04.11.2021 - Dzień 252
Czwartek
Jutro miałam mieć dzień wolny, ale nie będę mieć. I tak muszę pojechać do Kielc z samego rana, więc nie będzie sensu, żebym brała wolne, bo i tak się nie wyśpię. Już lepiej pójść na staż.
Wstałam rano i zdążyłam na busa. Później fartem udało mi się zdążyć na autobus. Ale dojechałam jakoś do Urzędu Pracy, akurat tak, jak chciałam. Potem było gorzej. Poszłam zanieść listy obecności i okazało się, że z listą M. i G. nie ma problemów. Za to jest z moją i mojej przyjaciółki. Mnie kazała przynieść jeszcze wniosek urlopowy, bo miałam 3 dni wolne w miesiącu (paranoja po prostu!). L. natomiast musiała podopisywać parę rzeczy, jak choćby to, za które soboty ma wolne.
No nic. Trochę się wkurzyłam, że będę musiała przyjeżdżać jutro, ale już dobra.
Do biura poszłam pieszo, bo na jakikolwiek autobus w tamtym kierunku musiałabym długo czekać. A było zimno, więc już lepiej było pójść.
Dotarłam szybko, bo byłam już kilka minut po 8:00. Dzień był bardzo przytłaczający, co dziewczyny również przyznały. Nie zdążyłam sobie zrobić rano kanapek, więc kupiłam jedną tam gdzie zwykle jemy obiady i była bardzo dobra.
Przez cały dzień czułam jakiś taki niepokój. Nie wiem z czego on wynikał. A to najgorsze.
Wróciłam do domu. Zjadłam pierogi, później trochę krakersów. Przyszła L. żeby uzupełnić listę i chwilkę posiedziała. Potem poszła, a ja jeszcze pooglądałam YT.
Później już położyłam się, bo nie miałam siły. Spało mi się dobrze. Coś tam nawet mi się śniło.
A teraz muszę się umyć i iść spać dalej.
Komentarze
Prześlij komentarz