17.11.2021 - Dzień 265
Środa
Rano było dziś jeszcze zimniej niż wczoraj. Nie dość, że na minusie, to jakoś tak wilgotno. Dlatego było mi trochę zimno, kiedy szłam do biura. Ale dotarłam.
Miałam sporo pracy. Nie było M. więc musiałam przejąć część jej obowiązków, poza tym, moich też się uzbierało. Ale starałam się robić wszystko po kolei. Najpierw te najpilniejsze rzeczy.
Przyszło dziś do mnie kliku klientów. Nawet zrobiła się mała kolejka. Zabawne.
A. przyniosła dziś jakieś rogaliki i bułeczki, a szefowa pączki. Fajnie, bo nie byłam na obiedzie, a zjadłam sobie trochę tego, trochę tego i nie byłam taka głodna.
Kiedy już myślałam, że wreszcie uwolnię się od tego idioty, klienta furiata, oczywiście stało się inaczej. Już kompletowałam dokumenty do wersji papierowej, kiedy zauważyłam, że coś jest nie tak. Na fakturze i na potwierdzeniu przelewu była inna kwota. Aż przetarłam oczy ze zdumienia, no bo jak to tak mogło być? Nie zauważyłam tego? Operator nie zauważył? Sprawdziłam jeszcze raz i jeszcze, ale tak. Wtedy wpadłam w panikę. Pomyślałam, że nie, nie powiem nikomu. Zostawię to tak jak jest. Ale znowu w wersji papierowej mogliby się tego dopatrzeć. Pomyślałam, że no trudno, nie ma co zwlekać. Powiedziałam A., potem zadzwoniłam do szefowej. Następnie do Operatora i zapytałam o to, c w takiej sytuacji należy zrobić. Zabawne, bo nie chcieli za bardzo ze mną rozmawiać, bo nie jestem osobą do kontaktu, ale jak zaczęłam mówić, że popełniliśmy błąd i ani my, ale też, ani oni go nie zauważyli, to stali się bardziej rozmowni. Stanęło na tym, że ten klient musi zapłacić różnicę, zrobić przelew. A potem muszę to potwierdzenie przelewu dołączyć do reszty dokumentów. Nie byłoby źle, gdyby nie to, że to "ten" klient i że wszystko wydłuży się znów w czasie. Ech...
Zostałam dłużej w pracy. Po pierwsze, szklenie trwało dłużej, do 15:30. Nie było M. i musiałam robić rzeczy za nią. I zapomniałam sobie, że muszę utworzyć wydarzenia na jutro. Potem musiałam też napisać wiadomość jaką wyślę na maila temu idiocie klientowi, na bitrixie szefowej. Też mi z tym zeszło, bo jeszcze w międzyczasie C., informatyk, robił coś na moim komputerze, żeby można było zgrywać nagrania ze szkoleń na dysk. I próbowaliśmy zgrać jakieś, co trwało bardzo długo.
Dlatego nie zdążyłam na tego busa co zwykle. Zostałam dłużej i poszłam na kolejnego. Miałam nadzieję, że wszystko będzie ok, ale nie. Nie zatrzymał mi się. Chociaż wyszłam przed przystanek, jedyne co to nie pomachałam, bo za późno zobaczyłam czy to mój bus. Było ciemno, a ta plakietka z nazwą miejscowości była słabo widoczna. Także przejechał koło mnie, a ja zostałam na przystanku.
Z nadmiaru emocji dzisiaj miałam już łzy w oczach. Ale co miałam zrobić? Na następnego musiałabym czekać ponad pół godziny, a było zimno. Dlatego wzięłam się w garść i poszłam na dworzec. Szło mi się nie tak źle, gdyby nie fakt, że poszłam jakimś ciemnym skrótem, co było nieco niebezpieczne.
Do następnego busa miałam 45 minut, więc poszłam do biedronki. Pokręciłam się tam i kupiłam sobie zestaw herbat, który uwielbiam, batoniki i chipsy. Potem poszłam na dworzec. I tak musiałam poczekać jeszcze, więc zahaczyłam o toaletę.
Udało mi się wsiąść do busa. Dojechałam do mojej miejscowości i poszłam do paczkomatu odebrać paczkę. Całe szczęście paczka okazała się nie być ani bardzo duża, ani ciężka i dałam radę przynieść ją na rękach do domu.
W domu zjadłam płatki, bo byłam już głodna. Otworzyłam paczkę, sprawdziłam, czy są wszystkie książki. Były wszystkie i prezentowały się bardzo zachęcająco. Obejrzałam coś na YT. Później położyłam się bo już miałam dosyć i czułam się strasznie zmęczona.
Teraz wstałam, doładowałam jeszcze konto i zabrałam się za ten wpis. Zaraz przyszykuję wszystko, pójdę się umyć i spać.
Jutro ostatni dzień mojego stażu. Ciekawe, czy będzie dobry. Mam nadzieję, że tak.
Komentarze
Prześlij komentarz