06.08.2021 - Dzień 163

Piątek, wszystko się wali, a szefowa jak zwykle odklejona 

M. dziś też przyszła, nie zrezygnowała. Od G. dowiedziałam się, że szefowa już złożyła dokumenty do Urzędu Pracy o staż ze wskazaniem na nią  (czy coś takiego) i że dziś M. miała się o tym dowiedzieć. Byłam ciekawa jak zareaguje. 

Dziś znów były dwa szkolenia, z tym, że już wiedziałam, że jedno będzie trudniejsze do pilnowania, bo osoby z jednej firmy wciąż znikały, kiedy ja nadzorowałam pierwszy dzień (i wcześniejsze z nimi). Specjalnie powiedziałam, żeby M. się nim zajęła, żeby zobaczyć jak sobie poradzi, ale nie ukrywam, sama też nie miałam ochoty się z nimi użerać. 

Sporo pomagałam dzisiaj G. A to rozgryzałyśmy jak coś zskanować, żeby było widoczne, a to sclałam i usuwałam strony z pdfów. No sporo tego było. G. opowiedziała mi też co się u niej działo wczoraj i dlaczego tyle musiała rozmawiać przez telefon. Powiedziała mi, że nasz grafik się wali i że nie wie jak to będzie. Mówiła o tym, jak jeszcze w domu się wszystkim stresowała i ciągle o tym myślała. Zapytała mnie też, czy nie mam wrażenia, że panuje straszny chaos.

Szefowej cały przyszły tydzień ma nie być. Szefa też, więc chciałam, żeby podpisał przed wyjazdem wszystkie zaległe zaświadczenia, bo znowu zrobią się straszne zaległości. Dlatego też wkręciłam M. w drukowanie ich. Na początku szło dobrze, ale potem ksero znowu zaczęło się zacinać za każdym razie, papier bąblować i szło bardzo opornie. W końcu jednak udało się wydrukować wszystko. 

G. rozmawiała z szefową o tym, co się dzieje. O tym, że wnioski nie przechodzą, firmy nie współpracują i wali nam się cały grafik. I jeśli ostatnio już wydawało się, że szefowa zrozumiała to, co dziewczyny jej tłumaczyły, to tutaj znowu zaczęła gadać rzeczy, jakby nie nic nie rozumiała. Mówiła, że ma robić tak, żeby było 15 osób i nie mniej, a jak jest mniej, to żeby przenosić całe szkolenie, bo się nie opłaca, żeby takie poszło. Pytanie tylko - jak i na kiedy? Bo po pierwsze nie jest to wcale takie proste, po drugie - ciężko będzie to zrobić, bo firmy nie będą zadowolone, a także nie ma za bardzo na to miejsca w kalendarzu. No ale ona powiedziała swoje i już ją to nie interesuje. 

Najdziwniej zrobiło się, jak nagle, ni z tego, ni z owego, zaczęła mówić o tym, że u nas wcale nie panuje chaos, że wszystko jest i będzie dobrze itd. Z G. spojrzałyśmy na siebie w szoku. Wiem, że pomyślałyśmy razem to samo - że przecież G. rano mi o tym wspominała. I że może wersja z podsłuchiwaniem to prawda. 

W sumie mam wrażenie, że szefowa jak przyszła, miała lepszy humor, ale nagle gdzieś wyszła, potem wróciła i jakby ten humor jej się popsuł. Ciekawe. G. zasugerowała, że może wyszła coś odsłuchać w tym momencie i jej się to nie spodobało co mówiłyśmy. 

Kiedy poszła zrobiło się przyjemniej. Zajęłam się swoją pracą, G. swoją. M. pilnowała szkolenia. O 14:00 znów z M. poszłam na obiad. G. wychodziła o 15:00, więc poszła sama wcześniej. 

Porozmawiałam z M. i popytałam o parę rzeczy. Dowiedziałam się o niej trochę. Zapytałam też o co sądzi o tej pracy (no bo w końcu szefowa poinformowała ją o tym, że już ją zapisała na ten staż, w sumie bez jej zgody). Powiedziała mi, że chyba jej się podoba, a na stażu w gminie, nad którym też się zastanawiała, to prawie nic się nie robi i że każą tam siedzieć i czytać jakieś książki. Także nie wydawała się zawiedziona, choć widzę, że liczy na to, że szybko zajmie się tym co ja teraz robię, czyli rozliczeniami. Nie jestem z tego zadowolona, bo to by oznaczało, że ja musiałabym zająć się wnioskami, a tego nie chcę. Widzę jak to wygląda u G. i A., i naprawdę mi do tego nie spieszno. 

Znów zostałam dłużej. Tym razem wyszłam też później, bo było zimno i nie chciałam marznąć na przystanku. Autobus znów się spóźnił, ale na szczęście nie czekałam aż tak długo. Podjechałam do centrum i poszłam do Hebe. Tam kupiłam perfumy, na które zdecydowałam się w domu, po tym, jak wczoraj nawąchałam się miliona zapachów. Byłam zadowolona, że je wybrałam. Kupiłam też maszynki do golenia i antyperspirant dla mamy. 

Wstąpiłam jeszcze do Rossmanna. Chciałam kupić mój ulubiony płyn micelarny, ale go nie było. Natknęłam się natomiast na kasetkę na cienie, na takie wkłady. W domu mam dwa, więc pomyślałam, że ją kupić. Wzięłam też jeszcze jeden wkład. 

Wróciłam do domu i nie rozbierałam się, bo G. wcześniej do mnie dzwoniła i prosiła, żeby zabrać jej z biura telefon służbowy, a ona podjedzie do mnie i go odbierze. Czekałam więc na nią W tym czasie wypakowałam zakupy i pościeliłam łóżko, bo rano tego nie zrobiłam. 

Przyjechała i wyszłam do niej przed dom. Dałam telefon. Pogadałyśmy chwilkę o tym, co dzieje się w firmie. Porozmawiałyśmy o tym "chaosie" i powiedziałam jej o tym, czego dowiedziałam się o podsłuchach. Prawdę mówiąc teraz już jestem prawie przekonana, że to prawda. G. przyjechała ze swoim synkiem, więc mogłam go poznać. Uroczy chłopiec, wstydził się mnie. 

G. w końcu pojechała, więc wróciłam do domu. Zobaczyłam, że brama się zamknęła, więc wyszłam jeszcze na chwilkę ją otworzyć i w tym czasie wrócili rodzice z zakupów. Kpili sobie lodówkę turystyczną na wyjazd. 

Zjadłam mleko z musli, pooglądałam YT i położyłam się spać. Obudziłam się o 2:00 w nocy i poszłam się umyć. Była gorąca woda, więc wydepilowałam się też wszędzie, z czego jestem bardzo zadowolona. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89