23.10.2021 - Dzień 240
Sobota. Randka Zaręczyny
Wstałam późno, jak to ostatnio bywa u mnie w soboty. Ale tak dobrze mi się spało i później też leżało. Było mi wspaniale.
Zjadłam śniadanie i już wiedziałam, że pewnie nie zdążę posprzątać jak zwykle. Stwierdziłam więc, że trudno, tym razem posprzątam mniej.
Czułam się bardzo podekscytowana nadchodzącą randką. Tak dawno nigdzie nie wychodziliśmy razem. Już od wczoraj myślałam tylko o tym w co się ubiorę, jak się pomaluję. Naprawdę, strasznie ekscytowałam się tym. Aż nawet za bardzo, bo czułam presję, że muszę wyglądać idealnie, że wszystko musi być tak, jak sobie wymyśliłam. I bałam się, że nie uda mi się lub że się nie wyrobię. Bałam się też, że nie będzie tego busa, którym miałam pojechać.
Poszłam na zakupy do Biedry. Kompletnie bez makijażu, no, z wyjątkiem nudowej pomadki na ustach. Ale poza tym nie miałam nic więcej. Już naprawdę dawno nie poszłam tak no makeup do sklepu. Troszkę się stresowałam, bo w dodatku włosy mi się nie chciały układać, ale jak już wyszłam, to jakoś poszło.
W sklepie spotkałam K. - mojego kuzyna, którego bardzo dawno nie widziałam. Również ze względu na to, że od kilku lat mieszka w Niemczech. Zaskoczyło mnie to, że go tam spotkałam. Zamieniliśmy parę słów i wróciłam do zakupów.
Kiedy wracałam zmokłam do suchej nitki. To był straszny pech, bo rozpadało się akurat, kiedy wyszłam ze sklepu. Uznałam, że nie ma sensu czekać aż przejdzie, bo nie wiadomo kiedy to nastąpi. Dlatego poszłam. Ale chwilę po tym jak już weszłam do domu, nagle przestało padać. Miałam spodnie tak mokre, że mogłam je wyżymać jak gąbkę. Z kurtki ciekła woda, moje włosy również zmokły.
W domu się rozkleiłam. Nie do końca wiem czemu, ale coś we mnie pękło. Chyba po spotkaniu z K. Chyba poczułam się nieszczęśliwa, że nic nie jest tak, jakbym chciała. Że nie udało mi się osiągnąć tego, na co liczyłam. Złapałam strasznego doła i sobie popłakałam.
Później troszkę mi przeszło. Napaliłam w piecu, żeby mieć ciepłą wodę. Odkurzyłam, starłam kurze na górze, przetarłam umywalkę i prysznic. W międzyczasie okazało się, że nie muszę jechać busem, bo moja przyjaciółka tez jedzie do miasta i mogę się zabrać z nią. Ucieszyło mnie to, tym bardziej, że znów zaczęło padać.
Umyłam włosy, zrobiłam sobie piękny makijaż moimi najlepszymi cieniami i założyłam sukienkę w panterkę, tę, którą tak strasznie lubię. Próbowałam nakleić sztuczne rzęsy, ale nie wyszło mi, więc z nich zrezygnowałam. Użyłam próbki moim najlepszych perfum i pięknie pachniałam. Założyłam jedne z moich specjalnych, wyjściowych kolczyków i bransoletkę. Wyciągnęłam także zimową kurtkę i botki na obcasie. Byłam gotowa do wyjścia jeszcze nim podjechali po mnie.
Okazało się, że moja przyjaciółka jechała razem z moim kuzynem K., bo mieli spotkanie klasowe. W samochodzie porozmawiałam troszkę z nimi, ale jakoś nie miałam do tego głowy. Starałam się, ale nie wiem czy dobrze wyszło. W sumie chyba nie najgorzej.
Dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłam razem z nimi i zadzwoniłam do chłopaka. Poszłam z nimi kawałek, ale okazało się, że muszę iść jednak w przeciwnym kierunku, więc rozdzieliliśmy i pożegnaliśmy się. Przyjaciółka powiedziała, że ładnie wyglądam, co mnie ucieszyło.
Poszłam powoli na rynek, bo w moich botkach nie mogłam iść zbyt szybko. Chociaż są dosyć wygodne jak na buty na obcasie. Coś się chyba działo na tej ulicy, bo było parę straganów i budek z jedzeniem. Ale nie wiem o co chodziło. Wiem natomiast, że było moko i wilgotno, i martwiłam się, żeby nie zaczęło znów padać.
Dotarłam na rynek i dzwoniłam do chłopaka, bo nie wiedziałam czy długo będę czekać. Na szczęście przyszedł szybko. Zapytał gdzie bym chciała pójść i powiedziałam mu, że chętnie bym zjadła burgera, tego, co jedliśmy już kiedyś. Dlatego wybraliśmy się do Burger Co. Nie pamiętaliśmy gdzie to było, ale udało nam się znaleźć lokal w miarę szybko.
W środku było wiele wolnych miejsc, więc nie mieliśmy problemu ze znalezieniem wolnego stolika. Wcześniej umyliśmy ręce, tak jak mówił plakat przy wejściu.
Rozsiedliśmy się i zabraliśmy do wybierania jedzonka. Trochę nam to zajęło, bo wybór był duży. Ale w końcu ja wybrałam Whiskey burger, a mój chłopak Italiano burger. Do tego oboje wzięliśmy frytki, a także jedną porcję krążków cebulowych, na które to ja nalegałam. Do picia wybrałam zieloną herbatę, bo zmarzłam i miałam ochotę na coś ciepłego, mój chłopak natomiast wziął colę.
Po złożeniu zamówienia rozmawialiśmy sobie. Było naprawdę fajnie. Już dawno nie spędzaliśmy już tak czasu, więc dobrze było ze sobą posiedzieć w miejscu innym niż mój dom. W ogóle fajnie, bo mój chłopak ubrał koszulkę, którą kupiłam mu na urodziny, Tommy'ego Hilfigera. Ładnie w niej wyglądał.
Kiedy przynieśli nam jedzonko, zabraliśmy się do jedzenia. Byłam już naprawdę głodna, bo od śniadania nic nie jadłam. Także zjadłam sporo, całego burgera, kilka krążków i dużo frytek, choć nie całość. Wszystko bardzo mi smakowało. Naprawdę. Było bardzo smaczne.
Zjedliśmy, posiedzieliśmy, porozmawialiśmy sobie. Miło spędziliśmy czas w tamtym miejscu. W końcu jednak trzeba było iść, choć wcale nie miałam na to ochoty. Ale i tak dosyć dużo czasu tam przesiedzieliśmy. Było mi dobrze i czułam się szczęśliwa. Choć odrobinkę popsuło mi humor, kiedy zrobiła mi się dziurka w rajstopach. Strasznie tego nie lubię i bardzo mnie to denerwuje. Na szczęście odpuściłam i mogłam się cieszyć dalej. Randka była bardzo udana.
Poszliśmy sobie spacerkiem do samochodu. Mój chłopak zaparkował kawałek dalej, także musieliśmy jednak trochę przejść. Było zimno, na szczęście nie padało. Zrobiło się już całkiem ciemno. W sumie fajnie było trochę pochodzić na świeżym powietrzu po takiej uczcie. Dobrze mi to zrobiło i nie czułam się ciężka.
Dotarliśmy do samochodu. Po drodze przechodziliśmy koło dawnej szkoły mojego chłopaka i poopowiadał mi parę rzeczy o niej i o tym, kiedy do niej chodził. Pojechaliśmy do domu. Na drodze nie było dużego ruchu, więc jechaliśmy sobie spokojnie. Wstąpiliśmy jeszcze tylko do Biedronki po jajka na niedzielne śniadanko. Oczywiście, uzbierało się oprócz nich sporo więcej rzeczy. Kupiliśmy też winko, jakiego jeszcze nie piłam - Carlo Rossi cytrusowe.
