30.11.2021 - Dzień 278

Wtorek

Dopiero wtorek, a czuję się, jakby już był koniec tygodnia.  Nie mam siły.

Dziś było szkolenie komercyjne + 2 szkolenia zwykłe. Plus jeszcze logowałam szefową na jakimś jednym, co miała uczestniczyć. 

Wczoraj jeszcze myślałam, że będzie w nim uczestniczyć 40 osób. Ale nie, było 60. Rano musiałyśmy wszystkich obdzwonić i zapytać, czy link do szkolenia dotarł. Zajęło nam to znacznie więcej czasu niż założyłam, bo ciągle jeszcze dziewczyny z drugiej firmy dzwoniły do nas i miały pretensje, że ktoś nie może wejść, ktoś nie ma zaproszenia. No masakra. W dodatku okazało się, że tych osób jest więcej niż na tej liście. 

Zdenerwowałyśmy się, bo do nas nikt z problemami nie dzwonił. A jeśli takie były, to powinny odsyłać go do nas. Wtedy jakoś byśmy mogły pomóc. 

Jeszcze długo po tym, jak szkolenie się rozpoczęło, dzwoniłyśmy do ludzi. Już nawet nie pamiętam, która była, kiedy w końcu przestałyśmy.

Byłam trochę zła na M., bo miałam wrażenie, że w pewnym momencie całe to dzwonienie spadło na mnie. Ale z drugiej strony nie dziwię jej się. Chyba ją to wszystko trochę przerosło. Mnie też, ale starałam się jakoś to ogarnąć. 

Później przez trochę po prostu robiłyśmy to co zwykle. Ale po zakończeniu szkolenia znowu musiałyśmy zadzwonić do wszystkich i poinformować, że wysłałyśmy materiały i nagranie. Szefowa wymyśliła sobie jeszcze, że mamy mówić o tym, że prowadzimy szkolenia z dofinansowaniem. Kilku osobom o tym powiedziałam. 

Wyszłyśmy później niż zwykle, bo kiedy już się zebrałyśmy, zadzwoniła szefowa i kazała wysłać sms do tych osób, do których się nie dodzwoniłyśmy. Musiałam jechać na dworzec, bo nie chciałam, żebym mi bus się nie zatrzymał.

Po wszystkim byłam piekielnie zmęczona. Naprawdę, jakbym nie wiem co robiła. A w  busie zaczęła mnie boleć głowa. Czułam się ogólnie bardzo źle. Wyczerpana.

W domu również czułam się źle. 

Sara dziś znów była u weterynarza. Zdjął jej wenflon. Tata mówił, że ona sam nie wiem co jej jest i że nie wie, dlaczego ma problemy z chodzeniem. Dostała antybiotyk i jakiś steryd, który miał zwiększyć jej apetyt. Ale wcale tego apetytu nie zwiększył. Ugotowałam jej ryż z jakimś mięsem, ale nie chciała go jeść. Najgorsze, że nie bardzo chciała też pić. Wciąż wydaje się bardzo słaba i kaszle, z pyszczka leci jej ślina. Jejciu, martwię się o nią i boję, ale nie wiem co robić. Dostaliśmy jakieś leki, które mamy jej podawać. Cały czas mam nadzieję, że może jutro poczuje się lepiej. 

Czułam się potwornie zmęczona i zestresowana wszystkim. Zadzwoniłam do G., żeby z nią pogadać i odrobinę mi przeszło. Ma rację z tym, że to tylko praca, starałam się jak mogłam, a jak nie wszystko się udało, no to trudno. 

Położyłem się i zasnęłam. Chciałam jeszcze pogadać z mamą jak przyjdzie, ale było już po północy i ona poszła już spać. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.05.2021 - Dzień 91

01.06.2021 - Dzień 97

24.05.2021 - Dzień 89