16.08.2021 - Dzień 173
Poniedziałek, więc jak to w poniedziałek
Wcale nie chciało mi się wstawać, tym bardziej, że padało, a o 5:00 była burza i się błyskało. Ale wstałam. Wyrobiłam się, nawet udało mi się zrobić kanapki. Zdążyłam też na busa, chociaż już miałam prosić tatę żeby mnie podwiózł na przystanek. No ale udało się.
Kiedy szłam do biura było ok, ale później zrobiła się burza, a w biurze było ciemno jak w nocy. Musiałyśmy zapalić światło. Błyskało i bardzo padało.
Szefowa wróciła. I choć na razie zachowuje się w miarę ok i znośnie (zastanawiam się, czy to ze względu na M.?), to już wymyśla. Nie wiem czy szef jej nie podsuwa tych głupich pomysłów. Zapytała mnie po raz milionowy kiedy będzie przelew, a ja milion razy powtarzałam jej, że już musiał być, nie ma innej opcji. No ale mówiła, że nie ma, więc musiałam dzwonić. W końcu oczywiście wyszło na moje, bo okazało się, że był już ponad tydzień temu.
Wymyśla też jakieś dziwne rzeczy. Mam podzielić kalendarz, wstawiać na bitrix. Będzie z tym, brzydko mówiąc, pierdolenia, a nikt pewnie z tego nie będzie korzystał. Ale chce, to zrobię.
W biurze było dziś potwornie gorąco i duszno. Źle się czułam, bolała mnie głowa. Kiedy wyszłam się przewietrzyć od razu zrobiło mi się lepiej, także to na pewno od tego. Klimatyzacja nie działa, a dzisiaj bez niej była tragedia.
A. opowiadała nam jak spędziła weekend w szpitalu, bo jej synek miał wypadek. Przewrócił się na hulajnodze i miał wstrząśnienie mózgu, więc musiał zostać w szpitalu. Jejciu, bardzo jej i jemu współczuję.
Ogólnie byłam dziś w taki nastroju, że miałam wyjebane. Rzadko taki miewam. Może to dlatego, że wciąż nie czułam się najlepiej.
Komentarze
Prześlij komentarz