08.11.2021 - Dzień 256
Poniedziałek
Na stażu było ok. W sumie. Idiota, którego już zdążyłam znienawidzić za to, że w zeszłym tygodniu mnie olewał i nie przyszedł, przyszedł wreszcie dzisiaj. Co nie znaczy, że mój stosunek do niego się zmienił. Ale byłam bardzo miła. Przemiła, jak zawsze.
Nie było szefowej. Jest chora. Ale jutro ma zamiar przyjść i nas pozarażać, więc G. uciekła na zdalne, a A. nie będzie, bo dalej pilnuje dzieci na kwarantannie.
Wyszłam wcześniej i pojechałam zawieźć dokumenty. Dziewczyny nie mogły tego zrobić, więc pojechałam autobusem. Kupiłam bilet jednogodzinny, więc kiedy dostarczyłam dokumenty do skrzynki, jaką był brązowy, wielki kubeł na śmieci, udało mi się jeszcze pojechać na tym bielcie później na dworzec.
Wciąż obawiam się, czy wszystko będzie z tymi dokumentami i terminem ok. Mam nadzieję, że się ułoży.
W domu pojadłam orzeszków i smakowały niebiańsko. Obejrzałam coś na YT. Później zrobiłam się senna i położyłam się spać. Nastawiłam budzik, bo musiałam niestety wstać i napalić w piecu. Strasznie mi się nie chciało. Ale zmusiłam się i zwlekłam się w końcu. Wciąż bardzo chciało mi się spać. O dziwo, jak już napaliłam, nie wróciłam do spania, tylko poczułam się nawet lepiej i poczytałam sobie książkę. Bardzo mnie wciągnęła.
Komentarze
Prześlij komentarz