29.10.2021 - Dzień 246
Piątek, dzień wolny
Tym razem nie wstałam późno, wręcz przeciwnie. Zebrałam się jeszcze przed 7:00.
Wczoraj zaplanowałam sobie, że pojadę na bazary, żeby ostatni raz już poszukać butów na wesele. Rano, po obudzeniu, wciąż miałam wątpliwości, ale ostatecznie zdecydowałam się pojechać.
Umyłam się, pomalowałam, ubrałam i nawet zjadłam małe śniadanie, żeby mieć siłę i żeby nie było mi zimno. Zdążyłam na busa 8:15 i pojechałam nim do miasta. Fajnie było wysiąść na końcowym przystanku i nie musieć się przeciskać przez ludzi, żeby wyjść wcześniej.
No, ale wreszcie wysiadłam i poszłam na przystanek, żeby podjechać autobusem na bazary. Kupiłam bilet godzinny, w razie gdybym nic tam nie znalazła i chciała szybko odjechać.
W porę zorientowałam się, że autobus nie skręca tam, gdzie powinien, i wysiadłam na najbliższym przystanku. Byłam trochę zdezorientowana i nie wiedziałam gdzie jestem. Ale w końcu sobie poradziłam i poszłam na bazary dalej pieszo. Nie było daleko, więc ok.
Było tłoczno. Już przy wejściu. Mama i chłopak (narzeczony) kazali mi pilnować torebki, bo podobno kręci się tam sporo złodziei, więc tak też zrobiłam. Weszłam na plac targowy pilnując swoich rzeczy.
Nie wiedziałam dokąd się udać, więc szłam przed siebie. Kilka razy miałam wrażenie, że się zgubiłam, nie wiedziałam gdzie jestem, zawracałam. Ogólnie rzecz biorąc szybko zorientowałam się, że nic z tego nie będzie. Butów jakich szukałam, po prostu tam nie było. Było trochę jesienna/zimowych, kozaków i botków, ale nie czółenek z paskiem, po jakie przyjechałam. Chciałam jednak zwiedzić jak najwięcej stoisk, więc chodziłam sobie to tu, to tam. Pomyślałam nawet, że może skoro nie ma butów i prawdopodobnie sobie ich nie kupię, to przynajmniej uda mi się znaleźć jakiś płaszczyk. Ale płaszczów też nie było. Jedynie na jednym stoisku były takie, jak chciałam, ale ceny 250-380 zł stwierdziłam, że są za dużo. Poza tym było sporo kurtek.
Kupiłam dwie pary rajstop, na dwóch różnych stoiskach. Na jednym sprzedała mi zwykle, a prosiłam o bezszwowe. Zorientowałam się dopiero w domu. W dodatku okazały się strasznie grube.
Wyszłam z bazarów i skierowałam się na przystanek. Miałam nadzieję, że uda mi się wykorzystać jeszcze mój godzinny bilet i udało się. Wysiadłam na przystanku akurat o czasie, w którym mi się on skończył. Także fajnie się złożyło.
Zadzwoniłam do G. do pracy i poprosiłam, żeby zadzwoniła do jednego klienta i poprosiła, żeby przyszedł we wtorek/środę. Pisałam też trochę z M.
Poszłam do galerii, bo chciałam kupić jeszcze jedne rajstopy. Kupiłam takie, jak chciałam, ale nie chcę myśleć o tym, ile kosztowały.
Już miałam wychodzić. Pomyślałam, że jeszcze tylko skorzystam z toalety, żeby sobie iść już komfortowo. Jednak widząc sklep Halfprice, cos mnie tknęło i pomyślałam, że zajrzę tak szybciutko. Od razu przeszłam do działu z butami i tak sobie je przeglądałam. Przymierzyłam jakieś czółenka bez pasków, ale były niewygodne albo nie pasowały, co nie było zaskoczeniem.
Poprzeglądałam wszystkie buty w rozmiarze 39 i przeszłam do działu z rozmiarem 40. Na ostatniej półce zobaczyłam buty w tym rozmiarze, które były bardzo zbliżone do tego, czego chciałam. Jedynie były na słupku, zamiast na szpilce. Ale pomyślałam sobie, że co mi szkodzi przymierzyć.
