10.08.2021 - Dzień 167

Wtorek - w końcu ktoś się zainteresował stażem

Nie zdążyłam zrobić kanapki w domu i musiałam ją kupić. Wcale mi to nie pasuje, bo choć są one smaczne, to wydawanie 5 zł na kanapkę trochę mnie boli... Ale już od rana byłam głodna. W ogóle też nie wiedziałam w coś się ubrać. Zdecydowałam się na długie, jasne spodnie i sandały, i w sumie dobrze zrobiłam. 

Na stażu było ok, choć ten dzień był taki dziwny. Popsuła nam się klimatyzacja i wieje, ale ni chłodzi. Próbowałam zmienić ustawienia, ale nic to nie dało. Więc raczej jest popsuta.

A. wróciła ze zwolnienia. W sumie dobrze, zawsze to jakoś tak pewniej się czujemy w pełnej grupie. No i G. ma w końcu trochę lepiej, bo razem z A. mogą podejmować decyzje co do kalendarza. 

Dziś było dosyć trudne szkolenie, bo dwie firmy niechętnie chcą współpracować. Jutro jeszcze drugi dzień i jedna z nich kończy. Cieszę się, że jest M., bo sama nie muszę ich ciągle nadzorować. No i też czuję się pewniej, kiedy ona jest. Sama też mam wtedy więcej odwagi dzwonić do ludzi, bo czuję się bardziej odpowiedzialna. 

We trójkę poszłyśmy na przerwę, a M. została w biurze. Tak wyszło, bo początkowo miałam pójść z M., a dziewczyny osobno, ale byłam naprawdę głodna i nie chciałam czekać długo. W każdym razie poszłyśmy, zjadłam pyszne jedzonko, przy okazji porozmawiałyśmy sobie o wszystkim. Zostawiłyśmy telefony w biurze i czułam się swobodniej. Gadałyśmy o tym, co się dzieje, o naszej przyszłości itd. Żadna z nas nie ma pewności co do tego, co będzie z tą firmą, ale wszystkie za to mamy złe przeczucia. I że szefowa nie jest z nami szczera i coś kombinuje. 

W ogóle, od A. usłyszałam dziś plotkę o tym, że szefowa jest alkoholiczką i ma wszywkę. Nie powiem, zszokowało mnie to. Ale z drugiej strony trochę by wyjaśniało. 

Wróciłyśmy z przerwy, w sumie byłyśmy tam długo i trochę mi było przykro, że zostawiłyśmy M. na tak długo, ale dobrze było porozmawiać. Nie miałam też na dzisiaj więcej pilnych rzeczy do zrobienia. No, ale wróciłyśmy i zastałyśmy tam S. - ona pracuje w tej firmie co ja, tylko w innym budynku, w innym miejscu. Trochę posprzeczały się z A., ale akurat tutaj miałam wrażenie, że A. niepotrzebnie się uniosła. 

S. powiedziała, że 13, w piątek, mam mieć kontrolę z Urzędu Pracy. Nie spodobało mi się to, bo w piątek chcę mieć wolne i iść spokojnie na drugą dawkę szczepionki. S. powiedziała, że to nie problem i że postara się to przesunąć. Dała mi i G. jakieś kartki do podpisu - to były upoważnienia, że ona jest upoważniona do opieki nad nami na tym stażu. Potem poszła. 

Napisała mi później jeszcze, żebyśmy z G. przyjechały następnego dnia na 8:00, do tamtej firmy. Ma nam dać plany stażu i inne dokumenty. W sumie to ja wiem, że powinnyśmy mieć to wcześniej, ale to nie nasza wina, że nikt się tym nie przejął i nam ich nie przedstawił...

Jakoś minął czas do końca. Czułam się nie za dobrze, jakaś taka osłabiona, bez sił i jakby zaczynała mnie boleć głowa. A. i G. wyszły wcześniej, a ja z M. wyszłam jak zwykle, 15:30. Pogadałyśmy podczas drogi do skrzyżowania. Wymieniłyśmy się numerami, w razie gdybyśmy musiały się skontaktować. A potem ja poszłam na przystanek. 

Przyjechałam do mojej miejscowości. Zagapiłam się i nie wysiadłam na swoim przystanku, tylko na następnym, końcowym. W busie czułam się straszliwie senna, tak, że oczy same mi się zamykały, zamyśliłam się też i tak naprawdę dopiero jak byłam daleko za moim przystankiem to w ogóle zorientowałam się, że coś jest nie tak. 

Wróciłam do domu, powolutku, nawet nie było tak źle. Od wczoraj już planowałam, że pojadę sobie dzisiaj samochodem na zakupy do biedry. Dlatego kiedy wróciłam, jedyne o czym myślałam, to czy pojechać i o której godzinie. Bo na zakupy i tak iść musiałam, bo skończył się chleb. 

