14.08.2021 - Dzień 171

Cała sobota z gorączką...

Obudziłam się w nocy i miałam bardzo duże dreszcze. Wiedziałam, co to znaczy, bo mam tak od dziecka. Narastała mi coraz większa gorączka. Czułam już, że ja mam. Byłam zbyt słaba żeby wstać i pójść po tabletkę lub po termometr. Czekałam na moment, aż dreszcze trochę ustaną i będę mogła wstać, ale w końcu zasnęłam.

Obudziłam się koło 6:00. Czułam, że nie jest ze mną dobrze, ale nie miałam przynajmniej dreszczy. Poza tym, chciało mi się siku, więc chcąc nie chcąc, musiałam wstać. Zebrałam się w sobie i wstałam. Poszłam do łazienki, wysiusiałam się, a potem zeszłam po schodach na dół, do kuchni. Chciałam stamtąd wziąć apap extra na gorączkę i termometr z salonu. Nie mogłam w komodzie w kuchni znaleźć apapu, cofnęłam się na korytarz i poczułam, że robi mi się źle. Na początku zaczęło mi być niedobrze, aż bałam się, żeby nie zwymiotować. A potem zaczęło mi się robić słabo. Przysiadłam więc na najniższym stopniu schodów żeby przeczekać i już myślałam, że mi się polepsza, kiedy to obudziłam się leżąc na podłodze. Nade mną stała babcia i coś do mnie mówiła.

No cóż, okazało się że zemdlałam i w dodatku walnęłam się w głowę. Później odkryłam też, że zdarłam sobie skórę z kolana. Całe szczęście, że usiadłam na schodku i upadłam z niewielkiej wysokości, bo mogłoby być kiepsko, jeśli zemdlałabym podczas wchodzenia po schodach... 

Weszłam po schodach i położyłam się na łóżku. Poprosiłam babcię, żeby przyniosła mi apap, więc w końcu sobie go wzięłam. Zrobiła mi też okład na czoło, co naprawdę przyniosło mi wielką ulgę. Gorączka jeszcze mi narosła. 

Przez cały dzień gorączka mi to narastała, a po wzięciu tabletek spadała. Ja przez prawie cały czas leżałam w łóżku. Trochę rozmawiałam z babcią, trochę pisałam z chłopakiem. Rozmawiałam też z mamą przez telefon, bo dziś mieli wrócić z wczasów. 

Muszę przyznać, że naprawdę jestem wdzięczna babci, że tak się mną zaopiekowała. Robiła mi okłady, przynosiła herbatkę i jedzenie. Siedziała przy mnie. Jestem jej bardzo, bardzo wdzięczna, bo sama nie miałam siły na nic. 

Nie miałam siły nawet czytać. Dopiero wieczorem przeczytałam parę stron na telefonie. 

Napisałam chłopakowi, żeby nie przyjeżdżał, bo i po co, jeśli ja tylko leżę, nie mam siły i nawet nie bardzo chciałoby mi się rozmawiać dłużej. Największą temperaturę, jaką dziś miałam to 39,2. Sporo. 

Rodzice przyjechali po południu, jakoś koło 17:00. Fajnie, że już są. Radziłam sobie bez nich, ale jakoś lepiej, jeśli są w domu. Nie tak cicho. 

Mój telefon zaczął wariować. Kiedy próbowałam wejść na insta, sam się wyłączał, a potem włączał. A później zaczął się wyłączać, nawet jak wchodziłam na coś innego.. Obawiam się, że to zły znak i się psuje, ale nie chcę jeszcze zmieniać telefonu... 

Jakoś wieczorem, na rowerze, przyjechał mój brat. Zrobił 80 kilometrów, niezły wynik. Ja z nim nie rozmawiałam, ale słyszałam jak rozmawiał z rodzicami, bo nie wychodziłam z łóżka i z pokoju. 

Później poczułam się odrobinkę lepiej. Postanowiłam zmienić sobie pościel, bo byłą totalnie przepocona, a potem wziąć prysznic, bo też byłam przepocona i pachniałam okropnie... Zaczęłam zmieniać pościel, kiedy usłyszałam pukanie do mojego pokoju. Myślałam, że to mój brat, a tu okazało się, że to mój chłopak jednak przyjechał! To byłą dla mnie wielka niespodzianka. Nie spodziewałam się go! Byłam w szoku, ale naprawdę ucieszyłam się, że go widzę. Choć sama wyglądałam okropnie, ale dobrze było go zobaczyć. To było kochane, że tak jednak przyjechał. 

Poszłam się umyć, a potem zjedliśmy razem kolację. Ja jadłam niewiele, jedynie rogala. Pogadaliśmy chwilkę z rodzicami. Potem umyłam zęby i poszłam spać. Zabrałam ze sobą tabletki, żeby w razie czego mieć je przy sobie, ale na noc nie wzięłam ich. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89