27.11.2021 - Dzień 275
Sobota
Jak to w sobotę, pospałam sobie. I jak to w sobotę, posprzątałam. Tym razem miałąm trochę mniej do zrobienia, bo mama i tata mieli wolne, więc zrobili zakupy, mama posprzątała trochę na dole i ugotowała obiad, a tata napalił w piecu.
Jakoś po 12:00 mój brat przywiózł dzieci. Posiedział chwilę i pojechał z młodszym do domu, a starszego nam zostawił. Miał mieć dzisiaj w domu imprezę, więc chciał, żebyśmy się nim zajęli. Dlatego W. został u nas. Po obiedzie jednak tata, tak jak mówił mój brat, zaprowadził W. do naszego kuzyna po drugiej stronie drogi, bo były akurat u niego jego dzieci. I choć W. miał wrócić, żeby spać, to okazało się, że chce spać tam.
Uporządkowałam sobie trochę górę. Nie jakoś bardzo, ale troszkę poukładałam rzeczy. Posiedziałam, pooglądałam YT, zgrałam sobie też zdjęcia z telefonu na komputer, a wieczorem przyjechał mój chłopak. Zjadł spaghetti i poszliśmy na górę. Kochaliśmy się i długo rozmawialiśmy. Sporo opowiadał o pogrzebie babci, a ja go słuchałam. Zrobiło się późno, więc poszliśmy się myć, a potem spać.
Komentarze
Prześlij komentarz