W końcu zdecydowałam się pojechać od razu, bo wydawało się, że ruch na drodze nie jest taki duży. Zabrałam rzeczy i poszłam do samochodu. Otworzyłam drzwi i początkowo przewietrzyłam go chwilkę, bo stał na słońcu i było tam bardzo gorąco. Wsiadłam do środka i spróbowałam odsunąć szyby, ale coś się przycięło i nie chciałam ich odsuwać, bo bałam się, że później ich nie zasunę.

Siedziałam w tym samochodzie i zastanawiałam się czy pojechać. Chciałam pojechać, ale stresowałam się. Nigdy nie lubiłam jeździć tak sama, zawsze wolałam, żeby ktoś siedział z boku. No ale pomyślałam, że wreszcie muszę się odważyć i spróbować. Jeśli nie będę jeździć to nigdy się nie nauczę. Poza tym pomyślałam też, że jak nie teraz, to nigdy. 

W końcu ruszyłam. Pojechałam powoli i ostrożnie, starając się uważać na to co robię i nie robić niczego w pośpiechu, pochopnie. Jechałam też z myślą, że mogę popełnić jakieś błędy, byle nic mnie i nikomu się nie stało. Bałam się, że parking będzie cały zawalony autami, a wtedy na pewno nie wiedziałabym co zrobić. 

Dojechałam na miejsce i zaparkowałam na parkingu w najbardziej odległym miejscu. Za to wiedziałam, że nawet jeśli ktoś się tam poustawia, to i tak dam radę stamtąd wycofać i wyjechać. Stanęłam trochę krzywo, trochę za daleko, bo przednimi kołami wyjechałam poza ażurowe płyty, ale pomyślałam, że trudno. Udało mi się dojechać i zaparkować a to już jest sukces, i muszę się z tego cieszyć. 

Poszłam do sklepu i zrobiłam zakupy. Podczas nich byłam zestresowana, bo już martwiłam się jak ja wyjadę i co będzie jak ktoś będzie chciał wyjechać za mną. CO jeśli będzie długo czekał i zacznie na mnie trąbić.. 

Starałam się wziąć takie rzeczy, które ciężko byłoby mi dźwigać jeśli poszłabym pieszo, tj. zapas mydła, paczka papieru toaletowego, ręczniki papierowe itd. Zrobiłam spore zakupy. Poza tym kupiłam sobie dwie książki w wersji kieszonkowej, takie, które chciałam przeczytać. 

Poszłam do kasy i zapłaciłam za wszystko. Później podjechałam wózkiem na sam koniec parkingu. Trochę mi to zajęło, ale nadal nikt tam koło mnie nie podjechał i cieszyłam się, że będę mogła łatwo wycofać. 

Wsiadłam do auta. Pomyślałam sobie, że skoro już przyjechałam, to muszę jakoś dojechać z powrotem do domu, bo przecież nie zostawię samochodu na parkingu. Odpaliłam i powoli wycofałam. Czułam się bardzo niepewnie. Starałam się patrzeć, ale bałam się, że ktoś podjedzie z tyłu i w niego walnę. Nic takiego się jednak nie stało. Nawróciłam i ruszyłam do wyjazdu z parkingu. Zatrzymałam się przed drogą. Jechało sporo samochodów, a ja postanowiłam nawet nie próbować się wcisnąć, tylko czekać, aż będę mogła spokojnie wyjechać. Czekałam sporo, ale w końcu mi się udało. Poza tym nikt nie wyjeżdżał za mną, przez co stresowałam się mniej. 

Polowi i ostrożnie pojechałam do domu. Samochód mi nie zgasł i dojechałam bezpiecznie. Kiedy już wjechałam na podwórko i zaparkowałam, byłam baardzo szczęśliwa. Naprawdę, bardzo bardzo cieszyłam się, że mi się udało! Jejciu, jak dobrze. Może teraz odważę się znowu, ale i tak jestem szczęśliwa, że spróbowałam.

Myślę o tym, jakie lekcje mogłabym wyciągnąć z tej sytuacji. I wiem na pewno, że: 

1) dobrze, że spróbowałam i odważyłam się. Muszę to powtórzyć.

2) muszę popracować nad parkowaniem, bo to sprawia mi spory problem.

To chyba tyle. W domu odgrzałam sobie pizzę i zjadłam dwa kawałki, które zostały. Fajnie, że się nie zmarnowało. Kupiłam babci banany, jabłka i bułkę z jagodami. W sumie nie chciałam, żeby oddawała mi za to kasę, ale jakoś nie wiedziałam jak jej to wytłumaczyć. Dlatego oddała mi za owoce, ale powiedziałam, że bułka jest w prezencie. 

Oglądałam YT, ale poczułam się strasznie senna. Położyłam się na godzinkę, ale tak szybko ona minęła... Musiałam wstać i napalić w piecu, żeby nagrzać wodę. 

Zaraz już mam zamiar iść się myć, ale jeszcze miał zadzwonić mój chłopak i mieliśmy chwilkę sobie porozmawiać. Muszę mu się przypomnieć. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89