kwestii. Byłam zajęta innymi rzeczami, nawet zawalona nimi i odłożyłam to na bok, ale w sumie powinnam się tym zająć. Nie spodziewałam się, że to również może nieść za sobą takie konsekwencje. Czuję się naprawdę źle i jest mi strasznie przykro. Teraz panikuję, bo boję się co będzie i nie wiem co robić.
Mam dosyć. Ze stresu boli mnie brzuch, nie mam apetytu, dziś było mi nawet niedobrze. Trzęsłam się ze strachu, dosłownie. Poza tym nie mogę przestać o tym myśleć, wszystko kręci się wokół tego. Nic mnie już nie cieszy, nie mam ochoty na nic. Przychodzę do domu i myślę o tym wszystkim w kółko, nie mogę przestać. Nie potrafię nawet w domu zająć się czymkolwiek innym.
Myślę o tym, żeby zrezygnować. Bardzo chciałam dociągnąć do końca, ale nie wiem czy mi się to uda. Być może nawet sami mnie wyrzucą. Chciałam odbyć ten staż, spróbować, zobaczyć, jak wygląda inna praca, mieć co wpisać do CV. Ale nie wiedziałam, że tak mnie to obciąży.
Na początku podobało mi się. Byłam zadowolona, że coś robię, że jestem przydatna, że mam po co wstawać rano. Dziewczyny w pracy są bardzo miłe i naprawdę wiele i zawdzięczam. Bez nich nie dałabym już w ogóle rady.
Boję się, że obciążą mnie kosztami. A wtedy nie wiem co będzie.
Z drugiej strony jestem zła za to, że ciążą na mnie takie rzeczy. Jestem na stażu, a pracuję jakbym była na etacie i tak jestem traktowana. Wielu rzeczy musiałam się nauczyć sama, metodą prób i błędów, lub dzwoniąc do pewnych instytucji. Szefowa nie potrafiła mi tego wytłumaczyć, choć mówiła, że to takie proste. Wiem też, że kiedy czasem zdarzyło się, że wychodziłam, a ona mówiła, że dobrze, że ona będzie patrzeć na szkolenie, to tego nie robiła. Nie podoba mi się, że wyręcza się nami, sama nie próbując zrozumieć czym tak właściwie się zajmujemy, na czym to wszystko polega.
Nie jestem w stanie się rozdwoić. Kiedy zajmuję się rozliczeniami, nie jestem w stanie dokładnie, tak jak wcześniej, kontrolować tych szkoleń. Na pewno nie w sytuacji, kiedy ktoś co chwilę się wylogowuje lub nie można się go doprosić, żeby się zalogował i był.
Denerwuje mnie, że jestem postawiona w sytuacji, w której dosłownie muszę zaganiać ludzi na szkolenie, dzwoniąc do nich i wypisując smsy, kiedy powinien się tym zająć ich pracodawca. Skoro decyduje się na coś takiego, powinien tego dopilnować. Mam wrażenie, że wszyscy to olewają, a my nic nie robimy, tylko dopraszamy się ich o wszystko. Nie widać od nich żadnego zaangażowania. A później są tylko pretensje. Wydaje mi się, jakby większość w ogóle nie traktowała tego poważnie, ani nas jako firmy.
Mam dosyć tego chaosu. Próbowałam go ogarnąć, ale chyba nie jest to możliwe. Przytłacza mnie.
Już zaczęłam szukać informacji jak zrezygnować z tego stażu i jakie to niesie za sobą konsekwencje.
Jeszcze spróbuję, ale bardzo się boję każdego następnego dnia. Tego co ze sobą przyniesie. Boję się tam przyjść i sprawdzać, jakie złe nowiny będziemy mieć kolejnego dnia.
Wiem, że jutro znowu nie będzie mi się chciało podnieść z łóżka.
Komentarze
Prześlij komentarz