Przymierzyłam i okazało się, że są bardzo wysokie. Czułam tę wysokość. Jednocześnie wydawały się w miarę wygodne, bo w porównaniu do wszystkich innych, które ostatnio przymierzałam, nie czułam od razu, że coś mnie uwiera. Oprócz tego wyglądały bardzo ładnie. Pochodziłam w nich trochę, posiedziałam, zastanawiając się co robić. Wysłałam nawet ich zdjęcie chłopakowi. Ale ostatecznie zdecydowałam się je kupić. W myślach już widziałam, że będę w nich na początku wesela, a później założę moje stare sandałki. Przy kasie jeszcze zapytałam o zwrot i okazało się, że w razie czego mogę je zwrócić do 15 stycznia.
Poszłam do toalety, po czym wyszłam z galerii z nową parą butów. Nie byłam do końca do nich przekonana, przez to, że są takie wysokie. Ale lepszy rydz niż nic, a przynajmniej miałam teraz ładne buty, w takim stylu jak chciałam i wcale nie takiej dużej cenie - 109 zł.
Pomyślałam, że będę szła już na busa, ale przejdę się po ulicy, na której jest dużo sklepów i jak zauważę jakieś niższe buty, to je kupię.
Zobaczyłam, że coś co nazywa się "Centrum Obuwia" było otwarte. Zdziwiło mnie to, bo z tego co pamiętałam, to za każdym razem, kiedy tamtędy przechodziłam, było zamknięte. Postanowiłam wejść i sprawdzić, co mają. Ku mojemu zaskoczeniu, mieli naprawdę spory wybór butów, których szukałam (w porównaniu do innych, bo aż tak dobrze nie było, nie przesadzajmy). Ale było parę rodzajów butów na obcasie z paskiem, więc i tak więcej niż gdziekolwiek wcześniej.
Poprzymierzałam trochę i zdecydowałam się kupić bardzo podobne do tych, które zakupiłam wcześniej w Halfprice, tylko te miały niższy obcas i były z takiego podobnego do zamszu materiału. Dostałam na nie nawet gwarancję. Nie były drogie, bo kosztowały 89 zł.
Wyszłam z tego sklepu z mieszanymi uczuciami. Dziwnie mi było, że znów kupiłam dwie tak podobne do siebie rzeczy. Poza tym, zastanawiałam się, co zrobię z drugą parą butów. No i czy któreś z nich będą wystarczająco wygodne.
Wróciłam do domu busem. Odpoczęłam trochę, zjadłam kanapki, pooglądałam YT. Potem wzięłam się za sprzątanie, bo w końcu jutro nie będzie na to czasu. Nie chciało mi się, ale już ostatnio nie sprzątałam, tylko tak ogarnęłam, no i jednak tyle dni... Zmusiłam się, ale jak zaczęłam, to nawet mi się fajnie sprzątało. I cieszyłam się, że jutro jak będę się szykować na to wesele, to będzie czysto.
Wystraszyłam się, bo z Sarą zaczęło dziać się coś niedobrego. Najpierw zauważyłam, że nie może wstać z fotela. Myślałam, że ma jakiś niedowład łapek, ale wstało i wyglądało na to, że może nimi ruszać. Tylko jak zaczęła iść, to znosiło ją na bok, przewracała się na jedną stronę. Naprawdę bardzo się przestraszyłam i nie wiedziałam co robić. Wyszłam z nią na dwór, żeby się załatwiła. Wysiusiała się i wróciłyśmy do domu. Po tym cały czas za mną chodziła, a ja martwiłam się, żeby coś jej się nie stało, zwłaszcza jak będzie chodzić po schodach. Z czasem zaczęło być lepiej, nie znosiło jej już tak bardzo, ale nadal widać, że nie jest tak jak być powinno. Chyba jest coś nie tak z jej błędnikiem, tak stwierdziła mama i to może być prawda, bo nie od dziś ma problemy z uszami. Martwię się i chciałabym, żebyśmy zabrali ją do weterynarza.
Posprzątałam, a potem zjadłam trochę żurku. Zjadłam też chipsy. Później włączyłam muzykę i przymierzyłam sukienkę, buty (nawet chodzi się w nich nieźle), próbowałam też dobrać kolczyki i pomadkę. Udało mi się mniej więcej powybierać, także nie jest źle.
Następnie siedziałam sobie i oglądałam YT. Przy okazji zmyłam stary lakier z paznokci i pomalowałam te u stóp.
Kiedy mama przyjechała, pokazałam jej moje buty. Bałam się, że będzie coś mówić, że oszalałam czy coś, ale nic takiego nie mówiła.
Zaraz pójdę się już umyć. Potem chciałabym zrobić sobie maseczkę i pomalować paznokcie. Poza tym chcę też wydepilować nogi. Mam nadzieję, że uda mi się to wszystko zrobić.
Komentarze
Prześlij komentarz