26.11.2021 - Dzień 274

Piątek

Rano, po 8:00, pojechałyśmy z dziewczynami do firmy, tego głównego budynku. Z okazji urodzin szefa pracownicy mieli mu dać prezent, za który też zapłaciłyśmy. Poza tym, chcieli mu zrobić niespodziankę i wymyślili sobie, że mamy ukryć się na balkonie. Okazało się, że szef tym razem wyjechał później i musieliśmy długo czekać. A kiedy już przyjechał, przyszła jakaś klientka i najpierw z nią rozmawiał. Także naczekaliśmy się. No ale w końcu przyszedł. Była ta "niespodzianka", kiedy wszyscy wyszliśmy. Potem rozpakowywał przy nas prezent, na który składała się karafka, 18-letnia whisky i karykatura.

Wszystko zakończyło się po 9:00. Potem było ciasto, ale musiałyśmy wracać, bo miałyśmy dziś 2 szkolenia. I dobrze zrobiłyśmy, bo kiedy wróciłyśmy, okazało się, że na szkoleniu mamy kontrolę. Oczywiście trzeba było dzwonić do ludzi i im mówić, żeby byli, albo żeby wpisali imię i nazwisko. 

Szefowa nieźle odjebała. Wymyśliła sobie, że zawiezie do tego naszego operatora kosz ze słodyczami. Ale nie byłaby sobą, gdyby zrobiła to normalnie. Kupiła kosz za 600 zł i chciała dać go osobom tam pracującym. Nie wyszło, bo podobno nie dość, że nie przyjęli prezentu, to jeszcze ją wyprosili. Od razu czułam, że to zły pomysł, tym bardziej taki kosz. Bo co innego dać czekoladę w ramach wdzięczności, a co innego kosz za 6 stów. Nie dziwię się, że nie przyjęli go, bo mogliby mieć problemy. No ale cóż... Teraz chyba są na nas wkurzeni. Obawiamy się, że będą szli nam pod górkę, że będą nam bardzo utrudniać. 

Czułam się dziś zestresowana i przestraszona, zwłaszcza po tym, jak usłyszałam, że ją wyprosili. To chyba kwestia tego, że parę firm ma przekroczone terminy i się boję. Zwłaszcza przez tę sytuację z szefową. Bardzo mnie to stresuje. Obiecałam sobie, że już do tego więcej nie dopuszczę. Naprawdę, niech to poprzechodzi, a ja będę teraz już bardziej twarda dla klientów. 

Miałam sporo pracy. Znów zabrałam się za wszystko, jak tylko przyszłyśmy do biura, a i tak zostało tego jeszcze dużo. Było dziś 3 klientów i jedna dziewczyna po nagrania. Także nimi też musiałam się zająć. Jeszcze jeden pan przywiózł dokumenty w imieniu innej klientki. Także był ruch.

Mój chłopak miał dziś pogrzeb babci. Nie pojechałam na niego. Pytałam, czy chce żebym jechała, ale powiedział, że nie. I tak byłoby ciężko, bo nie przysługują mi jeszcze żadne dni wolne. Chciałabym go wspierać, ale nie wiem jak. Gdyby to było w sobotę to na pewno bym pojechała. 

Chciałam zadzwonić do niego później, ale rozmawialiśmy tyko szybko, kiedy był w sklepie. W sumie nie pisaliśmy też długo. Później chciałam czekać aż coś napisze, ale zasnęłam. Ustawiłam budzik na godzinkę, ale nie wiem, chyba nie obudził mnie. 

Byłam dziś też w biedronce na szybkich zakupach, a potem w paczkomacie. Zdenerwowałam się, bo akurat jak chciałam odebrać przesyłkę, zaciął mi się telefon. Musiałam go resetować. Stałam długo i czekałam aż się włączy, a było zimno i mokro, bo ciągle padał deszcz. Na szczęście w końcu mi się udało. 

W domu obejrzałam już do końca pierwszy sezon Sweet Home. Podobało mi się i czekam na kolejny. Choć sporo fajnych bohaterów zginęło i nie wiem, czy następny będzie taki ciekawy. 

Pora iść spać już normalnie. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89