05.11.2021 - Dzień 253

Piątek

Rano znów pojechałam wcześniejszym busem, żeby móc załatwić wszystko do końca. Miałam nadzieję, że mi się uda i będzie już spokój.

Okazało się, że w tej drugiej firmie też podnieśli ceny biletów. Zrobiło mi się głupio i oddałam też złotówkę za wczoraj. To tylko złotówka, a mnie dzięki temu jest lżej.

Dziś bus dojechał na dworzec szybciej, więc nie musiałam się tak spieszyć na autobus. Nawet czekałam na niego i trochę zmarzłam, bo było strasznie zimno. W końcu nadjechał i wsiadłam w niego.

Dojechałam na miejsce i poszłam do Urzędu. Oddałam swoją listę z dołączonymi wnioskami urlopowymi. Babka je przejrzała i nie mówiła już nic. Za to przy liście mojej przyjaciółki doczepiła się do jednego dnia wolnego, który wypadał za sobotę gdzie była chora... Zadzwoniłam do L.i próbowałyśmy wymyślić coś, żeby jakoś to przeszło, ale nie udało się nam. Powiedziała, żebym oddała tę listę taką, jaka jest. Tak zrobiłam a babka powiedziała, że za ten dzień będzie miała odliczone i żebym przekazała, że dostanie stypendium tydzień później, bo muszą je od początku przeliczyć. Było mi przykro, bo rozmawiając z L. miałam wrażenie, że jest jej strasznie smutno i nie wiedziałam co powiedzieć, żeby ją jakoś pocieszyć. 

Wyszłam stamtąd i poszłam na przystanek. Okazało się, że autobus mam za 8 minut, więc postanowiłam poczekać. Nie chciało mi się znów iść, bo to jednak kawał drogi. Stojąc na przystanku spojrzałam na bilet leżący na ziemi i pomyślałam gdzie jest mój. Zaczęłam go szukać, ale ani w kieszeni, ani w torebce go nie było. Wkurzyłam się, bo specjalnie kupiłam bilet jednogodzinny, żeby w razie czego podjechać sobie nim trochę bliżej. Nagle wpadł mi do głowy pomysł, że skoro mam sporo czasu, to przejdę się do miejsca, w którym wysiadłam i może go znajdę. Ruszyłam tą drogą i o dziwo, faktycznie odnalazłam go w tamtym miejscu. Co dziwniejsze leżał na ziemi i nie odleciał nigdzie, chociaż nieźle wiało. Miałam szczęście. Zabrałam go i wróciłam na przystanek. 

Podjechałam autobusem na przystanek, na którym zwykle wysiadam busem, więc nie miałam daleko. Dotarłam do biura tylko parę minut później niż wczoraj. 

Czas jakoś mijał. Około godziny 11:00, okazało się, że mail nie działa i ani nie mogliśmy ich wysyłać, ani otrzymywać. Po kontakcie z naszym informatykiem, poszłyśmy jeszcze do informatyka z naszego budynku. Powiedział, że musimy czekać i nie wiadomo ile to potrwa. Spojler: do końca, czyli do 15:30, wciąż nie dział.

Przez to nie miałam co robić. Zrobiłam wszystko, co nie wymagało ode mnie maila, a potem naprawdę już nie wiedziałam, co mam robić. Nie dostałam faktur, nie mogłam ich porozsyłać do ludzi, nie mogłam wysłać zaświadczeń ani maili informacyjnych.. No nie dało rady. 

Na szczęście szefowa wyszła wcześniej, bo nie wiem jak miałabym udawać tyle czasu, że jestem czymś zajęta. Wcześniej jeszcze poszłam z M. na obiad i zjadłam wielką porcję, taką, jakiej już dawno nie jadłam. Ale byłam głodna. 

Wkurzyłam się, bo klient, do którego dzwoniłam już od 3 dni, żeby przyszedł i podpisał dokumenty, znowu nas olał i nie przyszedł, chociaż jeszcze wcześniej, kiedy M. do niego dzwoniła, mówił, że będzie. Martwię się, bo napisałam, że dostarczymy notę do końca tygodnia, ale nie przyszedł, więc nie ma jak tego zrobić. Martwię się, że będą z tego kłopoty... bardzo mnie to martwi...

Inny klient też nie przyszedł, ale jego mam gdzieś. Tam nie jest to takie pilne, więc szkodzi tylko sobie, bo będzie po prostu dłużej czekał.

Z innych spraw to 20 ma być impreza na urodziny szefa. Ciekawe co to będzie, bo ja kończę 18 staż. 

Wróciłam do domu. Obejrzałam film "Dziewczyna z pociągu" i nawet mi się podobał. Był na podstawie książki, którą czytałam. Główna aktorka była fajnie dobrana i nawet nie dłużył mi się bardzo. 

Później chciałam poczytać, ale zrobiłam się strasznie senna, więc zasnęłam. Obudziłam się późno i teraz to już chyba nie ma na to czasu. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89