17.08.2021 - Dzień 174
Pechowy wtorek
Wstałam normalnie, no może chwilkę później niż zwykle. Ale od rana ten wtorek był jakiś pechowy. Już podczas robienia makijażu otworzył mi się puder, którego zwykle za nic na świecie nie byłam w stanie otworzyć i rozsypał mi się trochę.
Dostałam okresu, co akurat nie jest złe, ale później bolał mnie brzuch i musiałam brać ibuprom, bo bałam się, że zacznie mnie boleć tak, że nie będę mogła wytrzymać.
Spóźniłam się na busa. To jest, tak naprawdę, to nie spóźniłabym się, gdyby przyjechał normalnie, ale on przyjechał wcześniej. O tej godzinie powinien dopiero wyjeżdżać z pierwszego przystanku, a nie odjeżdżać z kolejnego. Jechał ten kierowca, którego nie lubię, mam nadzieję, że jutro będzie inny.
W każdym razie już z daleka widziałam jak odjeżdża. Stwierdziłam, że mam go gdzieś. Pojadę następnym. I tak zrobiłam.
Najpierw jednak wystałam się na przystanku pół godziny. Całe szczęście nie padało, a ja ubrałam się ciepło i nie było mi zimno. Spotkałam znajomą i rozmawiałam z nią, ale było to jakieś takie strasznie niezręczne. Gdy przyjechał, wsiadłam z ulgą.
Dojechałam na dworzec, a następnie poszłam na przystanek i czekałam na autobus. Musiałam poczekać jakieś 10 minut, więc nie tak źle. Tu już było mi nieco zimniej, bo wiało, ale wytrzymałam. Wreszcie wsiadłam w autobus i wkrótce udało mi się dojechać na staż. Spóźniłam się jakieś 15 minut - byłam na miejscu o 8:15. Wpisałam się.
Czas mijał mi w sumie szybko. Robiłam, co miałam zrobić. Ale trochę nie miałam humoru. Znowu ktoś wyjechał na urlop i będzie problem z rozliczeniem i podpisami... Szefowa też, weszła w fazę planowania i ciągle mówi o tym, czym się zajmiemy niedługo, jak to się firma zmieni, rozwinie. No i oczywiście o tym, że teraz to nie ma pieniędzy i nie opłaca się w ogóle jej prowadzić. To niech jej nie prowadzi, skoro przynosi takie straty. Mnie tam wszystko jedno.
Wyszłam normalnie, nie miałam zamiaru zostawać dłużej pomimo spóźnienia. W końcu zdarzało się, że zostawałam dłużej i wtedy nikt nie miał z tym problemu. Więc nawet nie mówiłam o tym szefowej.
Na przystanek poszłam z M. Trochę sobie z nią pogadałam. Tym razem nie spóźniłam się, ale znów jechał ten kierowca, którego nie lubię. W dodatku ruszył, kiedy jeszcze nie zdążyłam nawet się niczego złapać i prawie bym się zabiła.
W domu zjadłam trochę pomidorowej, bo mama zrobiła. Posiedziałam jakiś czas, ale w końcu zrobiłam sobie drzemkę, bo chciało mi się spać i byłam zmęczona. I znów obudziłam się późno.
Ech, ale trudno.
Muszę jutro wstać wcześniej i zdążyć na busa.
Komentarze
Prześlij komentarz