Wróciliśmy do domu. Rodziców nie było, bo tata pojechał odebrać mamę z drugiej zmiany. Wypakowaliśmy zakupy w kuchni (właściwie to chłopak wypakował). Drzwi były otwarte i Sara wyszła, dlatego musieliśmy po nią pójść, bo brama była otwarta. Potem poszłam na górę i zaczęłam wypakowywać torebkę.
W pewnym momencie odwróciłam się i za mną stał mój chłopak z wielkim bukietem kwiatów. Nie wiedziałam o co chodzi, co to za okazja. Później spojrzałam na jego drugą dłoń i zobaczyłam, że tam też coś trzyma. Pomyślałam, że to może być to i przez głowę mi przeszło: "o nie, tylko nie to".
A jednak to było to. Uklęknął przede mną i zapytał, czy zostanę jego żoną. Wszystko działo się tak szybko. Oczywiście, powiedziałam, że tak. Ale czułam się tak dziwnie. Tak strasznie dziwnie.
Z jednej strony cieszyłam się. Ale równocześnie byłam przerażona. Poza tym, czułam się troszkę rozczarowana. Zawsze marzyłam, że jeśli ktoś mi się oświadczy, to to będzie takie bardzo romantyczne. Na plaży, na wycieczce, w restauracji, albo w jakimś innym ładnym miejscu. Że to będzie taka super wyjątkowa chwila, iście magiczna. Myślałam sobie: "dlaczego mi to zrobił?" i "dlaczego nie zrobił tego wcześniej, kiedy poszliśmy coś zjeść?". Wolałabym już to. Byłam nawet trochę na niego zła. Zobaczyłam pierścionek i widziałam, że jest nie w moim stylu, niezbyt mi się spodobał. Ale co miałam zrobić? Przecież nie odrzucę go dlatego, że nie podoba mi się to w jaki sposób mi się oświadczył.
Czułam się dziwnie, bo nie czułam takich emocji, jakich przypuszczałam, że czułabym w takiej sytuacji. Nie czułam wzruszenia, przez moment zrobiło mi się za to trochę słabo. Nie rozpłakałam się ani nic. Dziwnie. Nie czułam się też bezgranicznie szczęśliwa. Trochę taka... pusta.
Jedno jest pewne, byłam w szoku. Kompletnie się tego nie spodziewałam. Kompletnie. Ani trochę. Także udało mu się mnie zaskoczyć.
Chyba to jeszcze do mnie nie docierało.
Poprosiłam go, żeby to powtórzył. I powtórzył. Jeszcze raz uklęknął i jeszcze raz zadał mi pytanie. Nałożył pierścionek. To było miłe z jego strony.
Chyba jest troszkę za luźny. Nie wiem. Ale kiedy mój chłopak mówił coś o zwężeniu go, to ja w myślach miałam: "czy możemy go w ogóle wymienić?".
Poszłam po kieliszki. Spróbowaliśmy wina i kochaliśmy się. Później porozmawialiśmy jeszcze trochę i wypiliśmy więcej wina. Było w porządku. Czułam się rozbita.
Przyjechali rodzice. Zeszliśmy na dół powiedzieć im o naszych zaręczynach. Oni także byli w szoku. Mama poszła po szampana i wypiliśmy po kieliszku. Posiedzieliśmy z nimi, pogadaliśmy. Potem wróciliśmy na górę i zanim poszliśmy się myć, znów się kochaliśmy.
Wciąż nie docierało do mnie co się stało, ale zaczęłam się już bardziej cieszyć.
Umyliśmy się i położyliśmy się spać. Było już późno bo po pierwszej w nocy.
Komentarze
Prześlij komentarz